Category: Recenzje (Page 2 of 31)

Kiepskie zakończenie

Jestem matką Netfliksa to doskonały przykład zmarnowanego pomysłu. Komuś w głowie obijała się idea stworzenia świata, w którym zbuntowane roboty niszczą ludzi, a potem odbudowują nasz gatunek, ale w zgodzie z maszynowymi przekonaniami. Sztuczna inteligencja uruchamia projekt „Ludzkość 2.0”. Co prawda najpierw dokonuje usunięcia wersji 1.0, przez co nie zdobywa zbyt wielkiej przychylności. Ileż wątków można tutaj poprowadzić! Twórcy doskonale prowadzili narrację, ale kompletnie zniszczyli zakończenie.

Najpierw ograniczyli percepcję odbiorcy. Jako widz dostałem dostęp jedynie do jednego schronu oraz robota wychowującego dziewczynkę. Gdzieś w tle majaczyły rozmowy na temat zarazy, która zdziesiątkowała ludzkość, dyskusje na temat bezpieczeństwa i przebywania w schronie. Budowane jest poczucie zagrożenia i odcięcia od zewnętrznego świata. Robot jest dziwny. Opiekuje się i kontroluje rozwój głównej bohaterki. Jednak jest w tym jakiś plan, projekt, które nie widać na pierwszy rzut oka. Gdyby twórcy pozostawili na scenie jedynie te dwie postacie, wyszedłby ciekawy film. Nie. Najwyraźniej w obrazie było zbyt samotnie. Dorzucili jeszcze jednego człowieka. Tym razem z zewnątrz. Tutaj wszystko zaczyna się psuć.

Postać uciekinierki, która przez przypadek dobija się do wrót schronu, jest źle napisana. Jej słabość polega na tym, że zupełnie rozwija swojego charakteru. Jest płaska. Niby ma manipulować, sprowadzić główną bohaterką na złą drogę i zniszczyć zaufane do robota. Plan dobry, realizacja kiepska. Efekt jest opłakany. Nowa postać, zamiast zdynamizować relacje, jedynie nieudolnie je niszczy. Jest sztuczna w swoich tyradach, brakuje jej wiarygodności i charyzmy. W Jestem matką zajmujące byłoby zderzenie świadomego człowieka, który przetrwał zagładę z osobą ukształtowaną przez sztuczną inteligencję. Tego nie ma. W zamian otrzymałem nudną konfrontację kukły z główną bohaterką. Na dodatek sytuację pogorszyło wyjście ze schronu.

Skoro tak długo twórcy trzymali w tajemnicy świat zewnętrzny, to oczekiwałem ciekawej prezentacji apokalipsy. Zawiodłem się. Pola kukurydzy, mgła, jakieś wybrzeże i porozrzucane kontenery. Na dodatek kukła cały czas gada, opowiada historie, które – delikatnie mówiąc – nie mają zbyt wiele sensu. Schyłek narracji pokazuje, że twórcom zabrakło pomysłu na zamknięcie. A przecież mogli wykorzystać konflikt dziecka z rodzicem, zrobić z Jestem matką nowoczesną grecką tragedię, która rozgrywa się w czasach apokalipsy. Kultura posiada setki schematów opowiadających takie historie. Najwyraźniej każdy z nich był mało atrakcyjny i najlepszym wyjściem było napisanie nudnego, psującego wrażenia z całego filmu, zakończenia.

Jestem matką warto obejrzeć, jednak nie ma sensu robić sobie nadziei na ciekawe zamknięcie. Zabrakło pomysłu. Zakończenie, zamiast być kontrapunktem dla otwarcia, jest niemrawym sypnięciem piaskiem sensu w oczy widza. Rozczarowuje.

Poplątany czas

Dark. Niemiecki serial fantastycznonaukowy, którego pierwszy sezon był porównywamy do Stranger Things. Do dziś nie wiem dlaczego. Rozumiem, że fundament był ten sam, ponieważ w obu obrazach chodzi o manipulacje czasoprzestrzenią, jednak realizacje są skrajnie różne. Drugi sezon Dark obejrzałem w jeden weekend. Jest to porządnie zrealizowany serial, w którym najważniejszą rolę odgrywa czas. Na dodatek temat ten poprowadzony został w sposób solidny i konsekwentny.

Pierwsze skojarzenie z fantastyką naukową? Podejrzewam, że wiele osób odpowiedziałoby, że statki kosmiczne oraz eksploracja odległych planet. A to tylko część science fiction, zaledwie wycinek. Eksploatowany do granic możliwości, pewnie ze względu na wizualną atrakcyjność. Lasery, wybuchy, obcy, miasta położone na odległych planetach… Sam lubię takie narracje. Jednak warto pamiętać o tym, że fantastyka naukowa to także rozważanie natury zjawisk otaczających człowieka. I nie mam na myśli futurologicznych zabaw, wałkowania tematu Sztucznej Inteligencji. Raczej zastanawianie się nad strukturą rzeczywistości.

Dark doskonale gra czasem i przestrzenią. W relacjach pomiędzy poszczególnymi postaciami można się bez najmniejszego problemu pogubić. Jednak, wraz z rozwojem fabuły, kolejne wątki są wyjaśniane i prostowane. Z narracji wyłania się przerażający obraz. Historia Winden, małego miasta, w którym rozgrywa się akcja serialu, to genologiczny koszmar. Wszystko przez konsekwencje ciągłym podróży w czasie. Co ciekawie nie tylko ta struktura się rozpada. W drugim sezonie Dark istotna staje się rola stowarzyszenia, które pragnie doprowadzić do apokalipsy. W tym celu manipulują czasem, tworzą przejścia pomiędzy przeszłością i przyszłością. Ich pragnienie zniszczenia świata ma korzenie w osobistych przeżyciach. Często ciężkich, trudnych do zaakceptowania i zrozumienia. Wydaje się wręcz, że za pomocą temporalnego rozpadu świata pragną pozbyć się poczucia winy, oczyścić się w ogniu upadającego świata.

Serial staje się coraz bardziej metafizyczny i nie ma w tym nic dziwnego. Fantastyka naukowa dotyka granic ludzkiego poznania, myślenia oraz postrzegania świata. Te wątki eksplorowali Janusz A. Zajdel, Jacek Dukaj oraz Stanisław Lem. Dark wpisuje się w tradycję rozbijania świata i składania go na nowo. Podejrzewam, że właśnie na odbudowie skupi się trzeci sezon. Co może być jeszcze ciekawsze, niż dekonstrukcją, którą widzowie mogli oglądać w nakręconych już odsłonach. Załóżmy, że uda się powstrzymać rozpad czasu. Co wtedy stanie się z postaciami? Jak ułożą się ich losy? Znikną? Ich historia nigdy się nie wydarzy? Dopiero finał trylogii pokaże, jak z problemem czasu poradzili sobie twórcy.

Dla tej historii śmieć każdej z postaci ma niebagatelne znaczenie dla całej fabuły. Nie można po prostu pozamykać wątków, poprzez zabijanie bohaterów. Takie zakończenie zniszczy sens całego serialu. Tym bardziej że w Dark już wielokrotnie wspomniano o powtarzalności wydarzeń, o swoistej pętli, w której egzystują bohaterowie. Dlatego z dużą niecierpliwością czekam na zamknięcie historii, na jej ostatnią część.

Epitafium dla kury i tortu

Co za horror, w którym jedynymi ofiarami są zjedzona kura oraz przypalony tort? Obsada wychodzi bez szwanku, pomimo tego, że musieli zmierzyć się z potężnym demonem. Z tym stworem ledwo radzili sobie księża egzorcyści! Ale nic nie pokona siły nastolatków! W nich jedyna nadzieja na uwięzienie zła! Poradzą sobie z nim bez najmniejszego problemu, wystarczy, że będą się wzajemnie wspierać. I tak horror przeradza się w opowieść o przyjaźni i odrzuceniu.

Właśnie tak można streścić fabułę filmu Annabelle wraca do domu. Szkoda, że ten ciekawy świat przedstawiony pozostał całkowicie niewykorzystany. Trailer zapowiadał coś innego. Główną rolę odgrywał w nim pokój Warrenów, w którym przechowywane są przeklęte przedmioty. Czyż to nie jest idealne podłoże dla trzymającego w napięciu horroru? Ileż strachów może stamtąd wyleźć! Jakie historie da się opowiedzieć na podstawie zgromadzonych tam rzeczy. Duchy, potwory, demony, u Warrenów jest absolutnie wszystko. Do wyboru do koloru. A twórcy Annabelle wraca do domu postanowiły sprawę przekombinować i stworzyć film wyraźnie nawiązujący do tytułów młodzieżowych.

Nie twierdzę, że tę produkcję można od razu puścić na Disney Channel. W dalszym ciągu jest tam trochę mocno przerażających obrazów. Problem stanowi tempu, w jakim rozkręca się akcja. Jest zdecydowanie zbyt wolne. Przez większość filmu śledziłem poczynania bohaterów w domu. Pieczenie ciasta, zwiedzanie zamkniętej pokoju w piwny oraz przeglądanie dokumentów dotyczących spraw prowadzonych przez małżeństwo Warrenów. Czynią to nastolatki. Ich ciekawość jest wręcz naturalna. Tylko że zbyt długo czeka się na karę za myszkowania w pokoju pełnym przeklętych eksponatów. Akcja rozpoczyna się w ostatnich 30 minutach filmu. Przypomina chaotyczny zbitek wydarzeń wiodących do zakończenia historii i odkrycia morału. Tak, w Annabell wraca do domu, jak w każdym dobrym filmie dla młodzieży, jest ukryta nauka.

Główna bohaterka, córka Warrenów, jest gnębiona przez kolegów. Nic dziwnego, jej rodzicie, parają się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych, co niekoniecznie jest zgodne z wartościami wyznawanymi na mieszczańskim przedmieściu. Dzieci są okrutne, odrzucają zaproszenie na urodziny. Na szczęście nie opuszczają jej dwie osoby – opiekunka oraz jej koleżanka, którą dręczą wyrzuty winy. Tak wygląda podstawa wielu filmów dla młodzieży, które można znaleźć w ofercie Netfliksa! Uniwersum, w którym występuje lalka Annabelle, jest brutalne, przerażające, pełne morderstw i ociekające krwią. Tego w ostatnim filmie nie ma. Tak jakby twórcy postanowili całkowicie zmienić w kontekst, w jakim wcześniej osadzeni byli Warrenowie i tytułowa lalka.

Z przykrością stwierdzam, że ta modyfikacja nie wyszła filmowi na dobre. Jest to średni horror. Momentami męczący, wrzucający widza w niepotrzebne dłużyzny. Postacie są płaskie, całkowicie pozbawione ciekawego charakteru. Samą końcówkę, która jest przesycona akcją, ogląda się dobrze. Szkoda, że zabrakło pomysłu na resztę filmu.

Bohaterowie pod parasolem

Superbohaterowie wciąż są na fali! Podejrzewam, że to duża zasługa serii Avengers. Ale fikcyjny świat pełen wyjątkowych ludzi nie kończy się na Iron Manie i Batmanie. Są także inni! Jest ich wielu! Co już pewnie wszyscy dostrzegli. Jedni z przerażeniem, bo jak długo jeszcze kinowe repertuary będą okupowane przez kolejnych superbohaterów, a drudzy z radością, bo lubią oglądać filmy, w których ratuje się świat przez akompaniamencie wybuchów. Zapominamy o tym, że komiks, jako medium, nie jest i nigdy nie był jednorodny.

Najbardziej rozpoznawalny jest komiks superbohaterski. A to ze względu na dużą obecność w popkulturze takich postaci jak Superman lub Batman. Obaj stanowią wręcz łatwo rozpoznawalne archetypy komiksowych superherosów. Siła tego drugiego jest w pełni uzależniona od ziemskich aspektów, co szczególnie przejawia się w umiejętnym wykorzystywaniu technologii. W Batmanie nie ma nic nadprzyrodzonego, w przeciwieństwie do Supermana. Przybył z innej planety, potrafi latać, ma rentgen w oczach i laserowe spojrzenie. Przyznaję, trzeba lubić taką formę rozrywki, nie do każdego ona trafia. Jednak, jeżeli superbohaterskie zmagania kompletnie Was nie obchodzą, to może warto spróbować z inną odmianą komiksu. Z komiksem autorskim.

Rozumiem, że w nowoczesnym świecie, przesyconym wrażeniami, niewiele jest czasu na czytanie obrazkowych historii. Z pomocą przychodzi Netfliks i ekranizacje komiksów autorskich. Aby zobaczyć, z czym dokładnie się je tę odmianę popularnego medium, warto poświęcić weekend na obejrzenie Umbrella Academy. Historia pełna interesujących postaci, z których każda posiada jakąś wyjątkową umiejętność. Jednak nie dajcie się zwieść, temu krótkiemu opisowi! W Umberella Academy znacznie ważniejsze są relacje pomiędzy postaciami, a to, jak na wyjątkowych ludzi reaguje zewnętrzny świat. Stąd biorą się różnego rodzaju kryzysy. Od tych rodzinnych, czyli niedomówień, niedopowiedzeń i przemilczanych problemów, po konflikty zagrażające istnieniu ludzkości. Umberlla Acadamy niesie ze sobą ciekawe przesłanie oraz pokazuje niebezpieczeństwa czające się za brakiem rozumienia siły, która drzemie w człowieku.

Oczywiście, jak przystało na komiksową historię, wiele elementów jest wyolbrzymionych. Tylko że bez alegorycznej narracji, świat przedstawiony nie byłby taki nęcący. W Umbrella Academy postacie zostają pozbawieni boskiej otoczki, którą mieli w wersji superbohaterskiej. Sprowadzeni do roli ludzi, muszą mierzyć się z problemami codzienności. Właśnie to jest ciekawe w Umbrella Academy! Sztuczna rodzina stworzona z grupy osób o niezwykłych umiejętnościach zostaje zmuszona do poznania tajemnic ich przybranego ojca oraz skonfrontowania się ze swoimi słabościami. W tym serialu więcej jest babrania się w psychice poszczególnych osób, niż wybuchów i strzelania z oczu laserem. Umbrella Academy to ciekawy tytuł dla osób, które mają dość superbohaterskich zmagań, ale wciąż chciałyby obejrzeć na ekranie odrobinę cudowności zanurzonej w szarej, zwykłej, codzienności.

Dziwne rzeczy. Po raz trzeci

Poprzedni weekend minął po znakiem Stranger Things. Trzeci sezon pojawił się na Netfliksie, nie było na co czekać. Trzeba obejrzeć! Szczególnie że poprzedni pozostawił po sobie trochę niedosytu, ale jednocześnie pokazał, że twórcy podchodzą do narracji z dużą konsekwencją. Zamykają wprowadzone wątki, pokazują, że nie trzeba setek cliffhangerów, aby podtrzymać zainteresowanie widza. Wystarczy przyciągający klimat.

W przypadku trzeciego sezonu spotkałem się ze stwierdzeniem, że serial stracił swoją magię. Nie jest już taki jak na początku. To prawda jest inny. Aktualnie Stranger Things funkcjonuje w zupełnie innym kontekście. Bracia Dufferowie oparli pierwszy sezon na nostalgii, na tęsknocie za światem nieprzesyconym technologią, w którym wciąż istotne są relacje międzyludzkie. Wystarczy spojrzeć na głównych bohaterów, spędzających czas na długiej rozgrywce w Dungeons & Dragons. Wieź między nimi jest analogowa i silna. Wyruszają na poszukiwania swojego przyjaciela, gotowi są stawić czoła największym zagrożeniom. Nie robią selfików, nie siedzą z nosami w ekranach. Pierwsze Stranger Things to wyraz tęsknoty za obecnością w świecie, a nie sztuczną obecnością świata. Bo w rękach mamy wszystko, ale w głowach i sercach jest pustawo. Bohaterowie w pierwszym sezonie byli zżyci ze światem.

Nie sądzę, aby ta formuła się zużyła. Podejrzewam, że my, jako odbiorcy, już do niej przywykliśmy. Popkultura kocha schematy, a Stranger Things jest doskonale ewoluującą formułą. Bohaterowie dorastają, pojawiają się nowe problemy, świat rośnie. Hawking w dalszym ciągu jest główną areną wydarzeń, ale zaczyna pojawią się coraz wyraźniejsze tło. Okazuje się, że jest jeszcze coś poza miasteczkiem. Inny świat, mniej oswojony. W trzecim sezonie widać to najmocniej. Do historii zostaje dodany wątek polityczny, na scenę wchodzą zła Armia Czerwona. Nieokrzesana w działaniach, barbarzyńska w przesłuchaniach. A jednak trzeba przyznać, że ich zachowanie i sposób myślenia niewiele różni się od tego, co zaprezentowała amerykańska agencja w pierwszym sezonie. Bracie Dufferowie najpierw straszyli złym człowiekiem w czarnym garniturze, a teraz postawili na złego Ruskiego. Zagrożenie przyszło z zewnątrz.

Trzeci sezon Stranger Things, to także sięgnięcie po konwencję horroru. Motywy wrzucone do serialu kojarzyły mi się z takimi filmami jak Coś lub Inwazją pożeraczy ciał. Zresztą to tylko wierzchołek góry lodowej. Miłośników kina strachu z lat 80. zachęcam do odszukania innych tropów. Jest ich całe mnóstwo. Właśnie dlatego nie uważam, aby Stranger Things traciło swój urok. W dalszym ciągu jest konglomeratem różnych tematów, doskonale opracowanych przez popkulturę. Bracia Dufferowie korzystają z tej bogactwa rozsądnie, inteligentnie łącząc różne wątki i tworząc ciekawą historię. Warto pamiętać o tym, że nie jest to postmodernistyczna papka. W Stranger Things jest sens, opowieść, serial ma klarowną linię narracji. To dobrze, bo wszyscy kochamy dobrze opowiedziane historie o ratowaniu świata. Nawet tego najmniejszego.

Page 2 of 31

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén