Odrobina świeżości

Otwierając Zgniliznę, nie nastawiałem się na wyjątkowe doznania. Pierwszy tom Kruczych pierścieni, czyli Dziecko Odyna, dostarczył mi przydługawych akapitów oraz mało porywającej akcji. Obawiałem się, że te problemy przeniosą się do kolejnej odsłony cyklu, a najbardziej przerażała mnie możliwości ich dalszego rozwoju. Jeszcze więcej nudny? Jeszcze więcej bzdurnych wątków romansowych? A może przyszedł czas na pojawienie się postaci podobnych do wampirów? W końcu motyw krwi był już wykorzystany w pierwszym tomie, wystarczy tylko pójść jeden krok dalej.

Zgnilizna jest lepsza od Dziecka Odyna. W drugim tomie wyraźnie widać, że autorka powieści zaczyna zastanawiać się nad tym, jakiego gatunku powieści chce pisać. Już nie ma wieloakapitowych prezentacji postaci, zniknęły gdzieś wątłe połączenia wątków. Siri Pettersen postawiła tym razem na rozbudowanie charakterów. W Zgniliźnie postaci zostają rozwinięte, a nie wyłącznie zaprezentowane i opisane. Zostają im dodane skomplikowane motywacje, zdarza się nawet, że przeżywają dylematy moralne! Ku mojemu zaskoczeniu dochodzi do kilku interesujących zwrotów akcji! Jeżeli Dziecko Odyna uznać za próbę skopiowania historii ze Zmierzchu, to Zgniliznę należy potraktować jako powiew samodzielnego myślenia, ciekawą i zakończoną sukcesem próbę oryginalności.

Obawiałem się romansidła w klimacie fantasy. Wszystkie elementy zostały już przygotowane. Młoda dziewczyna, mająca wyraźne cechy człowieka, zakochuje się w istocie pochodzącej z zupełnie innego świata. Miłość ciągle ich do siebie zbliża, ale nie dane jest im bycie razem. Różni ich wszystko, jednak największa barierą jest to, że pochodzą z różnych klas społecznych. On jest arystokratą, a ona osobą z ludu. Te wszystkie elementy mają się doskonale w Dziecku Odyna. Nużące opisy wzdychania i tęsknoty pojawiają się rzadziej w Zgniliźnie. Główna bohaterka pragnie poznać siebie, swoje pochodzenia oraz świat, do którego powinna była należeć. Na drugim planie pojawiają się niebezpieczne istoty, potężne, prastare. W Zgniliźnie istotny jest konflikt światów, walka o władzę i starcie, które może zagrozić skomplikowanej równowadze. Przynajmniej takie wrażenie odnosi się na samym początku. Gdy akcja wystarczająco się rozwinie, czytelnik zaczyna obserwować, jak postaci tracą kolejne maski. Zbawiciel światów może okazać się ślepym z nienawiści szaleńcem.

Gdybym zaczął lekturę Kruczych pierścieni od drugiego tomu, czyli od Zgnilizny, to nie czułbym takie znużenia. W powieści zostało połączonych wiele gatunków. Jest fantasy, odrobina powieści grozy, a nawet szczypta kryminału. Po prostu jest to tekst lepiej przemyślany, z dobrze rozłożonymi akcentami. Być może warto uznać Zgniliznę za bardziej dojrzałą, oczywiście w pisarskim znaczeniu. Z niezdecydowanej debiutantki Siri Pettersen powoli zaczyna ewoluować w autorkę interesującej trylogii fantasy. Nie jest to coś na miarę Władcy Pierścieni, mimo to zaczyna dostarczać dobrej rozrywki, a to można uznać za punkt zaczepienia.

Literat przegląda Internet #94

Jeszcze tydzień i URLOP! Odpocznę, wyjadę na wieś, zajmę wszystkim tym, na co brakowało mi czasu. Po prostu. W tym roku zero przeprowadzek i żadnych remontów. Nic nie będzie zakłócało mi spokojnego odpoczynku.

Marketing to sztuczne kreowanie potrzeb. W dobie wszechobecnych reklam, konsumentów trzeba utrzymywać w ciągłej potrzebie nowości.

Kasty, kasty, wszędzie kasty. A może jest także kasta PiS?

Kolejny tom Dzienników Pilcha wkrótce będzie w sprzedaży.

Elon Musk i jego opinia na temat sztucznej inteligencji.

Kim jest Cypisolo i dlaczego jest tak popularny?

