Praca w gamedevie ma to do siebie, że trzeba testować różne rozwiązania w grach. Należy zaznaczyć, że nie tylko w tych komputerowych. Planszówki i karcianki są równie ważne, a ich autorzy potrafią zaskoczyć. Czasem prosta mechanika okazuje się wyjątkowo wciągająca, innym razem to, co wyglądało na interesujące, po pierwszej turze jest nudne. Bywa, że zakończenie rozgrywki po prostu rozczarowuje i tylko podkreśla zmarnowany potencjał. Jednak nie ustaję w swoich poszukiwaniach! Wciąż przeglądam oferty wydawnictw w poszukiwaniu interesujących gier planszowych.

Na Terraformację Marsa zwróciłem uwagę w trakcie przeceny w cdp.pl. Spodobały mi się założenia: zadaniem graczy jest przystosować Czerwoną Planetę do życia, dlatego muszą zadbać o odpowiednią temperaturą, poziom tlenu, roślinność, miasta oraz ilość wody. Sporo elementów, na dodatek ważne jest jeszcze zarządzanie zasobami. Dlatego nie zdziwiłem się, gdy z pudełka wyjąłem mnóstwo kart, sześcianów oraz żetonów. Na szczęście instrukcja jest wyczerpująca i bardzo dokładna. Terraformacja Marsa tylko z pozoru wygląda na grę trudno i skomplikowaną, po pierwszej rozgrywce okazuje się, że opisy kart są świetnie przygotowane, a wykonywanie akcji w turach błyskawicznie wchodzi w krew. Terraformacja Marsa jest dobrze opracowana, aby płynnie grać, wystarczy opanować wszystkie graficzne podpowiedzi, które znajdują się na planszy i na kartach, wtedy instrukcja staje się zbędna.

Podstawowym problemem Terraformacji Marsa jest czas rozgrywki. Obawiam się, że dla niektórych graczy może być on zdecydowanie zbyt długi. Wraz z kolegami z pracy (pozdro!) rozegraliśmy dwie sesje. Obie trwały około 4 godzin, dlatego wcześniej należy uprzedzić znajomych, że czeka ich długie posiedzenie. Terraformacja Marsa nie jest także grą na zakrapianą imprezę. W takim przypadku proponuję wybór innej rozrywki, ponieważ trzeba dużo liczyć i być bardzo dokładnym w planowaniu. Obawiam się, że odrobina alkoholu lub substancji psychoaktywnych może doprowadzić do błędów, które całkowicie zniszczą przyjemność z rozgrywki. Do Terraformacji Marsa potrzeba dużo czasu i trzeźwego umysłu – bez tych dwóch aspektów nie ma sensu rozpoczynać gry.

Nie ma w tym nic dziwnego, jest to produkcja strategiczno-ekonomiczna. Gracze rywalizują ze sobą o to, kto lepiej zagospodaruje przestrzeń Marsa. Każdy wciela się w korporację, której celem jest uczynienie Czerwonej Planety zdatną do zamieszkania. Dlatego tak ważne okazuje się zarządzanie zasobami. Zauważyłem, że po pierwszych kliku rozdaniach kart warto przemyśleć strategię. W Terraformacji Marsa nawet najmniejszy błąd może sporo kosztować, dlatego zmiana kierunku w późniejszym etapie gry jest praktycznie niemożliwa. Elementem dynamizującym rozgrywkę są specjalne karty. Dzięki nim uczestnicy wykonują różnego rodzaju akcje: przeprowadzają badania, zakładają oceany lub sabotują innych graczy. Rozdania następują na początku każdej tury i każdy decyduje, czy chce kupić karty, które otrzymał. Tutaj niezwykle istotne jest przemyślenie, w którym kierunku gracz pragnie rozwijać swoją korporację. Dlatego warto w sposób przemyślany budować talię, z której będzie się korzystał.

Sytuacja w trakcie gry jest bardzo dynamiczna i szybko dochodzi do konfliktów interesów pomiędzy graczami. Jest to szczególnie widoczne, gdy dwie osoby próbują osiągnąć podobny cel (na przykład opanować jak najwięcej złóż żelaza). Wtedy zaczyna się blokowanie terytoriów lub takie oddziaływanie na planszę, aby inny gracz miał jak najmniejsze szanse na wykorzystanie bonusu z karty. Ciekawe jest to, że gra jest świetnie zbalansowana. W talii nie ma wynalazków lub akcji, które gwarantowałyby automatyczne zwycięstwo. Do wygranej prowadzi jedynie przemyślana i skuteczna strategia, bez tego nie ma co liczyć na cud.

Jeżeli szukacie gry, przy której można spędzić kilka godzin i wymęczyć się intelektualnie, to Terraformacja Marsa jest dla Was. Świetna produkcja z doskonałą mechaniką. Strategia, jakiej brakuje mi w świecie gier komputerowych.