Poprzedni weekend upłynął mi pod znakiem Stranger Things. Już w pracy nie potrafiłem wysiedzieć do końca dniówki, w domu mną po prostu trzęsło. Bardzo chciałem obejrzeć nowy sezon, a moja Żona postanowiła, że zabierzemy się za niego dopiero po powrocie ze wsi. Pierwszy wolnym termin został wyznaczony na sobotę, po godzinie 20:00. Nie odwołałem wizyty u rodziców, to by znaczyło, że jestem wręcz uzależniony od Stranger Things. Czekałem, niecierpliwie, sublimowałem to oczekiwanie. Czytałem, pisałem, spacerowałem z psem. W końcu nastał moment, w którym włączyłem pierwszy odcinek…

Przepadliśmy. Oboje. W sobotę obejrzeliśmy pierwsze trzy epizody, resztę łyknęliśmy w niedzielę. Od razu sięgnęliśmy po Beyond Stranger Things. Interesujące rozmowy na temat nowego sezony, które warto zobaczyć po obejrzeniu wszystkich odcinków. W przeciwnym razie trafi się na spoilery, co na pewno zepsuje zabawę. W poniedziałek, po niedzielnym maratonie, w trakcie przerw w pracy, zastanawiałem się, czy nowe Stranger Things było tak samo dobre, jak pierwszy sezon. Na pewno było inne, twórcy odmiennie rozłożyli akcenty w fabule, stworzyli zupełnie nową dynamikę. Dla mnie drugi sezon był solidną narracją, porządną historią, do której na pewno wrócę. Z całą pewnością mogę napisać, że bawiłem się doskonale. Tak samo, jak rok temu, gdy po raz pierwszy trafiłem do Hawkins i śledziłem losy Willa oraz jego przyjaciół.

Sięgając po drugi sezon Stranger Things, liczyłem na coś innego i dostałem to, czego oczekiwałem. Odgrzewany kotlet, czyli dokładnie taka sama konstrukcja, jak w poprzedniej odsłonie, byłaby zwykła porażką. Nie po to czekam rok na drugi sezon, ekscytuję się zajawkami, żeby dostać dokładnie taką samą historię, tylko w innym opakowaniu. Dlatego cieszę się, że bracia Dufferowie nie boją się eksperymentować i traktują narrację serialu, jako całość. Dzięki takiemu podejściu historie bohaterów zostały rozbudowane, wyraźnie zaznaczono ewolucje poszczególnych charakterów. Związki pomiędzy postaciami zostały zdynamizowane poprzez wprowadzenie nowych osób. Max wyraźnie rozbija równowagę wśród grupy przyjaciół i zmusza ich do ponownego ustalenia hierarchii. Dominantą drugiego sezonu Stranger Things są właśnie relacje między bohaterami. Być może dla fanów serialu ten zwrot może wydawać się dziwny, jednak jest w pełni uzasadniony. W końcu pierwszy sezon stanowił wyłącznie prezentację postaci, ich motywacji oraz charakterów. Rozwinięcie wręcz wymagało wprowadzenia większej ilości elementów psychologicznych i obyczajowych. Bez tego świat prezentowany w Stranger Things byłby tylko wydmuszką z jakąś tajemnicą w tle.

Drugi sezon jest świetny, ale spodoba się przede wszystkim tym osobom, które chcą ewolucji serialu, a nie odcinania kuponów. W Beyond Stranger Things bracia Dufferowie wspominali, żę chcą rozwijać swoją opowieść, rozbudowywać bohaterów oraz świat. Jednocześnie obawiam się kolejnych sezonów Stranger Things. Dzisiaj mamy okazję obejrzeć dobrze domkniętą całość, z delikatną wskazówką, że coś ciągle czai się w mroku. Kolejne odsłony mogą niepotrzebnie rozciągać fabułę lub nawet doprowadzić do tego, że interesujący serial stanie się nudnym tasiemcem o problemach nastolatków.