Zawsze lubiłem zbiory opowiadań. Zestawy tekstów jednego autora, doskonały przegląd umiejętności i pomysłów. Krótka forma ma to do siebie, że jest znacznie bardziej wymagająca. Na kilkudziesięciu stronach należy zawrzeć początek, rozwinięcie i zakończenie. Jakieś zwroty akcji również by się przydały. Szczególne miejsca na mojej półce zajmują opowiadania Jerzego Pilcha oraz Jacka Dukaja. Obawiam się, że Michał Centarowski nie dołączy do tego grona.

Bestia najgorsza to zbiór sześciu fabuł. Każda napisana jest inaczej, w każdej narracja przybiera zupełnie inny kształt. Cudowne jest to, że teksty autora mają różny rytm oraz nastrój. Dzięki temu przez książkę brnie się z przyjemnością, z chęcią poznania kolejnej spojrzenia na świat. Michał Centarowski gra także gatunkami. Do literackiego garnka wrzuca absurd, grozę, fantastykę i alternatywne rzeczywistości. Połączenie może wydawać się ciężkostrawne, ale – zapewniam – jest zupełnie inaczej. Smacznie. Z klasą. Z pomysłem. W takim razie skąd moje wątpliwości? Co przeszkadza mi w docenieniu opowiadań Michała Centarowskiego? Odpowiedź jest prosta – pustka.

Wszystkie teksty w zbiorze cechuje próżnia. Przeczytałem i nic we mnie nie zostało. Nie przeżywałem fabuł tak jak Exodusu Łukusza Orbitowskiego. Nie zachwycałem się zastosowanym językiem, żadne z opowiadań nawet nie dorasta, do cudownie rozłożonych słów w Pozwól rzecze płynąć Michała Cichego. Bestia najgorsza jest ciekawą pozycją, ale jej największym minusem jest przerażający brak pomysłów na zakończenie. Gdzieś pouciekały zamknięcia narracji, przez co konstrukcje opowieści się rozpadają. Po każdym opowiadaniu czułem, że autor porzucił temat, że zabrakło mu sił, aby znaleźć dobre rozwiązanie perypetii głównych bohaterów. Przykre jest to, że kontrastuje to z ciekawymi spojrzeniami zawartymi w tekstach. Michał Centarowski, na poziomie koncepcji głównego wątku, potrafi zainteresować, potem jakby tracił cierpliwość i szybko zmierzał do średniego lub – co także zdarza się w zbiorze – kiepskiego zakończenia.

Żałuję, że nie nic we mnie nie zostało po zakończeniu Bestii najgorszej. Kilka opowiadań, na początku, mnie oczarowało, po to, aby po kilkunastu stronach boleśnie rozczarować. Doceniam literaturę dostarczającą mi rozrywkę, na tym poziomie zbiór Michała Centarowskiego doskonale się sprawdza. Jednak odniosłem wrażenie, że autor chciał także przekazać „coś więcej”. Do takich intuicji prowadzą mnie konstrukcje światów przedstawionych. Zawsze oparte na interesującej, bywa, że wręcz oryginalnie ujętej, obserwacji, która powinna prowokować mnie do przemyślenia sensów. Nic takiego się nie stało. Kończyłem opowiadaniem, kiwałem sobie głową, myślałem „dobre” lub „złe” i szedłem dalej. Bestia najgorsza nie skołniła mnie do żadnych większych przemyśleń. Czytanka. Raz lepsza, raz gorsza, czasami ciekawa, a czasami irytująca. Doświadczenie ciekawe, jednak uważam, że mógłbym się spokojnie bez niego obejść.