W tym tygodniu skończyłem najnowszą książkę Krzysztofa Piskorskego. Czterdzieści i cztery przeniosło mnie w świat oparty na alternatywnej historii. Ludzie ujarzmili moc próżni, posługują się eterem w celu odwiedzania innych wersji rzeczywistości. Tworzą posterunki w tych alternatywnych światach, traktują je jako rezerwuary zasobów. To wszystko stanowi skomplikowane tło, bo na pierwszym planie jest Elimia Żmijewska i jej misja. Ma zabić zdrajcę, Konrada Załuskiego, wyrok na niego został wydany przez Radę Emigracyjną i Juliusza Słowackiego. Krzysztof Piskorski osadził akcję swojej powieści pod koniec XIX wieku, co pozwoliło mu połączyć mesjanizm, gnostycyzm, maszyny napędzane parą i tajemniczą siłę eteru.

Połączenie to może pierwszej chwili wydawać się szalone. Jednak autor w interesujący sposób buduje równowagę w narracji, przez co tworzy wyjątkową atmosferę. Czeterdzieści i cztery zapewnia przede wszystkim ciekawą rozrywkę, a budowaniu kontekstu służą treści z epoki (listy, poematy), które otwierają każdy rozdział. Autor doskonale się przygotował, zanurzył się w XIX wieku i w brawurowy sposób go zdemontował. Wystarczyło wprowadzić jeden element – eter i na nim oprzeć rozwój technologi. Dzięki temu świat wygląda inaczej, ale społeczeństwa są dalej ukształtowane w sposób znany nam z XIX wieku. Mamy jasny podział na klasy, w obrębie których egzystują przywoływane postacie. Krzysztof Piskorski prezentuje nie tylko świat arystokracji, sięga także po osoby o znacznie mniejszym posiadaniu. Kontrast domostw, które odwiedza Emilia Żmijewska, oddaje stan majątku poszczególnych postaci. Czterdzieści i cztery buduje przekrój społeczeństwa z końcówki XIX wieku, dodatkowo podkręcony przez wątki rewolucyjne.

Książka może wydawać się „dziwna”, momentami niepokojąca, nieprzystająca od znanych gatunków literackich. Nie warto myśleć o Czterdzieści i cztery jako o powieści science fiction. Zbyt wiele tutaj rzadko spotykanych połączeń. Zresztą dla fantastyki naukowej istotnym elementem jest nauka, której w Czterdzieści i cztery jest niewiele. Przeważają wątki mistyczne, co pozwala zakwalifikować powieść jako realizację weird fiction. Te podgatunek fantastyki powstał na przełomie XIX i XX wieku, stanowił połączenie wątków mistycznych i naukowych. Do autorów piszących tego typu narracje zalicza się H.P Lovecrafta. Krzysztof Piskorski dołącza do tej grupy za sprawą Czterdzieści i cztery. Jednak muszę zaznaczyć, że jest to książka gorsza od Cieniorytu, który mnie zachwycił.

W najnowszej powieści brakuje przekonywujących bohaterów. Gdzieś umknęły charaktery. Autor wprowadził do narracji wiele różnych osób, często znanych nam z historii powszechnej. To sprawiło, że powstał tygiel, w którym utonęły postacie wyraźnie. Nie mogą się przebić przez wielkie nazwiska, które zmieniły kształt znanego nam świata. Krzysztof Piskorski gra ciekawie postaciami historycznymi, ale odniosłem wrażenie, że zabrakło pomysłu na te fikcyjne. Cienioryt był pełen interesujących bohaterów, pomimo świetnej narracji, w Czterdzieści i cztery, najbardziej tęsknię za prawdziwymi charakterami. Bez nich powieść staje się interesujących projektem, realizacją alternatywnej historii, z którą warto się zapoznać.