Category: Recenzje (Page 2 of 33)

Rozrywkowe dno

Filmy akcji. Temat, który nie każdego przekonuje. Zarzuca im się miałką fabułę, określa się je jako zestaw kadrów ze strzelaniem, pościgami i rozlewem krwi. Co jest trochę krzywdzące. Trudno oczekiwać od filmu akcji, że będzie poruszał skomplikowane tematy, że podniesie społecznie ważną kwestię. Taki obraz ma dostarczyć rozrywki, sensacji i odrobiny humoru zamkniętego w dialogach. Nie zmienia to faktu, że powinien trzymać przyzwoity poziom. Być zdecydowanie lepiej zrealizowaną rozrywką niż patostream na Twitchu.

6 Underground to filmowa tragedia. Dla mnie był to trudny do obejrzenia obraz, a nie jestem osobą, która stroni od popkultury. Wprost przeciwnie, cenię sobie dobrą rozrywkę. Na przyzwoitym poziomie. A 6 Underground spokojnie może wylądować sześć stóp pod ziemią. Żart jest zamierzony. Od tego filmu lepsze są streamy w kategorii rozmowy na Twitchu! Jeżeli chcecie porównania, to obejrzycie 6 Underground, a potem wybierzcie jakiś materiał na żywo, w których ktoś zapluwa mikrofon, laptopa i kamerę zbudowaną z zmienniaka i cytryny, opowiadając o inwazji kosmitów. Dzisiaj wiem, że zdecydowanie lepiej bawiłbym się na tym drugim filmie. 6 Underground nie oferuje nic poza bezmyślnie połączonym zestawem przypadkowych kadrów.

Prototypy gier komputerowych, które lądują we wczesnym dostępie, są lepsze od tego filmu, ponieważ zdarza im się mieć jakąś fabułę. 6 Underground próbuje coś opowiedzieć, jakąś historię o zemście, stara się uwikłać widza w emocje. Wszystkie te starania spełzają na niczym, prowadzą do rosnącego rozczarowania. Filmu nie ratują pościgi i strzelaniny. W dużej mierze dlatego, że przerywane są nagłymi zbliżeniami twarzy. Bergmann wszedł za mocno? To było nietrafione dążenie do wprowadzenia kina wysokiego do marnej rozrywki? Na dodatek aktorzy są wtedy boleśnie sztywni, podobni do drewnianych lalek. Gorzej jest tylko wtedy, gdy się odzywają. Mam nadzieję, że osoba, która pisała dialogi, nie stworzy niczego więcej. Ciekawsze dyskusje rozgrywają się pod każdym nocnym na każdej wsi. Są bogatsze w żarty, zbudowane z bełkotliwych tyrad, ale przynajmniej próbują utrzymać sens. Dialogi w 6 Underground za wszelką cenę próbują rozbawić widza, sprawić, że zapluje ze śmiechu ekran telewizora. Nic z tego. Marne onelinery spowodowały u mnie jedynie wzruszenie ramion i jeszcze większą niechęć.

Po co w ogóle robi się takie filmy? Żadna rozrywka. Najśmieszniejsze w 6 Underground było lokowanie produktów. Trudno mi przypomnieć sobie kadr, w którym nie było widoczne jakieś rozpoznawalne logo. Oczywiście, ta promocja była zrealizowana z delikatnością znaną z Dzień Dobry TVN i Rodzinki.pl. Aż dziw bierze, że w pierwszych minutach nie pojawiło się ostrzeżenie, że obraz zawiera brutalne lokowanie produktu. Wszystko, co zostało pokazane w 6 Underground, kojarzmy mi się teraz z niską jakością oraz prostackim zachowaniem. A były tam luksusowe marki.

O scenach łóżkowych mogę powiedzieć tylko tyle, że gorzej nie można było ich zrealizować. Podejrzewam, że wiele camgirls proponuje ciekawsze kadry od tego, co zaserwował widzom Michel Bay, czyli reżyser 6 Underground.

Chrzęści pięść

Katalog Netfliksa jest pełen różnego rodzaju animacji. Osoby zainteresowane tym medium na pewno słyszeli o takich tytułach jak Rick and Morty, BoJack Horesman lub Final space. Ja również się z nimi zetknąłem. Szczególnie do gustu przypadała mi animacja Rozczarowani, a ostatnio znalazłem kolejną produkcję, którą przyjemnie mi się oglądało. Mam wrażenie, że przeszła bez większego echa, niewiele o niej słyszałem w trakcie rozmów ze znajomymi. A szkoda, ponieważ do świata animacji dla dorosłych wprowadza odrobinę poplątanego mistycyznu.

Sześć pięści opowiada historię trójki sierot, które zostały przygarnięte przez mistrza wschodnich sztuk walki. Akcja serialu rozgrywa się w meksykańskim miasteczku San Simowe w latach 70. Te dwa zdania zapowiadają stopień poplątania wątków, jakiego należy się spodziewać w animacji. Sekwencja otwierająca pierwszy odcinek nie pozostawia żadnych złudzeń. Poza filozofią wschodu, w Sześciu pięściach, znalazło się także miejsce dla sił nadprzyrodzonych, a nawet dla wątków dotyczących kultu śmierci. Wszystko zostało połączone za pomocą bohaterów, uwikłanych w różne, mniej lub bardziej, ciemne interesy. Szybko przekonałem się, że postaci mają różne motywacje i nic nie jest takie, jakie na pierwszy rzut oka się wydaje. Właśnie dla takich niespodzianek, unoszących brwi zwrotów akcji, warto obejrzeć tę animację.

Takie nietypowe połączenia nie są niczym nowym w kulturze, jednak warto przypomnieć, że nie wszystkie takie teksty można traktować jako sukces. Bywa, że autorzy za bardzo rozdrobnią fabułę, wprowadzą zbyt wiele wątków i formuł z innych gatunków. Sześć pięści stanowi ciekawy przykład dobrej realizacji. Autorzy operują różnymi forma znanymi z popkultury. Osoby znające kino sztuk walk od razu zorientują się, że główny mistrz musi mieć jakąś mroczną tajemnice. Fani weird fiction szybko zauważą, że historię napędza mistycyzm. W serialu znalazły się także smakowite kąski dla fanów kryminałów. Dwie główne postaci stanowią wręcz sztampowe realizacje detektywów znanych z odmiany brytyjskiej, jak i czarnej powieści kryminalnych. Miszmasz, poplątanie z pomieszaniem. Albo inaczej. Doskonała realizacja tego, czym w pierwszej połowie XX wieku było pulp fiction (nie, nie mam na myśli genialnego filmu Quentina Tarantino).

Wtedy, takie historie jak ta z Sześciu pięści, były wydawane na kiepskim papierze w niskiej cenie. Proponowały różnego rodzaju historie, w których autorzy mieszali, pozornie przypadkowe, wątki w znanych i lubianych formach kultury popularnej. Rozwinięciem tego sposobu tworzenia narracji jest coś, co bywa nazywane bizzaro-fiction. Jest to gatunek literacki, które ciekawe operuje groteską i satyrą, w obrębie struktur znanych z popkultury. W realizacjach utrzymanych w tej formule często dochodzi do przekroczenia danej formy, a nawet celowego i świadomego ich wymieszania. Bizzaro-fiction cechują opowieści mocno splątane, ale dające sporo zabawy w trakcie ich rozwiązywania.

Przed włączeniem Sześciu pięści warto przygotować się na specyficzne zestawienia wątków. Warto, ponieważ twórcy w ciekawy sposób badają granice gatunków i nie zapominają przy tym o stworzeniu wciągającej historii.

Oślepiające pragnienie władzy

Piąty sezon Peaky Blinders już za mną. W dalszym ciągu lubię ten serial, chociaż miewał słabsze momenty. Szczególnie w momentach, w których twórcy chcieli zmienić rytm narracji, spowolnić ją. Wtedy bywało nudo, często zadawałem sobie pytanie o konieczność wprowadzenia tej lub innej linii fabularnej. W piątym sezonie od pierwszego odcinka jest intensywnie. Najnowsza seria cała jest napakowana akcją, intrygami oraz szaleństwem. W tym ostatnim przypadku pierwsze skrzypce przeszły w ręce Thomasa Shelby’ego.

Dla mnie ten serial cały czas dotyczy problemu władzy. Z tym, że próbuje ugryźć ten temat od innej strony, niż – na przykład – House of Cards. W tym przypadku ważne było znacznie urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz tego, że ta osoba często wpływa na układ sił na świecie. Stąd intrygi przypominały dworskie knowania. Pełne trucizn, łapówek oraz oszukiwania wspólników. Frank Uderwood miał konkretny cel i robił wszystko, aby go osiągnąć. Był na nim całkowicie skupiony, podporządkował całe swoje życie pragnieniu absolutnie władzy. Czy był szalony? Nie sądzę, na pewno metodyczny w swoich działaniach. Racjonalny i pragmatyczny do ostatniego kroku. Zawsze gotów wyprowadzić kontratak.

Odnoszę wrażenie, że właśnie taka struktura bohatera sprawiła, że od trzeciego sezonu jakość narracji w House of Cards zaczęła konsekwentnie spadać. Bywały dobre moment, jednak traciły znaczenie ze względu na przytłaczających liczbę średnich wątków. Twórcy Peaky Blinders cały czas grają motywem szaleństwa. Thomas Shelby, żołnierz doświadczony przez brutalne starcia I Wojny Światej, nigdy z niej nie wrócił. Cały czas walczy w okopach. Potrzebuje przeciwników, namiętnie ich szuka, żyje tylko wtedy, gdy może się z kim skonfrontować. Jednocześnie cały czas powiększa swój majątek i wpływy. Jakby szukał równowagi, ale nie potrafił jej utrzymać. Widać to szczególnie w piątym sezonie, który najmocniej koncentruje się na postępującej degradacji umysłu Thomasa Shelby’ego. Jednocześnie, co warto zaznaczyć, nie staje się przez to mniej skuteczny.

Narracja, moim zdaniem, zmierza w kierunku motywu szalonego króla. Władcy, którego ktoś musi odsunąć i zasiąść na jego tronie. Podejrzewam, że rozłamów w klanie będzie coraz więcej. Pojawią się stronnictwa, a jedyną szansą na rozpoczęcie wspólnych działań, będzie pojawienie się zagrożenia z zewnątrz. Czy Thomas Shelby, zaangażowany w politykę i porządkowanie brytyjskiego społeczeństwa okresy międzywojennego, w porę je zauważy? A może ulegnie swoim demonom i rozpocznie się jego powolny upadek?

Z takimi pytaniami pozostawił mnie piąty sezon Peaky Blinders. Był jednym z lepszych w całej serii. Porządnie zbudowana narracja, mocne zwroty akcji, a także zmiany w charakterach poszczególnych bohaterów. Potężna porcja nieźle przyrządzonej rozrywki. Moim zadaniem ten sezon jest pozycją obowiązkową dla miłośników thrillerów trzymających w napięciu do samego końca.

Czytanie gwiazd

Ad Astra to ciekawy film. Interesujące science fiction z kilkoma dziurami fabularnymi. Chciałoby się rzecz, że było to niewyjaśnione zagadki, jednak ich ciężar narracyjny trudno pominąć. Mimo to uważam, że warto go obejrzeć. Paradoksalnie właśnie dla historii, ponieważ ma solidny fundament. Jednym z kluczy interpretacyjnych jest odczytanie samotnej podróży głównego bohatera przez Kosmosu, jako realizacji motywu z Jądra Ciemności JosephaConrada. Jest to w pełni uzasadnione. Jednak uważam, że Ad Astra warto potraktować trochę bardziej dosłownie.

Nie jest to opowieść o miłości, chociaż może się tak wydawać. Narracja jest bliższa historii, w której prym wiedzie desperacja, konieczność wykonania zadania i chęć odkrycia prawda. Tajemnice rozwiązywane są powoli, często w bezpośredni sposób. Elementy fantastyki naukowej zostały sprowadzone do roli scenografii, dekoracji budującej kontekst. Z Ad Astra niewiele dowiedziałem się o podboju kosmosu, o rozwoju technologicznym, o planowanych podróżach do odległych galaktyk. Te elementy pełnią rolę rekwizytów, ponieważ film opowiada o człowieku. O samotności, o walce z poczuciem porażki oraz o silnej, wręcz destrukcyjnej, potrzebie odkrywania nieznanego.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że relacja głównego bohatera i jego ojca może być odczytania w podobnym tonie, jak zderzenie Marlowe’a oraz Kurtza. W trakcie oglądania Ad Astra miałem wręcz wrażenie, że reżyser celowo w taki sposób ustawił relacje pomiędzy tymi bohaterami. Dla Jądra Ciemności ważne jest poszukiwanie granicy pomiędzy istnieniem Kurtza i Marlowe’a. Dociekanie co ich łączy, a co różni. Czy aby przypadkiem Kurtz nie uosabia pewnym cech Marlowe’a? I na odwrót? Odnoszę wrażenie, że przeniesienie tego toku rozumowania do Ad Astra jest w pełni uzasadnione. Główny bohater filmu, Roy Mcbride, podąża śladami swojego ojca. W dosłowny sposób. Spotyka się z buntem załogi, łamie procedury, samotnie podąża przez Kosmos. W jakim celu? Pragnie konfrontacji? A może nie chce podzielić losu ojca? Kluczowe dla odczytania Ad Astra są motywacje postaci. Roy Macbride w jasny sposób buduje granicę pomiędzy sobą, a ojcem, co widać w ostatnich scenach filmu, gdy tłumaczy sposób odczytania danych zabranych z wraku statku. Ten element odróżnia Ad Astra od Jądra Ciemności, gdzie różnice pomiędzy świadomościami bohaterów wcale nie są takie oczywiste.

Gorąco polecam Ad Astra. Jednak nie należy nastawiać się na film fantastycznonaukowy. Jak wspomniałem wcześniej, science fiction jest tylko przyczyną, kontekstem, formą, w którą została włożona opowieść o poszukiwaniu samego siebie. Na dodatek podróż Roy’a Mcbride’a opowiada także o ludziach, o człowieczeństwie. Po obejrzeniu Ad Astra warto zadać sobie pytanie o jego granice. Czy kończy się wraz z ostatnią planetów Układu Słonecznego, a może zaraz po opuszczeniu ziemskiej atmosfery? Kuszące jest stwierdzenie, że nośnikiem człowieczeństwa jest istotna ludzka, jednak Ad Astra wyraźnie pokazuje, jak naiwne i obarczone śmiertelnymi konsekwencjami jest takie postrzeganie tego problemu.

Pryzmaty

Od razu zaznaczę, że ten tekst będzie miał niewiele wspólnego z fizyką. Bardziej zależy mi na spojrzeniu na pewne sensy, przez które postrzegamy teksty popkultury. Skąd wzięła się we mnie potrzeba pisania na ten temat? Wszystko przez film To: rozdział drugi. W ciągu ostatnich dni spotkałem z gorącą krytyką tego obrazu. Byłem i nie czuję się specjalnie rozczarowany. Jednak muszę przyznać, że wzbudził we mnie mniejsze emocje, niż pierwsza część. Dlatego stwierdziłem, że zastanowię się, dlaczego tak było.

Szybko nadarzyła się okazja. Sobota, wyjazd na wieś i pomysł, żeby przyrządzić pulled pork na ognisku. Potrzeba na to kilku godzin, więc mogłem spokojnie pilnować ognia i myśleć. Doszedłem do wniosku, że na odbioru filmy wpłynęły dwie rzeczy – obsada aktorska oraz trochę moich utartych sposobów postrzegania tekstów. Może zdziwiło Was moje przeczepienie się od osób grających w filmie. Nie przekonali mnie do siebie. Mam wrażenie, że w ich sposobie interpretacji postaci z To było sporo drewna. Momentami nawet cały tartak. Po prostu uważam, że młodzi aktorzy, z pierwszej części znacznie lepiej poradzili sobie z zadaniem. Co jeszcze mnie drażniło? Tutaj na scenę wchodzą moje nawyki oraz nastawienie wypracowane przez inne teksty popkultury.

Zacznijmy od tego, że w samej książce druga część nie jest specjalnie dobra. Zakończenia tworzone przez Stephena Kinga bywają ekstremalnie różne. W przypadku powieści To najlepiej określają je słowa złe. Napięcie budowane w pierwszej części, tajemnica, jaką autor otoczył całe Derry, zaczęło się rozpadać, gdy zacząłem czytać opowieść o dorosłych bohaterach. Narracja straciła ciekawe tempo, a tworzone przez pisarza obrazy nie były już tak sugestywnie przerażające. Pomysł z zanikiem pamięci i ponownym pozwaniem siebie, a tym samym przepracowanie lęku z młodości, wydaje się ciekawy. Problemem jest jego realizacja. Samo opuszczenie Derry powinno wpłynąć na sposób, jaki postrzegają to miasto postacie. Moim zadaniem autor zbyt mocno skupił się na paranormalnych właściwościach miejsca, przez co nie poświęcił wystarczającej uwagi rozwojowi postaci. Trudno z takiego materiału ulepić ciekawą rzecz.

Inna kwestią są klisze, które narzuciła mi popkultura. Za ciekawy motyw ostatnich lat warto uznać perypetie młodych bohaterów ze Stranger Things. Porównanie nasuwa się samo. Bracia Dufferowie dużo zawdzięczają pomysłom Stephenga Kinga, a ekranizacja pierwszego rodziału To została przeze mnie ciepło odebrana, ze względu na sympatię do postaci z Hawkins. Popkultura kocha cytowanie, jednak nie można zapominać, że teksty wpływają także na siebie. Stragner Things oglądam z dużą przyjemnością, o czym często wspominam na blogu, dlatego, równie chętnie, dałem się porwać opowieści z To. Pachniała mi modelem narracji i estetyką wykorzystywaną przez braci Dufferów. A przecież postacie z To bez najmniejszego problemu można uznać za pierwowzór bohaterów z Hawkins! Mimo to wpadłem w kliszę. Zdaję sobie sprawę z tego, że ekranizację pierwszego rozdziału To oglądałem przez pryzmat Stragner Things.

Teraz zabrakło mi takiej kliszy. Na To: rozdział drugi spojrzałem, jak na film grozy. Na pewno najgorszy nie był, jednak część pierwsza była zdecydowanie lepsza.

Page 2 of 33

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén