Literat przegląda Internet #110

Ostatni spokojny weekend, ponieważ kolejny będzie wiązał się z rekonwalescencją. Aby się przygotować do odpoczywania, które potrwa klika dni, postanowiłem wygrzebać kilka dziwnych rzeczy z Internetu.

Na początek – ta animacja.

Gamedev źle znosi starzenie się? Ciekawa perspektywa.

Konserwatywna odpowiedź na kontrowersje wokół Marszu Niepodległości.

Lootboksy! Piekielnie dobry materiał!

Steampunk i seks? Jest na ten temat książka!

Świat alternatywny

W tym tygodniu skończyłem najnowszą książkę Krzysztofa Piskorskego. Czterdzieści i cztery przeniosło mnie w świat oparty na alternatywnej historii. Ludzie ujarzmili moc próżni, posługują się eterem w celu odwiedzania innych wersji rzeczywistości. Tworzą posterunki w tych alternatywnych światach, traktują je jako rezerwuary zasobów. To wszystko stanowi skomplikowane tło, bo na pierwszym planie jest Elimia Żmijewska i jej misja. Ma zabić zdrajcę, Konrada Załuskiego, wyrok na niego został wydany przez Radę Emigracyjną i Juliusza Słowackiego. Krzysztof Piskorski osadził akcję swojej powieści pod koniec XIX wieku, co pozwoliło mu połączyć mesjanizm, gnostycyzm, maszyny napędzane parą i tajemniczą siłę eteru.

Połączenie to może pierwszej chwili wydawać się szalone. Jednak autor w interesujący sposób buduje równowagę w narracji, przez co tworzy wyjątkową atmosferę. Czeterdzieści i cztery zapewnia przede wszystkim ciekawą rozrywkę, a budowaniu kontekstu służą treści z epoki (listy, poematy), które otwierają każdy rozdział. Autor doskonale się przygotował, zanurzył się w XIX wieku i w brawurowy sposób go zdemontował. Wystarczyło wprowadzić jeden element – eter i na nim oprzeć rozwój technologi. Dzięki temu świat wygląda inaczej, ale społeczeństwa są dalej ukształtowane w sposób znany nam z XIX wieku. Mamy jasny podział na klasy, w obrębie których egzystują przywoływane postacie. Krzysztof Piskorski prezentuje nie tylko świat arystokracji, sięga także po osoby o znacznie mniejszym posiadaniu. Kontrast domostw, które odwiedza Emilia Żmijewska, oddaje stan majątku poszczególnych postaci. Czterdzieści i cztery buduje przekrój społeczeństwa z końcówki XIX wieku, dodatkowo podkręcony przez wątki rewolucyjne.

Książka może wydawać się „dziwna”, momentami niepokojąca, nieprzystająca od znanych gatunków literackich. Nie warto myśleć o Czterdzieści i cztery jako o powieści science fiction. Zbyt wiele tutaj rzadko spotykanych połączeń. Zresztą dla fantastyki naukowej istotnym elementem jest nauka, której w Czterdzieści i cztery jest niewiele. Przeważają wątki mistyczne, co pozwala zakwalifikować powieść jako realizację weird fiction. Te podgatunek fantastyki powstał na przełomie XIX i XX wieku, stanowił połączenie wątków mistycznych i naukowych. Do autorów piszących tego typu narracje zalicza się H.P Lovecrafta. Krzysztof Piskorski dołącza do tej grupy za sprawą Czterdzieści i cztery. Jednak muszę zaznaczyć, że jest to książka gorsza od Cieniorytu, który mnie zachwycił.

W najnowszej powieści brakuje przekonywujących bohaterów. Gdzieś umknęły charaktery. Autor wprowadził do narracji wiele różnych osób, często znanych nam z historii powszechnej. To sprawiło, że powstał tygiel, w którym utonęły postacie wyraźnie. Nie mogą się przebić przez wielkie nazwiska, które zmieniły kształt znanego nam świata. Krzysztof Piskorski gra ciekawie postaciami historycznymi, ale odniosłem wrażenie, że zabrakło pomysłu na te fikcyjne. Cienioryt był pełen interesujących bohaterów, pomimo świetnej narracji, w Czterdzieści i cztery, najbardziej tęsknię za prawdziwymi charakterami. Bez nich powieść staje się interesujących projektem, realizacją alternatywnej historii, z którą warto się zapoznać.

Literat przegląda Internet #109

Spróbowałem swoich sił w Titanfall 2. Całkiem przyjemne, ale nie zagrzeje długo miejsca na moim dysku. Gdzieś pojawił się pomysł, żeby ponownie wrócić do For Honor. Dwa pojedynki później stwierdziłem, że gra nie sprawia mi przyjemności. Nowe postaci są drewniane i nie mają nic ciekawego do zaproponowania. Wróciłem do przeglądania Internetu.

Marcin Napiórkowski o patriotyzmie, o Marszu Niepodległości – na łamach „Tygodnika Powszechnego”.

Inny tekst na temat Marszu Niepodległości. Odmienny wydźwięk, autorstwa Galopującego Majora.

2017 będzie rokiem w skrzynce.

Amerykański pisarz science fiction twierdzi, że nasza przyszłość jest niepewna.

Odcinki Stanger Things przerobione na okładki książek.

Literat przegląda Internet #108

Kolejny trudny tydzień. Męczący poniedziałek, potem dość wyczerpujące pozostałe dni. A ostatnio 48 godzin lenistwa po pracy. Oglądanie filmów i seriali. Próbuję obejrzeć Grimma, skusiłem się na Bad Boys oraz Szybkich i wściekłych 7. Dwóch ostatnich wyborów kompletnie nie rozumiem…

Cenzura w grach komputerowych, czyli skomplikowana sprawa najnowszego Wolfensteina.

Odpowiedź DICE na krytykę skrzynek.

Dziwne decyzje algorytmów dobierających materiały w Internecie.

Co w końcu będzie z Cyberpunkiem 2077?

Adrian Zandberg okazuje się całkiem agresywnym politykiem.

Pilnujcie chronologii!

Kolejność, w jakiej wydawane są książki Jørna Liera Horsta, jest zastanawiająca. Stosunkowo niedawno, bo w sierpniu 2017 roku, została wydana powieść Felicia zaginęła. Każdy fan twórczości tego pisarza na pewno się ucieszył, ale dla mnie była to przygoda niegodna zapamiętania. Na bieżąco czytam wydane w Polsce książki Jørna Liera Horsta i wracania do pierwszych tomów serii z Williamem Wistingiem, budzi we mnie delikatny niepokój.

To nie są złe powieści kryminalne, ale nie są też dobre. Raczej wyraźnie pokazują sposób, w jaki autor rozwija postać oraz narrację. W pierwszych tomach wiele wątków zostaje otwartych, a główny bohater dopiero nabiera doświadczenia. Przez zderzenia ze swoją późniejszą wersją, wypada kiepsko. Zaburza to odbiór całej powieści, przy Felicia zaginęła, ciągle odnosiłem wrażenie, że czytam coś niezwykle średniego, coś, co zupełnie nie angażuje mojej uwagi. A jednocześnie pamiętałem wrażenia z późniejszych powieści Jørna Liera Horsta. O dobrze zaplanowanej narracji, z wyrazistym głównym bohaterem. Obawiam się także tego, że wielu czytelników, nieznających prozy norweskiego autora, potraktuje sierpniową premierę, jako najnowszą książkę. Wtedy mogą poczuć się rozczarowani, bo Felicia zaginęła, to do bólu przeciętna powieść kryminalna.

Dobrzy pisarze, którzy upodobali sobie ten gatunek, często rozwijają się w interesujący sposób. Rozbudowują narrację, zmieniają rytm fabuły, sięgają po elementy psychologiczne lub socjologiczne. A już najistotniejszy jest rozwój głównego bohatera, detektywa, któremu niestraszne są brutalne morderstwa i skrajnie skomplikowane tajemnice. Dopiero lektura zgodna z chronologią tworzenia kolejnych powieści, pozwala na dokładne prześledzenie rozwoju warsztatu danego pisarza. Przeczytanie najnowszej odsłony, a potem sięganie po poprzednie prowadzi do bolesnych rozczarowań. Wynika to z przyzwyczajenia do innego, bywa, że dojrzalszego, sposobu budowania struktury książki. Każdy się uczy, pisanie powieści również wymaga ciągłej pracy nad swoim warsztatem, dlatego często wcześniejsze teksty bywają znacznie gorsze od późniejszych.

Dlatego, jeżeli zaczynacie przygodę z powieściami Jørna Liera Horsta, sprawdźcie najpierw, po którym tom sięgacie. Polskie wydania nie są zgodne z chronologią publikacji! To zaburza odbiór, może niepotrzebnie rozczarować i zrazić do prozy Jørna Liera Horsta, którego kryminały, te późniejsze, są porządnie napisane. A muszę przyznać, że autor potrafi także zaskoczyć czytelnika interesującym wątkiem lub nawiązaniem do sytuacji społecznej. Niestety, nie ma tego w pierwszych tomach opowiadających o Williamie Wistingu. Te teksty bliższe są odtwórczym realizacjom reguł rządzących kryminałem czarnym. Niewiele w nich nowatorstwa, znacznie więcej jest wiernej realizacji zasad. Takie książki są potrzebne, jednak wyznaczają wyłącznie początek drogi danego autora. Jeżeli omyłkowo zostaną potraktowane przez czytelnika, za najnowsze odsłony, może to doprowadzić do zwykłego zniechęcenia.

Page 1 of 89

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén