Jestem matką Netfliksa to doskonały przykład zmarnowanego pomysłu. Komuś w głowie obijała się idea stworzenia świata, w którym zbuntowane roboty niszczą ludzi, a potem odbudowują nasz gatunek, ale w zgodzie z maszynowymi przekonaniami. Sztuczna inteligencja uruchamia projekt „Ludzkość 2.0”. Co prawda najpierw dokonuje usunięcia wersji 1.0, przez co nie zdobywa zbyt wielkiej przychylności. Ileż wątków można tutaj poprowadzić! Twórcy doskonale prowadzili narrację, ale kompletnie zniszczyli zakończenie.

Najpierw ograniczyli percepcję odbiorcy. Jako widz dostałem dostęp jedynie do jednego schronu oraz robota wychowującego dziewczynkę. Gdzieś w tle majaczyły rozmowy na temat zarazy, która zdziesiątkowała ludzkość, dyskusje na temat bezpieczeństwa i przebywania w schronie. Budowane jest poczucie zagrożenia i odcięcia od zewnętrznego świata. Robot jest dziwny. Opiekuje się i kontroluje rozwój głównej bohaterki. Jednak jest w tym jakiś plan, projekt, które nie widać na pierwszy rzut oka. Gdyby twórcy pozostawili na scenie jedynie te dwie postacie, wyszedłby ciekawy film. Nie. Najwyraźniej w obrazie było zbyt samotnie. Dorzucili jeszcze jednego człowieka. Tym razem z zewnątrz. Tutaj wszystko zaczyna się psuć.

Postać uciekinierki, która przez przypadek dobija się do wrót schronu, jest źle napisana. Jej słabość polega na tym, że zupełnie rozwija swojego charakteru. Jest płaska. Niby ma manipulować, sprowadzić główną bohaterką na złą drogę i zniszczyć zaufane do robota. Plan dobry, realizacja kiepska. Efekt jest opłakany. Nowa postać, zamiast zdynamizować relacje, jedynie nieudolnie je niszczy. Jest sztuczna w swoich tyradach, brakuje jej wiarygodności i charyzmy. W Jestem matką zajmujące byłoby zderzenie świadomego człowieka, który przetrwał zagładę z osobą ukształtowaną przez sztuczną inteligencję. Tego nie ma. W zamian otrzymałem nudną konfrontację kukły z główną bohaterką. Na dodatek sytuację pogorszyło wyjście ze schronu.

Skoro tak długo twórcy trzymali w tajemnicy świat zewnętrzny, to oczekiwałem ciekawej prezentacji apokalipsy. Zawiodłem się. Pola kukurydzy, mgła, jakieś wybrzeże i porozrzucane kontenery. Na dodatek kukła cały czas gada, opowiada historie, które – delikatnie mówiąc – nie mają zbyt wiele sensu. Schyłek narracji pokazuje, że twórcom zabrakło pomysłu na zamknięcie. A przecież mogli wykorzystać konflikt dziecka z rodzicem, zrobić z Jestem matką nowoczesną grecką tragedię, która rozgrywa się w czasach apokalipsy. Kultura posiada setki schematów opowiadających takie historie. Najwyraźniej każdy z nich był mało atrakcyjny i najlepszym wyjściem było napisanie nudnego, psującego wrażenia z całego filmu, zakończenia.

Jestem matką warto obejrzeć, jednak nie ma sensu robić sobie nadziei na ciekawe zamknięcie. Zabrakło pomysłu. Zakończenie, zamiast być kontrapunktem dla otwarcia, jest niemrawym sypnięciem piaskiem sensu w oczy widza. Rozczarowuje.