Z niemałym zdumienia przeczytałem o popularności serialu Ty. Pamiętałem, że kiedyś go obejrzałem, razem z Żoną, i byliśmy nawet zadowoleni. Produkcja trafiła do naszej szufladki pełnej materiałów oznaczonych jako guilty pleasure. Drugi sezon? Opowieści, w której wiadomo, kim jest główny bohater? Oboje uznaliśmy, że warto ponownie oddać się prostej przyjemności płynącej z ekranu. Włączyliśmy drugi sezon serialu Ty i skończyliśmy go w jeden weekend. Wrażenia? Mieszane. Mocno mieszane.

Zacznijmy od tego, że pierwszy sezon również nas nie powalił. Raczej dostarczył sporo rozrywki. Obejrzeliśmy go w jeden weekend, nie żałując niczego, ale też nie wracaliśmy w rozmowach do tego serialu. Odhaczone, niezłe, faja zabawa i koniec wspomnień. Drugi sezon zostanie z nami na pewno na dłużej. Problem polega na tym, że nie za sprawą wyjątkowo ciekawej historii lub interesującej realizacji, kadrów i pracy kamery. Drugi sezon serialu Ty to zestaw przerażających bzdur, które odbierają przyjemność oglądania perypetii głównego bohatera. Poprzednia seria była spójna narracyjnie, miała wyraźne zakończenie, dobre rozwinięcie i solidnie nakreślony początek. Nawet postacie były niezłe. W drugim sezonie wyraźnie coś poszło nie tak, jak wcześniej.

Główny bohater, psychopata owładnięty manią miłości, pozostał ten sam. Nie ma już zaskoczenia, ponieważ od pierwszych minut wiadomo, że będzie to morderca z potrzebą trzymania ludzi w szklanej pułapce. Postacie drugoplanowe wypadają już gorzej. Często są płaskie, brakuje im sensownych motywacji, pojawiają się tylko po to, aby wypowiedzieć jakieś frazy. Pragnie się dobrego przeciwnika dla głównego bohatera, kogoś, kto zmieni dynamikę relacji pomiędzy postaciami, ale takiej osoby nie ma. Jest tylko jego lustrzane odbicie, również owładnięte potrzebą dziwnie rozumianej miłości i posiadające mroczną tajemnicę. Jednak to za mało, aby udźwignąć cały serial! Po prostu relacje pomiędzy tymi dwiema postaciami od pierwszych minut wydawała się mało wiarygodna i dziwnie kiczowata. Tak jakby została wprowadzona tylko po to, aby historia wygląda odrobinę inaczej, niż w pierwszym sezonie.

A już najgorsze były ubytki w logice! Trup w bagażniku samochodu w pełnym słońcu? Żaden problem. Zero smrodu. Krew z rozciętego gardła na podsadzce w magazynach na wynajem? Komu chciałoby się sprzątać? Nie ma sensu, nikt nie zwróci uwagi. Takich sytuacji jest więcej! Najgorsze jest to, że pojawiają się praktycznie w każdym odcinku, co niszczy pseudokryminalny charakter serialu. Przyznaję, że pierwszy sezon również nie zawsze trzymał się mocno logiki, ale przynajmniej zachowano jej pozory. W najnowszej odsłonie odpuszczono nawet to! Postacie nie myślą, nie łączą faktów, działają tak, jakby za każdym razem ktoś resetował im pamięć. Dlatego zakończenie serialu, wielkie olśnienie osoby niewykazującej nawet trzech żyjących szarych komórek, trudno mi uznać za przekonujące.

Jest marne. W drugim sezonie serialu Ty przyjemność z oglądania zostaje zastąpiona brakiem logiki.