Literat przegląda Internet #46

Ściany pomalowane! Coraz bliżej końca! Co prawda najwięcej czasu zajmują drobiazgi, ale ostateczne przykręcenie śrubki powoli pojawia się na horyzoncie. Za sprawą czynności remontowych mniej czytam, mniej gram, mniej piszę, Tak, tragedia, problem pierwszego świata, jednak chciałbym mieć tydzień, który spożytkuję na swoje rzeczy.

Niekontrowersyjne reformy partii Ryszarda Petru. Pamiętam, że miałem przyjemność porozmawiać ze studentami na jeden temat. Zapytałem, czy dzisiaj jedli jacht z pomidorem i co częściej kupują – bułki, a może nowe telewizory?

Przeróbki w „Wiadomościach” doczekały się komentarza w „Independent”.

Kolejny tekst o tym, że bardzo ważne jest czytanie regulaminu. Najwyraźniej niektórzy wciąż o tym zapominają i chętnie wpadają w sidła zastawiane przez nowoczesną technologię.

Skończył się 6. sezon „Gry o Tron”. Może, aby zabić czas w trakcie oczekiwania na kolejny, warto sięgnąć po jakiś komiks utrzymany w konwencji fantasy?

Żyjemy w czasach schyłku intelektualistów. Być może właśnie dlatego uniwersytety nie potrafią odnaleźć się w ponowoczesnym świecie?

Niedowiarek #2 – Mgła!

//Muzyka: A Message to the Bakers – Uncle Milk (CC BY 4.0)

 

Literat przegląda Internet #45

Dosłownie na moment wypełzłem spod sterty tapet. Odsunąłem kubeł farby, umyłem wałek i okazało się, że muszę położyć jeszcze tak ze dwie warstwy, żeby sufit wyglądał przyzwoicie. Każdy dzień spędzony na walce z remontowymi przeciwnościami znacznie nadwyręża moją cierpliwość. Aby się uspokoić, oddaje się graniu oraz lekturze.

Brexit to wciąż gorący temat. Na zmianach w Unii Europejskiej ucierpią peryferia.

Wizyta Baracka Obamy w Polsce trwa. Media donoszą o krytyce postępowania naszych polityków, a New York Times uderzył w znacznie cięższe tony.

Marvel grzebie przy postaciach. Rewolucja dotknie Iron Mana.

Jeden z moich ulubionych tematów, czyli stereotypy. Kobieta, która gra w gry – warto rozbroić kilka uproszczeń.

CSGO Lotto, czyli problem szczerości na YouTubie.

Kryminał z potknięciem

Lektura Raz na zawsze nie była łatwa, szczególnie początek. Nie mogłem się przekonać do tej książki, pierwsze 50 stron zapamiętam jako czytelniczą mordęgę. Problemem były moje przyzwyczajenia. Gdy sięgam po kryminał, to oczekuję określonego schematu, pewnej formy, którą znam z innych lektur. Na zestawie zasad opiera się absolutnie każdy gatunek literatury popularnej. Każda zmiana jest odczuwalna przez czytelnika, czasem pozytywnie, a innym razem negatywnie.

Początek Raz na zawsze przypomina kiepskie otwarcie filmu gangsterskiego z historią miłosną w tle. Dwójka zakochanych w sobie policjantów, trudna akcja, komplikacje, osaczenie, próba walki o przetrwanie i wreszcie rozdzielenie kochanków. Wszystko to wydarza się na pierwszych stronach powieści. Nie będę ukrywał, że nie przepadam za romansami i takie mocne wprowadzenie tego elementu było dla mnie odrzucające. Jednak mam pewną zasadę: każdemu autorowi daje 100 stron, aby mnie zainteresować. Cieszę się, że nie rzuciłem w kąt książki Andreasa Pflügera. Po pierwszych 50 stronach okazało się, że Raz na zawsze ma wiele do zaoferowania.

Należy zwrócić uwagę na wyjątkowo dobre przedstawienie głównej bohaterki. Jenny Aaron była doskonałą policjantką, ale w trakcie skomplikowanej akcji straciła wzrok. Jest to znacząca zmiana. Fani powieści kryminalnych przywykli do bystrych detektywów, którym nie straszne nawet najtrudniejsze zagadki, z łatwością pokonują kolejne przeszkody. Jednak rzadko zdarza się, aby główny bohaterów musiał zmierzyć się ze swoim ciałem. Andreas Pflüger w interesujący sposób podszedł do opisywania świata z perspektywy Jenny Aaron. Stawia na wysoką szczegółowość charakterystyki otoczenia postaci, co nie męczy, ponieważ ma uzasadnienie fabularne. Te bogate w detale opisy sprawiają, że czytelnik bardzo mocno wchodzi w fabułę książki, co wrażliwsi będą dzielić emocje z główną bohaterką.

Drugą ciekawą cechą jest zwrot w kierunku obyczajowości Raz na zawsze. Bardzo mnie to ucieszyło. Autor brawurowo zmienia akcenty i z powieści, której początek wskazywał na tani romans, tworzy powieść kryminalną z wątkami obyczajowymi. Dlatego tak istotne stają się emocje postaci, ich sposób postępowania oraz słowa, które wypowiadają. Nie ma tutaj nawet grama kiczu, co świadczy o opanowaniu warsztatu pisarskiego. Łączenie gatunków wymaga precyzji, należy tak postępować, aby mieszanka sprawiała, że czytelnik będzie ciągle wciągany w świat przedstawiony, że z radością przywita koleje dodatkowe elementy. Muszę przyznać, że poza początkowym potknięciem, Andreas Pflüger sprawnie porusza się po różnego rodzaju gatunkach i potrafi je w interesujący sposób łączyć.

Raz na zawsze to powieść ciekawa, wręcz idealna na początek urlopu. Solidny warsztat autora oraz interesująca historią gwarantują kilka wieczorów doskonałej rozrywki. A to ona jest najistotniejsza w literaturze popularnej.

//Powieść do recenzji otrzymałem dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte.

Czujne psy

W Internecie pojawia się coraz więcej informacji na temat gry Watch_Dogs 2. Jest to produkcja studia Ubisoft, które słynie z obiecywania wspaniałych grafik oraz interesujących mechanik, a daje graczom tytuły mniej lub bardziej dopracowane. Pierwsze Watch_Dogs zdobyło trochę fanów, ale tej produkcji daleko do popularności takiej serii jak Assasin’s Creed. Przyznam szczerze, że Watch_Dogs kupiłem na jakiejś promocji i od razu o nim zapomniałem. Wylądowało na wirtualnej półce i czekało na swoją szansę.

Nadeszła ona teraz. Zainstalowałem grę, odpaliłem i muszę przyznać, że nie poczułem się szczególnie oczarowany. Fabuła Watch_Dogs to taki narracyjny klocek, samej opowieści zabrakło porządnego doszlifowania, a system używania przedmiotów jest do bólu nieintuicyjny. Dla mnie całą grę ratuje interesujący kontekst. Gracz w Watch_Dogs trafia do nowoczesnego Chicago, ale nie jest to produkcja utrzymania w konwencji science fiction. Miastem zarządza system ctOS -jest zainstalowany absolutnie wszędzie, dzięki czemu pozwala na całkowitą kontrolę mieszkańców. I ten temat w Watch_Dogs jest bardzo, bardzo ciekawy i aktualny. Dyskutujemy na temat danych zbieranych przez Google’a oraz Facebooka i zastanawiamy się, ile jeszcze prywatności poświęcimy, aby żyło się nam lepiej.

W Watch_Dogs wyraźnie widać, że takiej granicy nie ma. Mieszkańcy Chicago są nieustannie monitorowani, ale nie tylko poprzez kamery na ulicach. Każdy, absolutnie każdy sprzęt podłączony do Sieci i działający na ctOSie pozwala na kontrolowanie jego właściciela. Z włamań, jakich dokonuje Aiden Price, (główny bohater gry Watch_Dogs) możemy dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy o mieszkańcach miasta. Gracz otrzymuje dostęp do pragnień, tęsknot oraz problemów wszystkich osób, które posiadają telefon. Z łatwością może sprawdzić, o czym ostatnio rozmawiali, do kogo dzwonili, a także, czy nie popełnią przestępstwa.

Świat zaprezentowany w Watch_Dogs nosi znamiona antyutopii. Użytkownicy system ctOS są mamieni poczuciem bezpieczeństwa, a także tym, że firma Blume, która zarządza tym oprogramowanie, działa wyłącznie dla ich dobra. Chicago, przynajmniej pozornie, jest bezpieczne, odpowiednio monitorowane oraz przyjazne dla wszystkich. Jednak w trakcie eksploracji miasta w Watch_Dogs zauważyłem, że wcale tak nie jest. System ctOS zbiera wiele wrażliwych danych, wręcz inwigiluje mieszkańców. Oczywiście wszystko to dla ich dobra, ten element wszechobecnej kontroli jest przerażający. Zbieranie kolejnych danych pozwala na dostrzeżenie, że Chicago nie jest krainą mlekiem i miodem płynącą. Wprost przeciwnie – gdzieś w cieniu czai się bolesna prawda o osobach, które zarządzają ctOS, o tym do kogo właściwie należy to miasto.

Liczę na to, że właśnie te problemy zostaną mocniej podkreślone w Watch_Dogs 2. Przyszłość pokazana w obu grach wcale nie jest, aż tak odległa. Wprost przeciwnie – zaczynamy żyć w świecie, w którym ciągle ktoś zbiera dane na nasz temat. Pytanie brzmi: co z nimi robi?

Page 1 of 58

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén