Będzie trochę prywaty. Ten felieton powstaje pod wpływem mieszanki różnych uczuć. Od zmęczenia, przez rozczarowanie, po niecierpliwe oczekiwanie na dłuższy weekend. W każdej egzystencji zdarzają się okresy wzmożonej aktywności. W różnych formach. Bywa, że przytłoczy człowieka praca, a innym razem życie prywatne. Co mnie przemieliło? Wszystko po trochu, a jednak nie czuję się całkowicie wyczerpany. Ciężko mi zebrać myśli, usiąść do pisania, nastukać te 400 słów. I w takich chwilach dociera do mniem jak bardzo to lubię.

Dziwnie to zabrzmi, ale klepanie w klawiaturę mnie uspokaja. Pozwala mi na chwilę skoncentrować się wyłącznie na tworzonym tekście. Na białej kartce powoli pojawiają się kolejne litery, wraz z nimi słowa, aż dobijam do akapitu. Gdzieś między tym wszystkim plącze się sens, główny temat konkretnego tekstu. Wraz z ostatnią literą dopada mnie poczucie spełnionego obowiązku… Chociaż nie wiem, czy to dobre słowo… Po prostu czuję, że coś skończyłem. Jak w przypadku gier komputerowych. Moją nagrodą jest napisany tekst. Utrzymany na przyzwoitym poziomie, bo wolę być solidnym rzemieślnikiem, niż okazjonalnym artystą. A teraz ciekawostka – ukończenie tego akapitu już pozwoliło mi podładować baterie. Skupiam się coraz bardziej, a słowa same płyną.

Przyjemne uczucie. Z tego powodu lubię pisać. Składanie tekstów było dla mnie zawsze pewną formą snucia opowieści. Raz ciekawej, a innym razem trochę rozwleczonej. Bo same historie bywają różne. Są takie, które piszą się same. Wystarczy dać poprowadzić się intuicji, a litery same wskakują na ekran. Bywają także takie, które najpierw wymagają wstępnego uporządkowania w postaci notatek. Wtedy sięgam po mój notes, po pióro i wyrzucam z siebie to, co chciałbym przekazać. Najśmieszniejsze jest to, że te elementy czasem nie trafiają do ukończonego tekstu! Zostają sobie w notatniku. Być może analogowe pisanie pozwala mi wyzbyć się śmieci z głowy? Możliwe, chociaż zdarza mi się także notowanie pomysłów lub spostrzeżeń. Potem do nich wracam, weryfikuję je i czasem przekuwam w dłuższy tekst.

Dotarłem do ostatniego akapitu. Nie czuję się już zmęczony, jak w chwili, w której stawiałem pierwszą literę w tym tekście. Musiałem się zebrać w sobie, ponieważ jest czwartek, a o 21:00 nagrywam kolejny odcinek „WWWłaśnie Podcastu”. W ramach mojej współpracy z DailyWeb. Pewnie znowu pogadamy o tym, co nas poruszyło w ostatnim tygodniu. Wymienimy się doświadczeniami z codzienności. Pożegnamy się, ja wyjdę z psem, a później znowu usiądę do pisania. W ramach wieczornego relaksu wyklepię kilkaset słów, dla spokojnego snu. Już pomijam fakt wykreślania kolejnych zadań z listy. To również poprawia mi humor i daje poczucie zrealizowanego celu. Drobiazg, a jednak motywuje do dalszego pisania. Do ściągania z listy pomysłów kolejnych tematów. A potem i tak dopisuję kolejne. Już dawno zauważyłem, że pod koniec każdego miesiąca mam więcej inspiracji, niż napisanych tekstów. W sumie to dobrze! Zawsze udaje mi się wygrzebać coś, co mogę ubrać w cyfrowe literki.