W repertuarze Teatru Zagłębia pojawiła się sztuka, którą każdy powinien obejrzeć. W tym udającym szczęście świecie, na próżno szukać nawet najmniejszych śladów brudu, uprzedmiotowienia i smutku. Nowa rzeczywistość opiera się na zdjęciach, mniej lub bardziej prowokacyjnych i bulwersujących. Jest tak doskonale zakłamana, że nawet nie próbujemy wytknąć jej wszystkich bredni. „Dead Girls Wanted” zrywa zasłonę z misternie utkanych oszustw.

Ten spektakl jest olśniewający i przerażający. Jednocześnie. Głównym tematem jest śmierć kobiety, jej uprzedmiotowienie, które zaczyna się już w literaturze. Nowoczesne media tylko podłapują ten topos i ekstremalnie go wykorzystują. Sposób prezentacji śmierci w „Dead Girls Wanted” zmusza do zastanowienia się nad współczesnym porządkiem świata. Odbiorca jest świadkiem konkursu, czymś na wzór medialnie znanych wyborów miss. Tylko że w tym przypadku nie będzie stereotypowych przemów o pokoju na świecie. W „Dead Girls Wanted” są monologi. Przerażające. Ciężkie. Piętnujące zakłamanie codzienności, a także to, jak sami dajemy się uwieść różnym modom. Nie próbujemy ich zgłębić, płyniemy z prądem. Spektakl niszczy ten spokój, w sposób brutalny i bezpośredni. Przyznam, że ta metoda mnie zachwyciła. Żadnych pół środków, doskonale wymierzone uderzenie w codzienność, stereotypy i wszelkiego rodzaju skróty myślowe.

„Dead Girls Wanted” stawia trafne pytanie. Dlaczego tak bardzo nas interesuje śmierć kobiety? Nie tylko w formie fikcyjnej, w literaturze lub w filmie, ale także prawdziwych osób. W spektaklu o swoim życiu i umieraniu opowiadają różne znane osoby. Swoim cierpieniem dzieli się Nastazja Filipowna (Beata Deutschman), Whitney Huston (Łukasz Stawarczyk), Amy Winehause (Magdalena Celmer), Anna Nicole Simith (Karolina Staniec), Britney Spears (Małgorzata Saniak) oraz Lindsay Lohan (Agnieszka Kwietniewska). Ten zestaw poraża! Trafiły do niego postacie doskonale znane z kultury, w niektórych przypadkach wręcz ubóstwiane. Ich upadek, często śmierć, stał się podstawą do snucia skomplikowanych opowieści o żądzy, chciwości oraz sławie. Jednocześnie całkowicie pomięto to, że każda z nich była człowiekiem. Kultura z łatwością sprowadziła je do rangi przedmiotu. Fascynującego, pięknego i ubóstwianego, ale w dalszym ciągu przedmiotu.

Diagnoza jest smutna, może nawet przerażająca. Śmierć kobiety zostaje poddana reifikacji, wyrwana z tkanki społecznej. Prezentowana jako wynik działania czegoś pozamaterialnego, trudnego do opisana, nieuchwytnego dla każdego uczestnika kultury. A w monologach wypowiadanych ze sceny wyraźnie widać, że wszystkie upadki miały swoje realne i niepodważalne powody. Śmierć również zostaje obdarta z fascynującego uroku i ukazana jest proces rozkładu ciała. „Dead Girls Wanted” wyrywa ten temat z niebytu, uziemia go. W wyniku czegoś wszystkie opowiadające postaci odzyskują swoje człowieczeństwo. Świadomość tego, z jaką łatwością odmawia im się, bycia człowiekiem przeraża.

Moim zdaniem jest to piekielnie ważny spektakl, z którym każdy powinien się skonfrontować. Wątpię, aby jakikolwiek odbiorca pozostał obojętny.