Weekend minął mi pod znakiem dziwnych filmów. Zaczęło się od Mumii, potem był Wielki Mur, a na koniec Conan Barbarzyńca. Wszystkie te tytuły miały swoją premierę po 2010 roku, także tym razem postawiłem na nowości. Najmocniej rozczarowała mnie Mumia, pomimo tego, że główną rolę grał tam Tom Cruise. Wielki Mur i Conan Barbarzyńca były do zniesienia. Po prostu. Nic szczególnie zachwycającego. Jednak wszystkie te filmy łączy jedna rzecz.

Każda z tych produkcji posiadała kompletnie rozwaloną linię fabularną. Narracja cały czas się rwała. Wielokrotnie miałem wrażenie, że wątki były ucinane lub pomijane. Na dodatek historie bohaterów przedstawiono w sposób pobieżny. Tak jakby dla widza istotne były wyłącznie sceny akcji. Kto by się tam przejmował historią świata przedstawionego? I tak widzowie potem zapomną, tyle mają teraz do oglądania, pomiesza się im to. Najwyraźniej nowoczesne kino akcji uwielbia skróty, szarpanie opowieści i wartką akcję. Nawet jeżeli nie ma ona absolutnie żadnego umotywowania. Na ekranie coś ma się dziać, tyle, koniec i kropka. Domyślanie się warto zostawić krytykom, w końcu uwielbiają się w tym babrać. Widz ma się dobrze bawić i nie być specjalnie obciążony przez historię.

Mumia to doskonały przykład spłycania historii bohaterów. O każdym po dwa, najwyżej trzy, słowa i do akcji. Po co przedstawiać historię kogokolwiek? Doktor Jekyll szuka artefaktów oraz demonicznych stworzeń? Interesuje go natura zła, bo sam ma diabła za skórą? Nie warto o tym opowiadać, mało istotne szczegóły, które w ogóle nie mają znaczenia dla fabuły. Oglądałem Mumię i zastanawiałem się nad tym, jak doskonale musiał się ukrywać. Pewnie jakaś współpraca z rządem, spiski, opłacanie urzędników. Mnóstwo rzeczy dało się z tym wątkiem zrobić, aby podnieść, i tak do bólu mierną, jakość filmu. Najwyraźniej twórcy stwierdzili, że nie ma czego ratować i brnęli dalej w bezsens swojej opowieści. Skoro i tak wszystko rozłazi się w szwach, to po co to ratować? Niech upadnie, niech narracja się rozwali. Mało ważne, nikt się nie zorientuje. Wyniki finansowe oraz oceny widzów i krytyków wskazują na to, że jednak ktoś dostrzegł tę beznadziejności.

Natomiast Wielki Mur to festiwal skrótów narracyjnych. Na Chiny spada zielony meteoryt, a potem wyłażą z niego potwory. Budują tytułowy Mur, aby się przed nimi bronić. Wysłali kilku zwiadowców, ale nikt nie wrócił, to przestawi wysyłać. Proste. Inny fragment! Nagle okazuje się, że potwory potrafią kopać. Nikt, absolutnie nikt, nie zauważył tego, że pod Murem rąbią tunel, pomimo ciągłych patroli i obserwacji. Przyznaję, że w tym momencie byli trochę zdekoncentrowani, ale takiego tunelu nie da się wykopać w 10 minut. Co z ziemią? Żarły ją? Wynosiły na wybieg dla potworów, jak w Skazanym na Shawshank? Takich dziwnych niedopowiedzeń jest multum. Po obejrzeniu filmu miałem w głowie trochę obrazków z walk i mnóstwo pytań dotyczących motywacji bohaterów oraz konstrukcji świata.

Z tych trzech perełek mogę polecić Conana Barbarzyńcę. Też trochę poszarpany i wątpliwy, ale jak macha mieczem!