Postmodernistyczna porażka

Kilka tygodni temu poczułem, jak bardzo jestem zmęczony postmodernizmem. Ten aktualnie dominujący ruch intelektualny jest niezwykle popularny wśród artystów sztuk wszelakich. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Całe studia edukowany byłem w duchu strukturalizmu, uczono mnie rozpoznawać układy sensu oraz je analizować. Moim obowiązkiem było także dostrzegać i rozmieć konteksty – kulturowy oraz historyczny. Bywały zajęcia pełne postmodernistycznych treści, ale na nich zawsze się męczyłem. To uczucie wróciło za sprawą sztuki Wojna światów.

Teatr Zagłębia znalazł się na liście moich ulubionych placówek kulturalnych za sprawą Korzeńca. Potem były też inne sztuki. Cesarz lub Siódemka – wszystkie na wysokim poziomie, zrealizowane z wyraźnie zaznaczonym pomysłem, ze świetną grą aktorską i magnetyzmem, dzięki któremu człowiek chciał, aby sztuka trwała jak najdłużej. Wojnie światów brakuje tego przyciągania. Chciałbym napisać, że była to brawurowa próba ponownej interpretacji tekstu Herberta Georga Wellsa, ale bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że była to nieudolna dekonstrukcja. Przynajmniej w oczach osoby, cierpiącej na wstręt do postmodernizmu. Dla odbiorcy lubiącego postmodernizm w wersji bezcelowej nowa Wojna światów będzie przeżyciem wręcz ekstatycznym.

Dla mnie nic tam nie gra, poza aktorami. Ci starają się, aby sztuka chociaż przez moment wywołała coś więcej, niż wzruszenie ramion. Trzeba przyznać, że trupa z Teatru Zagłębia jest zdolna, potrafi wzruszyć, przerazić i oczarować. Niestety, gdy dostaną kiepskiej jakości dramat, to ich umiejętności rozbijają się o brak pomysłu. Gdy słyszę, że ktoś podejmuje się ponownej interpretacji klasyki literatury, za taką uchodzi Wojna światów, to liczę na świeże spojrzenie na treść, na próbuje jego osadzenia w naszej nowoczesności. To, co zobaczyłem w Teatrze Zagłębia, mogę śmiało nazwać marnych eksperymentem, nadmiernym przeintelektualizowaniem, męczącą próbą osiągnięcia oryginalności. Pomysł Wellsa został po prostu bezceremonialne zarżnięty. A można z tego tekstu wyciągną mnóstwo konfliktów! Wojna światów, aż prosi się o interesująca nowoczesną interpretację!

Moje wątpliwości obudziły warsztaty (a może bardziej adekwatny będzie rzeczownik „spotkania”?) mające na celu przygotowanie odbiorcy do zrozumienia sztuki. Inaczej nie potrafię tego określić. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Moim zdaniem był to przejaw pretensjonalnego traktowania widzów, ukryty pod płaszczykiem edukacji. Jeżeli tak ma wyglądać postmodernistyczny odbiór sztuki, to może warto od razu wprowadzić taki element także do literatury? Do każdej książki broszurka zatytułowana Jak poprawnie czytać i rozumieć [tutaj wstawcie tytuł]! Ponowoczesność w pełnej krasie! Twoje rozumienie tekstu jest najważniejsze, ALE dopiero, gdy pokażemy jak je poprawnie uformować.

Wojna światów wystawiona w Teatrze Zagłębia jest dla mnie przykładem postmodernistycznej porażki. Mam nadzieję, że był to jedynie wypadek przy pracy, a nie nowy kierunek artystyczny. Doceniam eksperymenty, ale muszą mieć one jasno określony cel. W przypadku tej interpretacji go nie dostrzegam.

Literat przegląda Internet #113

W tym tygodniu odpuściliśmy sobie notowanie listy przebojów. Męczą nas aktualne propozycje, czekamy, aż się trochę pozmienia. Ja szykuję się do powrotu do normalnego funkcjonowania!

Komu bardziej ufać? Danym? A może użytkownikom?

Jak RPG wpłynęły na gry akcji? Ciekawy artykuł.

ADSL działa na mokrym kablu. Potwierdzone.

Facebook powoduje rozpad więzi społecznych. Prawda czy fałsz?

Czego chce Putin? To pytanie zadaje sobie wiele osób.

Szaleństwa gamedevu

Gry komputerowe to w dalszym ciągu temat interesujący i mody. Z wielką uwagą śledzimy poczynania naszych rodzimych twórców. Są tacy, którzy wciąż czekają na zapowiedź czwartej części komputerowego Wiedźmina. Jednak warto pamiętać o tym, że ten segment cyfrowej rozrywki nie składa się wyłącznie z otwartych światów i trudnych moralnych wyborów. W dalszym ciągu pojawiają się produkcje całkowicie nastawione na rozrywkę. To dobrze, że wciąż umiemy się bawić.

Nie neguję sensowności istnienia takich tytułów jak This War of Mine, Frostpunk (wciąż powstaje, ale zapowiada się na moralny surwiwal) lub Firewatch. Takie produkcje są potrzebne, ponieważ wprowadzają do gier komputerowych trudne tematy istniejąca w kulturze. Pokazanie niektórych problemów – np. życia cywilów w trakcie wojny – w formie interaktywnej rozgrywki z interesującą historią, budzi w odbiorcy inne doświadczenia, niż film lub książka. Istotny staje się element uczestnictwa. Jednak w dobie coraz cięższych tematycznie gier, warto poszukać także tych tytułów, które mają rozbawić odbiorcę.

Swojego czasu przez Steama przetoczyła się fala dziwnych symulatorów. Gracz miał możliwość zostania kozłem, kromką chleba, a nawet chirurgiem, któremu obce były sterylne przestrzenie szpitala. Te tematy znalazły swoich nabywców, nawet zagorzałych fanów. Był dowodem na to, że twórcy gier komputerowych wciąż poszukują nietypowych historii dla medium, w którym się poruszają. Na pewno symulator kozy, w którym jedynym celem była demolka, nie gwarantował szczególnych przeżyć estetyczny, ale był interesującą formą rozrywki. Bawił, w odmienny sposób, ale bawił. Często mam tak, że chcę odpocząć od walki z codziennością i wtedy sięgam po produkcje, które wymagają minimum myślenia. Jednak w dalszym ciągu muszą mieć pomysł, wizję, coś, co mnie przyciągnie. Bycie kromką chleba wydaje się doświadczeniem niestandardowym, a co, gdyby ktoś zrobił symulator gołębia?

Żadne latarnie nad miastem i plamienie ubrań. Walka o życie! Uliczne bójki o kawałek chleba, starcia nad okruszkami bułki! Szalone! Interesujące! Już istniejące. Pigeon Fight po raz pierwszy zobaczyłem na Digital Dragons. Nic odkrywczego, zastosowanie mechaniki bijatyki, gra w formie rozgrywki na imprezę, ze względu na lokalnego multiplayera. LAN party z gołębiami w tle – to do mnie przemówiło i zauważyłem, że nie byłem osamotniony w zainteresowaniu. Pigeon Fight jest dowodem na to, że gra musi mieć pomysł, musi być w interesujący sposób opowiedziana. W przeciwnym razie nawet najbardziej oryginalna mechanika nie znajdzie zbyt wielu odbiorców. Czasem odnoszę wrażenie, że adepci tworzenia gier komputerowych od razu rzucają się na głęboką wodę. Z sosnowieckiego spotkania zapamiętałem interesujące Indygo oraz człowieka, który wraz z kolegami, w sumie było ich z 5 osób, tworzył MMORPG. Skomplikowany system rozwoju postaci, tworzenie przedmiotów, wielowątkową historia – to ma być pierwsza gra nowego studia. Przepis na spektakularną porażkę.

Sam zastanawiając się nad własną grą, bo miewam takie chwilę, wolałbym zająć się czymś mniej skomplikowanym. Może przygodówką point and click? Kiedyś bardzo je lubiłem i pamiętam, że kluczowym problemem była tutaj historia, pomysł na świat i postacie. Sama mechanika jest prosta, intuicyjna i znana wszystkim graczom, co nie oznacza, że nie można jej w ciekawy sposób wykorzystać. Wystarczy dobre opakowanie, kilka minigier w formie zagadek i już zaczyna się klarować przepis na ciekawą przygodówkę.

Literat przegląda Internet #112

Tydzień z powolnym wdrażaniem się do rytmu. Można już coraz więcej, więc trzeba to wykorzystywać. Szkoda, że siedzenie w domu w dalszym ciągu jest obowiązkowe. Na szczęście mam co czytać i oglądać!

Jeżeli jakimś cudem przegapiliście najnowszy zwiastun Death Stranding, to musicie to koniecznie nadrobić.

O co chodzi z tym całym RODO?

Czy do Battlefronta wrócą lootboksy?

Wywiad z legendą NASA – Christopherem C. Kraftem!

GODOT, może jednak warto było czekać?

Literat przegląda Internet #111

Tydzień pełen wrażeń! Teraz wszystko lepiej widzę, dostrzegam więcej i mogę spokojnie pisać. Co prawda wciąż pozostaje kwestia nadwrażliwości na światło, ale to z czasem przejdzie.

O co chodzi z tym „neutralnym Internetem”?

Poznajcie BattleTech!

10 świetnych informacji na temat Excela. Dla osób pracujących z danymi jest to pozycja obowiązkowa.

Dobrowolny podatek od głupoty, czyli „Stypendium dla Wolności!”

Dla kogo pisze Jacek Dukaj?

Page 1 of 91

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén