Strona 2 z 76

Literat przegląda Internet #79

Pies wyprowadzony, lista przesłuchana – można zaczynać weekend! Czeka mnie odrobina sprzątania, przed którą nie ucieknę. Mam nadzieję, że pójdzie szybko i względnie bezboleśnie. Prosta sprawa – zbliżają się święta, więc trzeba ogarnąć mieszkanie.

Drażnienie graczy i wpływ emocji na rozgrywkę.

Kto tworzy gry? Wizjonerzy? A może zespoły?

Ile warte są recenzje gier?

Czy trzeba zarejestrować swój komputer?

Twórca, jako zakładnik odbiorców. Cieszę się, że blogerzy zaczynają dostrzegać zjawiska, które w kulturze istnieją od dawna.

francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

Niedowiarek #6 – Wielkie mikropłatności

Nie jestem typem gracza, który chętnie dzieli się swoimi pieniędzmi z twórcami. Wolę zapłacić raz i mieć, niż ciągle dokładać się do jakiejś cyfrowej produkcji.

//Muzyka Kei Engel – Scenery (CC BY 4.0)

Czytanie wymuszone

Muszę przyznać, że ostatnie książki nie dostarczyły mi zbyt wielu interesujących czytelniczych przeżyć. Wyjątkowo zacznę od największego rozczarowania, ponieważ zupełnie się go nie spodziewałem. Przed książką, którą tak mnie zawiodła, przeczytałem thriller i powieść kryminalną. Wiedziałem czego się spodziewać, literatura popularna ma swoje jasne zasady. Dlatego w przypadku tekstów na wskroś artystycznych oczekuję czegoś innego, odmiennego przeżycia artystycznego. Zwykł mi go dostarczać Jerzy Pilch, którego zawsze byłem wiernym fanem i propagatorem.

Moja przygoda z prozą tego autora zaczęła się od Miasta utrapienia. Tekst ten pozostaje moją ulubioną książką Jerzego Pilcha. Potem już było z górki i czytałem absolutnie wszystko to, co wpadło mi w ręce, a było podpisanie imieniem i nazwiskiem autora Pod Mocnym Aniołem. Za każdym razem przeżywałem istne olśnienie, z trudem opuszczałem efemeryczny świat przedstawiony, z rozpaczą porzucałem oplatającą czytelnika narrację, której Jerzy Pilch jest mistrzem. Właśnie tego wszystkiego zabrakło mi w Portrecie młodej Wenecjanki, podobnych książek napisano setki. Opowieści o rozstaniach, utraconych miłościach znamy wszyscy. Co prawda w Portrecie młodej Wenecjanki momenty pilchowskiego olśnienia, ale brakuje szkieletu, na którym trzymałaby się narracja. Gdzieś w tle majaczy genialny pomysł, idea, która mogłaby pociągnąć całą fabułę – spis rozczarowań miłosnych. A z czytelniczego doświadczenia wiem, że Jerzy Pilch jest mistrzem tworzenia wszelkiego rodzaju spisów.

Literatura artystyczna powinna być wyzwaniem intelektualnym, a Portret młodej Wenecjanki jest strawą mdłą, całkowicie pozbawioną wyrafinowania. Nic tam się nie sprawdza. Brakuje wielowarstwowej narracji, celnej ironii, zabawy słowem, scalania świata z porozrzucanych rozczarowań. Miłości, która w założeniu ma być tematem tej powieści, nie ma w ogóle – ani między bohaterami, ani między tekstem, a czytelnikiem. Przez cały czas miałem wrażenie, że Portert młodej Wenecjanki jest literaturą opartą na wymuszeniu. Ktoś zmusza się, aby pisać, a ktoś inny zmusza się, aby czytać. Z przykrością stwierdzam, że jest to pierwsza powieść Jerzego Pilcha, która nie pozostawiła we mnie żadnego śladu. Więcej radości dały mi średni thriller i całkiem solidny kryminał, które czytałem wcześniej. Jeżeli ktoś ma zaczynać wielką przygodę z prozą Jerzego Pilcha, niech POD ŻADNYCH POZOREM nie sięga po Portret młodej Wenecjanki. Może się to skończyć rozczarowaniem i niechęcią wobec autora.

Rozumiem, że Jerzy Pilch zmaga się z chorobą utrudniającą tworzenie literatury. Jednak moim obowiązkiem, jako osoby opisującej swoje wrażenia z konfrontacji z tekstem, nie jest usprawiedliwianie dzieł średnich, dzieł pozbawionych polotu i będących sztampowymi zlepkami literackich impresji. A Portret młodej Wenecjanki po prostu obfituje w te wszystkie elementy. Nie pozostaje mi nic innego, jak pogodzić się z rozczarowaniem i sięgnąć po inną książkę. Być może inny autor mnie nie zawiedzie i dostarczy mi intelektualnych wyzwań i estetycznych przeżyć?

Literat przegląda Internet #78

Piątek to idealny dzień na przejrzenie zebranych tekstów. Przyzwyczaiłem się, że robię to zawsze po zakończeniu listy przebojów i chyba będę pielęgnował ten nawyk. Dzisiaj będzie trochę więcej oglądania.

Dlaczego gamedev, wciąż lubi planszówki?

Lubicie klasyczne, papierowe RPGi? To zachęcam do przeczytania tego tekstu!

Lochy i smoki jako forma terapii? Dlaczego nie!

Valerian! Jedna z moich ulubionych powieści graficznych zostanie zekranizowana!

Nie wszystkie animacje się udały…

Mój rok w gamedevie

Ostatni rok spędziłem, pracując w gamedevie. Moja historia nie jest jedną z tych narracji, o bohaterskiej rozmowie kwalifikacyjnej, zachwyceniu rekrutera i brawurowym podbiciu świata. W moim przypadku było dokładnie tak, jak bywa w życiu, czyli znacznie mniej kolorowo. Najnormalniej w świecie odpowiedziałem na ofertę pracy, podpiąłem złe CV i okazało się, że zostałem zaproszony na rozmowę. Było to jedno z najbardziej konkretnych spotkań, na jakich byłem w życiu. Po kilku dniach oczekiwania okazało się, że dostałem tę pracę.

Najpierw sprawa złego CV. W tym samym czasie, czyli w marcu 2016 roku, składałem dokumenty związane z otwarciem przewodu doktorskiego. Jednym z wymagań jest naukowe curriculum vitae. Jak łatwo się domyślić, jest to dokument wielostronicowy, a na potrzeby rekrutacji miałem przygotowaną znacznie krótszą wersję. Coś pomieszałem i w odpowiedzi na ofertę załączyłem długie, bardzo dokładne CV. Jak widać, musiała to być zajmująca lektura, ponieważ na rozmowę zostałem zaproszony i najwyraźniej wypadłem całkiem nieźle, bo dostałem pracę. Pewnie zastanawiacie się, o jaką posadę się starałem. Game designer, bo lubię gry i pewnie będę mógł je projektować? A może project manager, bo kierownicze stanowiska odpowiadają ludziom mojego wykształcenia? Nie, im jestem starszy, tym mocniej stąpam po ziemi. Rok temu moje doświadczenie w świecie giereczek ograniczało się do zamiłowania do cyfrowej rozrywki oraz dziennikarstwa związanego z pisaniem felietonów i recenzji o grach komputerowych. Dlatego postanowiłem, że dobrym startem będzie obsługa klienta. Tak, swoją przygodę z gamedevem zacząłem od supportu, od odpowiadania na tickety i od długich rozmów z graczami.

Dzisiaj zajmuję się głównie projektowanie różnego rodzaju mechanik oraz analizą danych. Cieszę się, że pierwsze miesiące spędziłem na obsłudze bieżących zapytań klientów. Daje to niezwykle interesującą perspektywę. Dzisiaj, pracując nad nowym elementem gry, cały czas mam z tyłu głowy reakcje graczy. Wiem, jakie pytania mogą zadawać, na czym się poślizgną, zdaję sobie sprawę z tego, że to, co dla mnie jest jasne i oczywiste, dla nich może być zagmatwane. Do statystyk, które obserwuję i zbieram, mogę zbudować interesujący kontekst. Po prostu przez pierwsze miesiące poznawałem środowisko gry od podstaw, od fundamentów. Byłem na pierwszej linii frontu i odpierałem kolejne fale zapytań. Nigdy nie lekceważcie pracy supportu! NIGDY! Ci ludzie robią niesamowitą robotę! Gdyby nie oni pierwszy lepszy game designer by pękł pod naporem zapytań. Tak jak we wszystkich grach – dobry support to podstawia. Warto pamiętać także o tym, że obsługa klienta stanowi wsparcie także dla osób pracujących przy innych aspektach gry. Dlatego trzeba być w stałym kontakcie z tym działem i słuchać tego, co mają do powiedzenia.

Rok temu byłem na pierwszej linii frontu. Do dzisiaj odpisuję na wątki związane z moimi projektami oraz zbieram informacje na temat kolejnych aktualizacji gry. Dzięki temu cały czas trzymam rękę na pulsie i mam dodatkowe informacje, które pozwalają mi na precyzyjniejsze opisywanie danych. Mam wrażenie, że bez tych pierwszych miesięcy na supporcie moja praca miałaby znacznie mniejszą wartości. Dzisiaj znacznie lepiej wiem, jak budować komunikaty dla graczy, jak tworzyć dla nich FAQ, jak szukają odpowiedzi i kogo, o nie pytają. To niezwykle cenne informacje!

Dwanaście miesięcy w gamedevie, to także pozbywanie się złudzeń. Okazało się, że praca przy grze to nie tylko ciągła kreacja, ale także dłubanie poszczególnych elementów. Testowanie rozwiązań, odtwarzanie błędów oraz zlecanie poprawek. Samo rzucenie pomysłu, to zdecydowanie za mało! Potrzeba osób, które dokładnie zaprojektują mechanikę, a następnie ją zaprogramują. Po roku przekonałem się, że gamedev to także ciężka dłubanina, która czasem męczy, ale gdy wszystko działa tak, jak trzeba, to przynosi satysfakcję.

Page 2 of 76

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén