Strona 2 z 95

Literat przegląda Internet #120

Przegląd sam się nie zrobi! Dostrzegłem kilka interesujących treści w Internecie. Co ciekawe, nie wszystkie dotyczą game designu! Szok! Niedowierzanie! A jednak tak się złożyło! W końcu ile można czytać o giereczkach? (Wszyscy doskonale wiemy, że w nieskończoność, to pytanie retoryczne).

Kilka słów na temat cen gier. Skąd biorą się koszta?

Sztuczna Inteligencja powinna być wyzwaniem dla gracza!

Felieton Łukasza Orbitowskiego na temat alpinizmu.

A także wypowiedź Radosława Teklaka na ten sam temat.

Interesująca animacja pokazują przyrost ludności.

Cyfrowe doświadczenia

Czy absolutnie każde ludzkie doświadczenie musi być obecnie przefiltrowane przez ekran smartfona? Okazuje się, że ten niewielki komputer, który nosimy w kieszeni całkowicie włada naszym postrzeganiem świata. Nie mam na myśli poglądów politycznych lub ogólnego stanu umysłowego. Widziałem ludzi dosłownie obserwujących rzeczywistość za pomocą ekranu smarfona.

Kilka miesięcy temu, razem z Żoną, udaliśmy się na koncert Korteza. O wrażeniach – być może – napiszę innym razem, obecnie chciałbym skoncentrować się na widowni. Szczególnie na osobach chętnie korzystających ze smarfonów. Wielu wrzuciło fotkę na Instagrama, aby potwierdzić, że uczestniczy w kulturze. Nie mam zamiaru krytykować takiego postępowania. Od jednego zdjęcia jeszcze nikt nie umarł, zawsze to jakieś wspomnienie, nawet to wrzucone do cyfrowej rzeczywistości. Znacznie większym problemem są osoby, które nie potrafią odkleić się od ekranu. Nie tyle ciągle coś sprawdzają, pewnie czekają na lajki pod zdjęciem z koncertu, ale ślepo wpatrują się w ekran, zamiast obserwować scenę. Oczywiście, to już jest nagminne w kinie, spotkałem się z takim zachowaniem nawet w teatrze. Jednak na koncercie Korteza doświadczyłem prawdziwego ekstremum.

Dwie młode panie, w wieku studenckim, prowadziły relację na żywo z całego wydarzenia. Na zmianę siedziały z wyciągniętym smarfonem w kierunku sceny i skrupulatnie nagrywały utwór po utworze. Wszystko mogli obejrzeć ich znajomi na Facebooku. Wspaniały gest, prawda? Posłuchać sobie muzyki przetworzonej przez mikrofon smartfona. Jeżeli ktoś lubi takie partyzanckie nagrania, to życzę miłej zabawy. Natomiast cały czas zastanawiam się, co z koncertu zapamiętały trzymające smartfony panie. To, że cierpły im ręce, a chciały wrzucić jak najdłuższy materiał? A może powoli umierającą baterię? Tragedia! Jak potem wrzucą zdjęcie, że koncert się skończył! Nie odpiszą na komentarz! Nic nie będą w stanie zrobić. W ich głowach zapewne pojawiały się mroczne scenariusze, Kortez prosi do wspólnego zdjęcia, a tu NIE DA SIĘ GO ZROBIĆ, BO BATERIA PADŁA, TRZEBA KOGOŚ POPROSIĆ, JAK W ŚREDNIOWIECZU, GDY APARATY BYŁY Z KLISZĄ. Takie koszmary je męczyły na koncercie, ale chęć podzielenia się swoją radością na Facebooku ciągle brała górę.

Jaki sens ma obecność na koncercie, jeżeli scenę ogląda się na ekranie smartfona? Takie zachowanie jest pozbawione drobin zdrowego rozsądku. Trzymać w dłoniach telefon, gadać z koleżanką, pokazywać sobie ilość polubień i komentarze, i zupełnie ignorować, to co dzieje się na scenie. Artysta okazuje się tylko pretekstem do wrzucenia filmu, zrobienia zdjęcia. Doświadczenie, jakiekolwiek przeżycie, nie jest kompletne, jeżeli nie zostało wrzucone do cyfrowego świata. Nie dzielisz się materiałami z wyjazdów w mediach społecznościowych? Przykro mi, najwyraźniej prowadzisz smutne życie, siedzisz w domu, beznamiętnie klepiesz w klawisze i coś tam sobie skrobiesz na cyfrowych kartkach. Twoje życie to fikcja, bo opowiadasz o wydarzeniach i doświadczeniach, które nie zostały cyfrowo udokumentowane.

Sam dużo czasu spędzam, wpatrując się w smartfona, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby przez ekran telefonu oglądać koncert. Bzdura! Głupota! Coś takiego powinno się piętnować!

Impulsywne przeglądanie

Środa, końcówka stycznia 2018 roku. Późne popołudnie, taski zakończone, można odpoczywać. Wcześnie warto przygotować sobie jakiś obiad, żeby się siedzieć o przysłowiowym suchym pysku. Pogoda jak pod psem, zimno, nieprzyjemnie, żadnej motywacji, aby opuścić ciepłe i suche miejsce. Rozwiązania same się nasuwają – granie, czytanie, oglądanie. Poszukuję tego, przy czym odpocznę najbardziej. Wybieram ostatnią możliwość.

Będę oglądał. Nie wiem jeszcze co. Obserwuję klęskę urodzaju obrazów. Uśmiecha się do mnie YouTube. Mam tam zapisanych kilka materiałów na temat programowania oraz game designu. Nie będę myślał w środę, tym bardziej późnym popołudniem. Połowa tygodnia, trzeba uspokoić umysł, aby dotrwać do weekendu. HBO GO? Odpada! Czekam na kolejny sezon Doliny Krzemowej, może wcześniej obejrzę sobie poprzednie, ale teraz nie mam na to ochoty. Humor dotyczący cyfrowego świata bardzo mnie bawi, dopóki nie zdam sobie sprawy z tego, że wiele z tych problemów przerobiłem w trakcie pracy. Zostaje Netfliks! Niezmierzone pola nieskończonych możliwości! Słuszna droga, zbawienie miłośników oglądania filmów i seriali. Chociaż bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że jest to przestrzeń dla tych, którzy lubią przeglądać.

Przekleństwem Netfliksa jest katalog, w którym można utonąć. Nic takiego nie zdarzyło mi się w Spotify. Nigdy nie ugrzęzłem w przeglądaniu tytułów oraz wykonawców. Gdybym powiedział, że podobnie mam, gdy wpadam na Netfliksa, to zwyczajnie bym skłamał. Płacę za możliwość przeglądania obrazów w katalogu. Czasem czytam opisy, kompletnie nie zwracam przy tym uwagi na gatunek. Interesujący sposób spędzania wolnego czasu – grzebanie w ofercie serwisu streamingowego, tylko po, aby nic nie znaleźć, ale dołożyć kilka filmów do listy. Od razu człowiek staje się szczęśliwszy! Mam co oglądać, bo dodałem nowe tytuły. W czasie spędzonym na poszukiwania, na pewno mogłem obejrzeć przynajmniej dwa odcinki jakiegoś serialu…

Wyjątkowo w środę, podejrzewam, że w ostatniej chwili, zorientowałem się, że katalog zaczyna mnie wciągać jak bagno. Otrząsnąłem się! Wyrwałem się! Odniosłem mały sukces! Dlatego postanowiłem go uczcić. Wybór padł na serię Comedians in Cars Getting Coffee. Niespodzianka – nie obejrzałem wszystkich odcinków! Postanowiłem, że wybiorę rodzynki z ciasta i skoncentruję się tylko na tym, co mnie zainteresowało. Kierowałem się rozpoznawalnością nazwisk. Szyba selekcja i swoją przygodę z Comedians in Cars Getting Coffee zakończyłem w ciągu 90 minut. Obejrzałem tylko kilka odcinków, nie czuję potrzeby, aby wracać do tej serii.

Skorzystałem z wolności, którą dał mi serwis streamingowy. Nie czuję się winny. To dobrze, że mogłem sam zdecydować o swoim czasie, nawet jeżeli wcześniej musiałem zwalczyć pokusę przeglądania katalogu. Jednocześnie nie mam zadania na temat programu Comedians in Cars Getting Coffee. Kilka odcinków, kilka znanych nazwisk, materiały o różnej jakości. Dla mnie był to zapychacz czasu, idealny do obiadu odgrzanego w późne środowe popołudnie.

Strażnicy patosu

Udało mi się! Po wielokrotnym odkładaniu w końcu obejrzałem drugą część Strażników Galaktyki. Nigdy nie byłem fanem tej serii i mam wrażenie, że już nim nie zostanę. Polecano mi oba filmy jako najbardziej wyluzowane ekranizacje komiksów. Mówiono mi, że będę się doskonale bawił i śmiał do rozpuku. Nic takiego się nie wydarzyło.

Pierwsza część dostarczyła mi odrobinę rozrywki. Jednak przez cały czas miałem wrażenie, że czegoś jej brakuje, że zaprezentowana fabuła jest zlepkiem kompletnie przypadkowych wydarzeń. Postacie były dla mnie obojętnie. Ani szop, ani wyjątkowo elokwentne drzewo mnie nie zachwyciły. Pierwsza część miała swoje lepsze i gorsze momenty, odebrałem ją jako średnią, ale zapewniającą odrobinę zabawy. Liczyłem na to, że w przypadku kolejnej odsłony Strażników Galaktyki będzie podobnie. Rozczarowałem się.

Rozumiem, że superbohaterska konwencja wymaga odrobiny patosu. Ratowanie świata lub galaktyki, budowanie relacji pomiędzy postaciami, opisywanie ich historii – jest mnóstwo miejsc, w które można wstawić podniosłe sceny. Jednak musi zostać zachowana, przynajmniej szczątkowa, równowaga. Tego elementu brakuje w drugiej części Strażników Galaktyki. Patos po prostu leje się z ekranu trudnym do opanowania strumieniem, kiepskie żarty tylko pogrążają film. Gdzie humor, zabawa? Dlaczego wszystko w najnowszych Strażnikach Galaktyki jest tak nieznośnie podniosłe? Mnie ten film pokazał, że kino superbohaterskie już przeżyło swoje złote lata i teraz coraz częściej będzie oscylowało wokół nieznośnie nudnych widowisk. Z obowiązkowym superherosem w tle oraz ratowaniem świata. Bez tego się nie obejdzie!

Uwielbiam komiksy, niektóre filmy o superbohaterach oglądałem kilka razy. Jako młodzieniec uwielbiałem animowanego Batmana oraz Iron Mana. Ich najnowsze wcielenia również doceniłem. Nawet pierwsza część Avengers była dla mnie interesującym przeżyciem. Niestety, od pewnego czasu, nie potrafię wskazać konkretnej daty, czuje się zmęczony tym superbohaterskim kontekstem. Dość mam ratowania świata, gadżetów, technologii, genetycznych mutacji i bogów z Asgardu. Popkultura uwielbia wskrzeszać historie i bohaterów, niestety potrafi ich także bezpardonowo zarzynać. Wynika to z powtarzalności, z nadmiaru, z konieczności wciskania superherosów w każdą, nawet najmniejszą szparę.

Nie czekam na żadną nową odsłonę z dowolnego uniwersum. Mam dość. Odpuszczam sobie superhersów we wszystkich postaciach. Jestem zmęczony ich ciągłą obecnością na ekranie. Dla mnie druga część Strażników Galaktyki kumuluje wszystko to, co jest najgorsze w kinie superbohaterskim. Moim zdaniem zbliżamy się do nieuchronnego końca tego popkulturowego szaleństwa. Pozostaje sobie odpowiedzieć na pytanie, co będzie następne? Co i kto zostanie wskrzeszone i wystawione na pastwę odbiorców? Były wampiry, zombie, superherosi. Podejrzewam, że w najbliższym czasie będziemy świadkami narodzin nowej mody.

Literat przegląda Internet #119

Skończyłem kolejny sezon Grimma! Przypłaciłem to lekkim niewyspaniem się i tak do końca nie jestem przekonany, czy było warto… Na szczęście przyszedł piątek, mogę spokojnie odpocząć przez weekend!

Max Payne i spowalnianie czasu. Mała rzecz, a cieszy.

Jak dobrze balansować gry?

Za pornografię bierze się Sztuczna Inteligencja!

Co będzie się działo z ludźmi w trakcie długodystansowych podróży międzygwiezdnych?

Co to jest literatura ambitna? Kiedy pisarz staje się twórcą ambitnym?

Page 2 of 95

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén