Obejrzałem Polar. Chociaż sądzę, że czasownik „obejrzałem” nie oddaje wagi czynności. Lepszy byłby „wymęczyłem” lub „przetrwałem”. Ten film jest doskonałym przykładem tego, co dzieje się, gdy ludzie tworzą teksty wyłącznie pod dyktando zysku. Tak jakby wrzucenie na początek filmu słów „na podstawie komiksu” usprawiedliwiało braki w wielu innych aspektach. Co z tego, że główną rolę gra Madds Mikkelsen, skoro dostał materiał mierny i beznadziejny?

Nie widzę nic dobrego w tym filmie. Cały materiał przypomina zwykły skok na kasę. Nieudolną próbę wybicia się na popularności Johna Wicka. W centrum fabuły również znajduje się zawodowy morderca, który postanowił zerwać z wykonywaną profesją. Można to uznać za interesujący punkt wyjścia, jednak na tym fundamencie wypadałoby coś zbudować. Potrzebna jest realizacja, której wyraźnie w Polarze brakuje. Dla mnie ten film jest tylko pomysłem, wydmuszką, z której ktoś metodycznie i z godnym pochwały uporem, wyrzucił zawartość. Polar jest boleśnie pusty, nieudolny fabularnie, a na dodatek próbuje sprzedać swoją miernotę, zasłaniając się komiksem.

Może się udawać, że przeniesienie sensów do filmu z powieści obrazkowej, jest banalne. Oba media operują obrazem, zamykają treść wewnątrz konkretnego kadru. Jednak to tylko pozór. Mam wrażenie, że twórcy filmy Polar zapomnieli o jednej, kluczowej, kwestii – odbiorze. Komiks się ogląda i czyta, co wymaga ciągłego zestawiania sensów wyodrębnionych ze słów z tymi zawartych w obrazie. Pojawia się interakcja, jaką jest przewracanie stron, co jest widoczne nawet w wersji cyfrowej. Uwaga odbiorcy skupia się zupełnie inaczej, niż w przypadku filmu, który – przede wszystkim – się ogląda. Obraz staje się tutaj dominantą, dlatego tak istotny dla fabuły jest montaż oraz to, co trafia do kadru. Tutaj – moim – zdaniem leży największa słabość filmu Polar.

Jest przypadkowy. Fabuła poskładana jest z różnych obrazków, które są tylko luźno ze sobą powiązane. Wiele czynności wykonywanych przez postacie, nie ma większego znaczenia dla całości filmu. Podejrzewam, że w zamyśle twórców, miało to prowadzić do estetyzacji przemocy, do upiększenia brutalności tortur oraz rozbryzgujących się głów. Dobrym przykładem realizacji tego tematu, jest film Velvet Buzzsaw. Tam przemoc zostaje poddana solidnej estetyzacji. Mało tego! Zostaje, w dość swobodny sposób, włączona w porządek sztuki wystawianej w galeriach, a więc takiej, która poszukuje uznania w oczach krytyków. A Polar? Obrazki, które w komiksie na pewno by się broniły. Istotna byłaby kreska, dynamika pomiędzy postaciami. Ważny były sposób, w jaki została ukazana akcja. W filmie po prostu brakuje solidnego rzemiosła. Jest za to marketingowa papka, trudna do strawienia i marnująca aktorski potencja Madsa Mikkelsena.

Mnie Polar przypomniał, że komiksowość rządzi się swoimi prawami. Ustawia w określony sposób odbiorcę i bez zrozumienia różnic pomiędzy tymi mediami, trudno mówić o porządnej adaptacji. W jej miejsce pojawia ohydna pulpa wylewająca się z ekranu.