W tym tygodniu dopadł mnie głód narracji. Czasem tak mam, że budzie się we mnie trudna do zaspokojenia potrzeba solidnej opowieści. Zaczynam nerwowo szukać, przeglądać moje analogowe i cyfrowe zbiory. Czasem udaje mi się coś znaleźć i nie mam potrzeby szperania po promocjach na ebooki. A zdarzało się, że nerwowo przeglądałem listę przecen, aby znaleźć jaką interesującą opowieść. Tym razem byłem przygotowany. Lista książek na Kindle’u jest długa, na dodatek miałem jeszcze jedną na półce. Na brak cyfrowej rozrywki również nie mogłem narzekać. Moja lista na Netfliksie jest tak samo obszerna, jak ta na Kindle’u.

Zacząłem analogowo. Od Instytutu Stephena Kinga. Zostaw na bok dyskusje na temat tego, czy korzysta z pomocy ghost writerów. W momencie, gdy jestem na głodzie opowieść, jest to dla mnie całkowicie nieistotne. A więc wpadłem w tę narrację. Pochłonąłem ją. W dwa dni. Zacząłem w niedzielę. W poniedziałek, zaraz po powrocie z pracy, postanowiłem czytać dalej. Skończyłem. Nie żałuję ani minuty, ale dalej szukałem, czegoś do przegryzienia. Złapałem za Kindle’a. Tam czekała na mnie Ludzkość poprawiona Grzegorza Lindenberga oraz Narratologia Pawła Tkaczyka. W środę już było po wszystkim. Obie przeczytane. Pierwsza bardzo wartościowa, ciekawa, pełna godnych uwagi źródeł. Druga była dla mnie zebraniem wszystkiego, czego nauczyłem się na pierwszy roku studiów na wstępie do literaturoznawstwa i wstępie do kulturoznawstwa. Nic nowego.

Nienasycenie pozostało. Mniej drażniące, mniej dekoncentrujące, ale jednak było. Netfliks? Serial? Film? Raczej serial, bo więcej odcinków, ale też jest ryzyko. Historia może być miałka, rozwleczona na kilka wątków, z czego kilka będzie denerwujących. Wybrałem 13 przykazań. Kryminał, z wątkami społecznymi. Jeszcze nie skończyłem, ponieważ niektórych wątków nie mogę przeboleć. Dyskusja na temat kondycji społeństwa i relacji międzyludzkich jest ciekawa wtedy, gdy prowadzi do głębi problemu. Jazda po lodowatej powierzchni to za mało. Może jeszcze będzie lepiej. Film też padł. Game changers. W Internecie trafiłem na fragment Twitterowej dyskusji na temat tego obrazu. Wymiana zdań była pełna nienawiści, a sam film warto obejrzeć. Skonfrontować się, zastanowić, bo jest w tym dokumencie kilka ciekawych spostrzeżeń. Głównie dotyczących maszyn rozpędzonych maszyn marketingowych i tego, jak kontrolują nasz świat.

Przyszedł piątek. Z rozpędu przesłuchałem polski podcast reporterski Śledztwo Pisma. Porządna rzecz, warto posłuchać. Za tydzień będzie ostatni odcinek, więc jest co nadrabiać. Zacząłem też wirtualną przygodę w The Outer Worlds. Powoli pojawia się we mnie poczucie nasycenia. Już przestają pochłaniać opowieści, budzi się we mnie krytyczne spojrzenie na poruszane w nich wątki. Dochodzi do głosu powoli i za chwilę znowu stanę się wybredny. Do następnego uderzenia głodu, do kolejnego nerwowego poszukiwania narracji do pożarcia.