Cyfrowe gry planszowe nigdy mnie do siebie nie przekonywały. W tym przypadku pozostanę tradycjonalistą: karty, pionki i kostki w wersji analogowej. Można rzucać, pilnować, aby nic nie spadło ze stołu i kłócić się o brak zrozumienia zasad. Tego wszystkiego nie ma w cyfrowych planszówkach. Jednak, za sprawą Humble Monthly Bundle, jestem gotów zrobić jeden wyjątek od tej reguły. Zainstalowałem Armello i wpadłem, zostałem wciągnięty w wir walki i cyfrowych kostek. Od dawna nic takiego mi się nie zdarzyło.

Siłą tej produkcji jest prostota zasad. Żadnego kombinowania. Plansza z kilkoma różnymi polami, jasno określone warunki zwycięstwa, czwórka graczy, karty, kostki i zasoby, które można wykorzystać. Wystarczy zagrać kilka razy, aby szybko zrozumieć, na czym polega Armello. Ja, jak to mam ostatnio w zwyczaju, rozpocząłem swoją przygodę, pomijając wprowadzenie. Samouczka nawet nie tknąłem i zastawiałem się, jak wpłynie to na moją rozgrywkę. Okazało się, że dzięki intuicyjnemu interfejsowi oraz dobrze przygotowanym opisom, opuszczenie wprowadzenia do gry nie jest wielką przeszkodą. Armello zostało zaprojektowane w taki sposób, aby każdy mógł szybko cieszyć się z rzucania kostkami i wykorzystywania kart.

Po kilku partiach zacząłem zastanawiać się, dlaczego tak unikam cyfrowych planszówek. Grałem w Talismana oraz Battlefleet Gothic: Armada. W obu przypadkach były to produkcje mocno inspirowane analogowymi odpowiednikami. Pierwszy tytuł, czyli Talisman, najpierw mnie zainteresował, a potem zaczął coraz częściej odrzucać. Zasady znałem wcześniej, jednak odniosłem wrażenie, że tradycyjna wersja sprawdza się o wiele lepiej. Mam pełną świadomość tego, że tę serię kocha się lub nienawidzi, jednak w przypadku edycji cyfrowej cały czar po prostu pryska. Inaczej było z Battlefeet. Tutaj bawiłem się świetnie, głównie za sprawą całkiem przyzwoitego poziomu trudności. Jednak w przypadku tego tytułu nawet przez moment nie pomyślałem o tym, aby spróbować swoich sił w rozgrywce wieloosobowej. Talisman po prostu to wymusił, a w Armello uznałem, że zacznę od tego trybu.

Gram i jest przyjemnie, jednak to nie jest to samo, co bezpośrednia konfrontacja. Muszę przyznać, że Armello towarzyszy mi jako przerywnik. Czasem mam włączone w tle, reaguję, gdy jest moja tura, sprawdzam planszę i dostosowuję strategię. Następnie wracam do swoich zajęć i czekam na swoją kolej. W cyfrowych grach planszowych brakuje mi elementów zmuszających do kontaktu z drugim człowiekiem, brakuje mi wyciągania zasad i ich analizowania. Planszówki to przede wszystkim wspólne dzielenie przestrzeni, obserwowanie ruchów swoich przeciwników, czasem próby podpuszczenia ich, aby zdradzili, jakimi zasobami dysponują. W wersjach cyfrowych nie widzę swoich przeciwników, brakuje mi ich obecności, co jest niezwykle istotne w każdej planszówce. W końcu nie ma nic przyjemniejszego od wspólnego starcia, w którym niektóre posunięcia wywołują błysk podziwu.