Walka o świadomość

Steampunkowa estetyka wciąż mnie fascynuje. Dlatego poszukuję tekstów, które ją realizują. Gdy rok temu sięgnąłem po pierwszy tom Wojen alchemicznych Iana Tregillisa, nie spodziewałem się, że będę dalej śledził serię. Wtedy oczekiwałem po prostu znośnej lektury, nawet przez moment nie marzyłem o tym, że Mechaniczny będzie jakimkolwiek powiewem świeżości. Maszyny napędzane parą, świat podzielony konfliktem dwóch mocarstw, a w tle alchemicy oraz ich tajemnice. Uznałem, że to interesujący schemat fabularny i postanowiłem sprawidzić, jak został wypełniony. Nie zawiodłem się, do tego stopnia zainteresował mnie świat wykreowany przez Iana Tregillisa, że sięgnąłem po drugi tom Wojen alchemicznych.

Powstanie – trzeba przyznać, że tytuł od razu naprowadza na pewien trop. Czyżby przyszedł czas na wyzwolenie mechanicznych służących? Będą walczyli o uznanie swoich praw i zdjęcie ograniczających ich zasad? Alchemicy przegrają, a świat ogarnie chaos? I to wszystko wydarzy się na pierwszych stronach? Nie, nic z tych rzeczy. Ian Tregillis doskonale gra napięciem, powoli dawkuje kolejne elementy opowieści, przyciąga czytelnika do swojego świata poprzez nieprzewidywalne zmiany rytmu. Na szczególne wyróżnienie zasługuje doskonała intryga. Czytając Powstanie, szybko zrozumiałem, że intencje wszystkich postaci nie są takie oczywiste, a ich charaktery bywają nieprzewidywalne. Bohaterowie to jedna z najmocniejszych stron książki. Jax, czyli robot, który odzyskał świadomość, zaczyna rozumieć, że wszyscy, nawet Ci podobni do niego, marzą o panowaniu się gotowy zrobić wszystko dla władzy. Berenice za wszelką cenę próbuje przetrwać, odkryć tajemnice alchemików i powstrzymać zagładę swojej ojczyzny. A kapitan Hugo Longchamp po prostu chce obronić miasto, cywili oraz króla. Losy całej trójki w końcu się splotą, jednak za nim to nastąpi, przebędą interesującą drogę, a także wielokrotnie zmierzą się z różnymi niebezpieczeństwami.

Zaskoczyło mnie to, że Ian Tregillis zdecydował się mroczną kreację świata. Już w Mechniczym odczuwałem gęsty klimat narracji, ale w Powstaniu autor poszedł krok dalej. Walka o władzę w drugim tomie Wojen alchemicznych zaczyna się rozpędzać, a alchemicy stają się postaciami, które pragną kontrolować wszystkich ludzi. Nawet jeżeli wymaga to działań nieetycznych jak na przykład operacje i wpływanie na świadomość człowieka. Powstanie pokazuje zepsucie toczące najwyższe warstwy społeczne świata wykreowanego przez Iana Tregillisa. Władza deprawuje wszystkich, pragnienie kontroli dotyka każdego bohatera i wpływa na jego sposób postrzegania rzeczywistości. Jedni się przeciwstawiają, a inni ulegają i dołączają do walki. Nawet Jax, pragnący wyzwolić sobie podobne maszyny, nie do końca rozumie, co może się stać, gdy otrzymają one wolność i świadomość.

Jeżeli Mechaniczny był ciekawie postawionym pytaniem o granice człowieczeństwa i świadomości, to Powstanie dotyczy problemów władzy i wojny. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom, na zamknięcie sagi. Ciekaw jestem, czy działania trójki bohaterów faktycznie doprowadziły do końca świata.

Konto na wynajem!

Współdzielenie kont w usługach opartych na streamingu, to trudny temat. Niektórzy powiedzą, że tak działają wyłącznie „polskie cebule”, którym szkoda kilkanaście złotych na wykupienie dostępu. Wiedziałem, że udostępnianie loginów i has dotyczy głównie Netfliksa i Spotify. W przypadku tej drugiej usługi szczególnym momentem było pojawienie się w ofercie pakietu rodzinnego. Nagle wszyscy staliśmy się sobie bliscy, wielu odnalazło dawno zagubionych krewnych. Nie będę oceniał tego postępowania, niech każdy sobie odpowie w duszy, czy warto, ale muszę przyznać, że najbardziej zaskoczyły mnie oferty współdzielenia kont, na których są gry komputerowe.

Macie ochotę zagrać w najnowszą produkcję, która kosztuje ponad 100 złotych? Żaden problem! Wystarczy wykupić dostęp do konta na Allegro! Koszt waha się w okolicy 10 złotych, czyli – używając studenckiego przelicznika – najnowsza gra kosztuje dwa piwa. Banalne, prawda? Do bólu proste, czyż nie? Nie. W wielu opisach aukcji wyraźnie jest napisane, że wykupuje się wyłącznie dostęp do konta. W pierwszej chwili pomyślałem, że to istne szaleństwo! Wysłać komuś dane, żeby obca osoba się zalogowała i pobrała sobie produkt?! Jestem maniakiem cyfrowego bezpieczeństwa i coś takiego po prostu nie mieści mi się w głowie. Nikt normalny tak nie postępuje! Kupienie danych dostępu też graniczy dla mnie z szaleństwem. Nie jest się właścicielem produktu, ale użytkownikiem, który w każdej chwili może utracić dostęp. Co wtedy? Odwołanie do biura obsługi serwisu streamingowego? Wyobrażam sobie te wiadomości, które zaczynają się od słów „Kupiłem konto na Allegro, ale ktoś zmienił do niego hasło i teraz nie mogę korzystać z muzyki/filmów/gier”. Podejrzewam, że wtedy kończy się zabawa, a zainwestowane pieniądze trafiają w próżnię.

Podobnie jak Tomasz Popielarczyk z Antyweb.pl postanowiłem to sprawdzić. Po prostu nie wierzyłem, że można w ten sposób zarabiać pieniądze. Wybrałem jeden z najbardziej popularnych tytułów, czyli The Sims 4. Produkcja Electronic Arts, dystrybuowana za pomocą platformy Origin. Na wykupienie podstawki oraz wszystkich dodatków trzeba przeznaczyć kilkaset złotych. Na Allegro trafiłem na Allegrowicza, który wręcz specjalizował się w rozpowszechnianiu tego tytułu.

Konto do oddania

Interesujące jest to, że oferty kupna współdzielonych kont wyświetlały się jako „promowane”. Cena: 7 złotych. Oferta: The Sims 4 i wszystkie dodatki, a także zestaw modyfikacji. Z opisu dowiaduję się, że konto jest współdzielone, co wpływa na tworzenie się kolejki w trakcie pobierania gry. Jest także informacja o antypirackim zabezpieczeniu Denuvo. Pojawia się nie po to, aby straszyć, ale aby poinformować kupujących, że można aktywować grę jedynie 5 razy dziennie, a potem trzeba czekać 24 godziny. Po przypisaniu licencji można bawić się wyłącznie offline. Na koniec pojawiają się zapewnienia o dożywotnim dostępie i o tym, że Allegrowicz odpowie na każdego maila. Jest także wzmianka o możliwości zwrotu pieniędzy w ciągu 14 dni od daty zakupu bez podania przyczyny. Myślę, że streściłem najważniejsze punkty opisu, linku do aukcji nie mam zamiaru podawać, aby nie propagować procederu sprzedaży dostępu do konta.

Z usług Allegrowicza skorzystało już kilkaset osób. Pozytywne oceny świadczą o tym, że kupujący są zadowoleni. Na dostęp do konta skusiło się 121 klientów, a to nie jedyna taka aukcja. Z moich poszukiwań wynika, że Allegrowicz, w ciągu ostatnich miesięcy, sprzedał współdzielone konta przynajmniej 500 osobom. Ceny były różne, ale zostając przy 7 złotych, daje to obrót na poziomie 3 500 złotych. Nic dziwnego, że Użytkownik mógł sobie pozwolić na rozszerzenie działalności i stworzenie kolejnych kont, na których znajduje się The Sims 4. Ja postanowiłem sprawdzić na czym, to w zasadzie polega. Po dokonaniu przelewu, w ciągu kilku minut otrzymałem dane dostępu do konta Origin. Zalogowałem się i po chwili zostałem wylogowany. Aplikacja uraczyła mnie komunikatem, że inna osoba również próbuje dostać się do konta. Próba pobrania gry była istną katorgą. Musiałbym siedzieć i cały przełączać się między trybami online i offline, aż do instalacji produktu. Szaleństwo, dla mnie byłaby to strata czasu. A to dopiero pierwszy krok! Potem trzeba jeszcze aktywować grę, co można zrobić, jak podkreśla Allegrowicz w opisie aukcji, jedynie 5 razy dziennie. Przypomnę, że za aukcji skorzystało już 121 osób, a więc potrzebne były przynajmniej 24 dni, aby wszyscy aktywowali produkt. Kupno współdzielonego konta to nie jest zmaganie się z kolejkowaniem pobierania i dostępu, ale zmiana człowieka w bota. Przeklikiwanie komunikatów aplikacji i liczenie na łut szczęścia, na chwilę czyjejś nieuwagi i możliwość aktywacji gry. Trzeba pamiętać o tym, że z konta Origin może korzystać wyłącznie jedna osoba, co oznacza, że ten Inny, który był zalogowany wcześniej, traci dostęp i musi ponownie powalczyć z myszką.

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie jedna rzecz – kontakt z Allegrowiczem. Na każdego wysłanego maila dostałem odpowiedź. Mało tego! Postanowiłem sprawdzić, czy otrzymam zwrot środków. Okazało się, że 7 złotych wróciło na moje konto. Obsługa klienta stoi na wysokim poziomie, więc nic dziwnego, że wciąż pojawiają się pozytywne komentarze. Wspóldzielnie kont w dalszym ciągu budzi moje obawy. Właściciel może w każdej chwili zmienić hasło, ilość użytkowników na pewno będzie cały czas rosła. Origin ma także to do siebie, że czasem trzeba się zalogować, aby móc uruchomić grę w trybie offline. Z postów w Internecie wynika także, że po niektórych aktualizacjach konieczne jest „naprawienie gry”, co często wiąże się z ponownym jej pobraniem i aktywacją. Może się okazać, że fan symulacji życia będzie zmuszony wielokrotnie przechodzić przez ścieżkę logowań.

Nikt tego nie czyta, czyli co na to regulamin

Regulamin to taki dokument, w którym ujęte są wartunki usługi. Wszyscy się na nie zgadzamy, nikt nie czyta poszczególnych zapisów. Co jest karygodnym błędem, ponieważ można znaleźć się w bardzo trudnej i skomplikowanej sytuacji. Origin, jako forma usług, również posiada swój regulamin i – niespodzianka! – nie ma w nim ani jednego słowa na temat ewentualnego wspóldzielnia. Jest natomiast następujący zapis:

Odpowiedzialność za aktywność związaną z kontem EA ponosi Użytkownik. Konto EA Użytkownika może zostać zawieszone lub usunięte, jeśli inna osoba używa go do aktywności naruszającej postanowienia niniejszej Umowy.

Udostępniacie swoje konto? Ktoś ze znajomych narozrabiał i doszło do blokady? Macie pecha! Jako właściciel ponosicie pełną odpowiedzialność za to, co się wydarzyło. Na pewno EA posiada system weryfikacji. Można sprawdzić adres IP połączenia i wykryć magiczne teleportacje, a w celu potwierdzenia tego, że jest się właścicielem danego konta, wystarczy poprosić o podanie przypisanych danych oraz sprawdzić płatności. Stwierdzenie kto ostatnio się logował wcale nie jest takie trudne, jakie w pierwszej chwili może się wydawać. Warto także przyjrzeć się temu, co zostało zapisane w punkcie „Licencja”:

Usługi EA są licencjonowane, a nie sprzedawane Użytkownikowi. EA udziela Użytkownikowi osobistej, ograniczonej, niezbywalnej, odwołalnej i niewyłącznej licencji na korzystanie z Usług EA, do których posiada on dostęp do niekomercyjnego użytku, pod warunkiem przestrzegania postanowień niniejszej Umowy. Użytkownik nie może uzyskiwać dostępu do Usługi EA, zawartości i uprawnień (jak określone je poniżej), ani nie może ich kopiować, modyfikować lub rozpowszechniać, chyba że jest to wyraźnie upoważnione przez EA lub dozwolone przez przepisy prawa.

Szaleństwo cyfrowego modelu dystrybucji polega na tym, że Origin, Steam oraz Uplay to wielkie wypożyczalnie, w których kupujemy licencje na usługi, jakimi są gry, w które gramy. Pobieramy je z ich serwerów, firmy pośredniczą w realizacji płatności, dostarczają aktualizacje i zapewniają pomoc techniczną dotyczącą swoich usług. Jednak w dalszym ciągu jest to tylko usługa, czyli coś innego niż nabycie fizycznego produktu. Jest także zapis zabraniający rozpowszechniania. Na pewno osoby korzystające z HBO GO znają go na pamięć. Przed każdym filmem lub serialem pojawia się ekran przypominający o warunkach licencji. Czy współdzielenie konta, to rozpowszechnianie dostępu do usługi? Oczywiście, że tak! W przypadku dokonania zakupu pojawia się nawet wątek zastosowania komercyjnego, czyli zarabianiu na usłudze, do której nie posiada się pełnych praw.

Ostatnia sprawa, czyli zabezpieczenie antypirackie Denuvo. Na jego temat również znalazł się interesujący zapis, z którego fragmentem warto się zapoznać:

W trakcie uwierzytelnienia weryfikowany jest kod produktu dostarczony wraz z danym Produktem EA na komputery PC. Uwierzytelnienie jest ograniczone do jednego konta EA na kod produktu, co oznacza, że nie ma możliwości przekazywania Produktu EA na komputery PC. EA może potwierdzić licencję Użytkownika poprzez późniejsze uwierzytelnienie online. Nie ma limitu liczby urządzeń, na których można dokonać uwierzytelnienia Produktu EA na komputery PC, ale nie można uruchomić i uzyskać dostępu do Produktu EA na komputery PC na więcej niż pięciu unikatowych urządzeniach w ciągu 24 godzin.

Pojawiają się jasne ograniczenia. Jeden kod, który jest dostarczany wraz z produktem. Jest mowa o licencji Użytkownika, a nie Użytkowników. Zastosowanie liczby pojedynczej ma niebagatelne znaczenie. Wspomniany Użytkownik może potwierdzić licencję na dowolnej liczby urządzeń, ale w ciągu doby może to zrobić jedynie pięć razy. Jednak EA zastrzega sobie możliwość dodatkowej weryfikacji: na przykład na podstawie dostarczonego kodu lub prowadzenia uwierzytelnienia online.

Jak widać zakup wspóldzielonego konta z Allegro, jest równoznaczny ze złamaniem regulaminu usług EA i powinien doprowadzić do zablokowania konta, które zostało udostępnione. Tym bardziej że będzie z niego korzystało ponad 100 osób, a wszystkie będą podpięte pod jedną licencję. A co z prawem autorskim? Przyznam szczerze, że nie wiem, podejrzewam, że dużo zależy od poczynionej interpretacji. Ciekawe światło na ten problem rzuca artykuł opublikowany na łamach portalu Bezprawnik „Nasz czytelnik kupił konto Steam z grą na Allegro – w tym tygodniu przesłuchała go policja” autorstwa Mai Werner. Sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Uwaga! Niebezpieczeństwo!

Wspóldzielone lub kupione konta niosą ze sobą wiele niebezpieczeństw. Klient nie ma gwarancji, że otrzymuje dane dostępu od właściciela. Takie konto mogło zostać skradzione. A najgorzej jest, gdy wciąż jest tam podpięta karta płatnicza. Dokonanie zakupu ze sklepu za pomocą cudzej karty, będąc zalogowanym na koncie, do którego pozyskało się dane dostępu, może doprowadzić do wielu nieprzyjemności. Jeżeli ktoś chociaż raz tak zrobił, to prawo autorskie powinno być jego najmniejszym zmartwieniem.

Muszę przyznać, że nie zdecydowałbym się na zakup wspóldzielonego konta. Po co? Mnóstwo z tym problemów i zagrożeń, na dodatek zachodzi obawa, że zostanie ono wkrótce zablokowane, ponieważ narusza warunki usługi. Jeżeli chodzi o grę The Sims 4, to jest ona już w ofercie Origin Vault. Za 79.99 rocznie można mieć dostęp do podstawki w wersji Deluxe. Dodatki można dokupić w zestawach, które znajdują się ofercie CDP.pl. I po co w takim razie poszukiwać jakiejś dziwnej oszczędności? Tym bardziej że wyraźnie naraża ona na olbrzymią stratę czasu. Kupienie własnego klucza i jego aktywacja na swoim koncie na pewno jest bezpieczniejszą inwestycją niż poleganie na dobrym sercu obcego człowieka. Myślę, że wiele osób już się boleśnie rozczarowało.

Literat przegląda Internet #93

Lista z głowy. Tydzień przy wprowadzaniu nowej zawartości – również. Idziemy powoli, ale do przodu. Najważniejsze jest to, że każdy dzień zbliża mnie do upragnionego urlopu!

Darkest Dungeon to jedna z najciekawszych gier, w jakie miałem okazję zagrać.

Kiedy grze potrzebny jest człowiek od narracji?

Doświadczenie w kilku odsłonach. Oczywiście w RPGach, a nie w życiu!

Mopsy bombardują zdjęcia.

Nie od dziś wiadomo, że przemysł porno przyczynił się do rozwoju wielu mediów. Ale czy tak samo będzie z VR?

Page 1 of 82

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén