Discord. Słyszeliście o tej usłudze? Podejrzewam, że, nawet jeżeli nie jesteście graczami, to nazwa mogła się Wam obić o uszy. Jest to komunikator, tekstowy oraz głosowy, który pozwala na tworzenie własnych, całkowicie darmowych, serwerów. DIscord cieszy się coraz większą popularnością, w pewnych, głównie gamerskich, kręgach wygryzł już leciwego TeamSpeaka i nieumarłego Skype’a. Bywa także wykorzystywany jako zamiennik Slacka w niektórych firmach. Sam Discord chciał, przez pewien czas, być sklepem internetowym.

Plan był prosty. Z Discorda głównie korzystają gracze, więc dlaczego nie chcieliby kupić czegoś w ich sklepie? Na dodatek firma twierdziła, że zabierze jedynie 10% zysków od twórcy, a resztę mu odda. Nic tylko się skusić! Darmowe gry były dodawane do abonamentu „Nitro”, który pozwalał na korzystanie z różnych, dodatkowych funkcji Discroda. Były, czas przeszły dokonany, bo już nie ma. Wyleciały z oferty w październiku 2019 roku. Firma sama stwierdziła, że i tak nikt w nie nie grał, to po co w ogóle podpisywać umowy z wydawcami? Discord chciał być konkurencyjny, dać więcej przychodu twórcom. Tylko że 90% od zera, to dalej pięknie okrągłe zero.

Gdy Discord w 2018 roku ogłosił rozszerzenie swojej usługi o sklep, to byłem szczerze zdziwiony. Już wtedy dominowali na rynku, jeżeli chodzi o komunikatory. Niedobitki pozostały na TeamSpeaku, część z przyzwyczajenia korzystała ze Skype’a, ale cała reszta spędzała czas na Discordzie. To tam przenieśli się również twórcy gier zarówno AAA, jak i niezależnych. A to dopiero wierzchołek góry lodowej! Na Discordzie bez najmniejszego problemu można znaleźć grupy skupione wokół różnych zainteresowań. Są miłośnicy anime, fani planszówek, jak i programiści szlifujący swoje umiejętności. Discord jest kolosem, który chciał jeszcze sprzedawać gry i na tym się przejechał. A wydaje się, że w tak dużej i zróżnicowanej grupie odbiorców powinno się znaleźć wielu chętnych na zakupienie gry.

Obawiam się, że to tylko wrażenie. Jeżeli korzystacie z Discorda, to zadajcie sobie jedno, niezwykle ważne, pytanie – w jakim celu go włączacie? Żeby kupić grę? A skąd! Chcecie pogadać, przejrzeć wiadomości na serwerze, do którego dołączyliście. Nie myślicie o Discordzie w kategoriach sklepu, ale komunikatora, narzędzia pozwalającego wchodzić w interakcje. Od kupowania giereczek są inne usługi. Steam, GoG, uPlay lub Origin. Tam wydaje się pieniądze, tam buduje się cyfrowe biblioteczki lub korzysta z subskrypcji. Discord może i miał szanse, ale były one niewielkie. Użytkowników trudno przekonać do zmiany nawyków, do przebudowania myślenia na temat produktu, z którego często korzystają i już na poziomie intuicyjnym traktują go w jasno określonej kategorii.

Myślę, że Discorda można już wykluczyć z cyfrowych wojen sklepowych. Steam i Epic Store dalej się trzymają, o Katridge od Kongregate już dawno nic nie słyszałem. Z tego, co widzę, to dalej istnieje, ale obawiam się, że może podzielić los eksperymentu, na który zdecydował się Discord.