Strona 2 z 82

Literat przegląda Internet #92

Udało się dotrzeć do końca tygodnia! Ze względu na znaczne zmęczenie, dzisiejszy przegląd jest szybki i filmowy.

Doomfist wkrótce w Overwatch!

Co trzeba wiedzieć, aby być „giereczkowym” dziennikarzem?

Zestaw tekstów dla game designerów.

A wiecie, że studenci dziennikarstwa nie czytają?

Gry komputerowe, a historia polityki. Ciekawy tekst.

Przekombinowanie

Pozostawieni to jedna z ciekawszych produkcji HBO. Razem z Żoną oglądaliśmy ten serial od pierwszego sezonu, mnie nawet udało się sięgnąć po książkę. Lektura zakończyła się rozczarowaniem, po ostatniej stronie doszedłem do wniosku, że z Pozostawieni to słaba literatura, ale solidny serial. Po obejrzeniu drugiego sezonu, po ostatnim odcinku, zastanawiałem się, czy kolejna odsłona nie pogrzebie interesującego klimatu. Zamknięcie było bardzo dobre, tajemnicą pozostała kwestia odejścia 2% ziemskiej populacji. Jednak najważniejsze okazały się losy bohaterów, które w zakończeniu drugiego sezonu zostały świetnie podsumowane. Czy po tak solidnym zamknięciu warto ponownie wrzucać bohaterów w wir wydarzeń?

Po obejrzeniu trzeciego sezonu, z wielką przykrością, stwierdzam, że całkowicie zmarnowano potencjał historii. Ostatnia odsłona Pozostawionych przeraziła mnie dłużyznami, zbędnym przeciąganiem wątków, usilnymi próbami dobudowania metafizycznego kontekstu do wydarzeń. Poprzednie sezony przyciągnęły mnie konfliktami pomiędzy bohaterami, ich wewnętrzną walką ze zniknięciem najbliższych. Próbowali odnaleźć się w świecie po kryzysie, po nagłym zniknięciu bliskich. Pojawiła się tajemnica, która wpłynęła na sposób zachowania wszystkich postaci, było to coś czego, nie można było w żaden sposób zignorować. Walka o spokojne życie lub poszukiwanie odpowiedzi – na tych dwóch elementach opierały się poprzednie sezony serialu Pozostawieni. Od czasu do czasu wprowadzano aspekt metafizyczny, jednak twórcy robili to w bardzo spryty sposób – często wyglądało to na obłęd danej postaci. Na każdy kolejny odcinek czekałem z niecierpliwością, czego nie mogę powiedzieć w przypadku trzeciego sezonu.

Twórcy po prostu przekombinowali. Historie poszczególnych postaci zostały zamknięte w poprzednim sezonie, próba ich ponownego otwarcia spaliła na panewce. Główni bohaterowie nagle okazali się nudni, a usilne próby rozwiązania tajemnicy zniknięcia nie były nawet przez chwilę interesujące. Oczywiście próbowano rozbudować serial o wątki metafizyczne poprzez wprowadzenia podróży do świata alternatywnego. O ile było to interesujące w drugim sezonie, tak w trzecim okazało się po prostu wtórne i niepotrzebnie skomplikowane. Ostatnie odcinki Pozostawionych wykazywały wręcz zmęczenie materiału – wątki były coraz słabiej powiązane, brakowało dobrych pomysłów na ukazanie rozwoju charakteru postaci, jednak to finał przeważył o pojawieniu się poczucia rozczarowania.

Podejrzewam, że miało to być wielkie zakończenie, coś, co na długo miało pozostać w sercach fanów. Niestety, okazało się przydługą rozmową, dwóch postaci, z których jedna zniknęła i nie chciała zostać odnaleziona, ale jakoś tak się fabuła serialu ułożyła, że od spotkania jednak doszło. Takie dziwne spotkania oraz opowieść o innej rzeczywistości, do której trafiło 2% ludzi, sprawiły, że dla mnie Pozostawieni skończyli się w drugim sezonie. Trzeci to doskonały przykład odcinania kuponów, przekombinowania i zabijania ciekawej tajemnicy. Szkoda, że twórcy postanowili, że najlepiej będzie wyjaśnić wszystko, ogołocić widza z domysłów. Znacznie bardziej przypadła mi do gustu strategia, w której to bohaterowie byli najważniejsi, a świat był obok.

Literat przegląda Internet #91

Tydzień pełen błędów. Jedna duża aktualizacja potrafi doprowadzić do okrutnej walki o stabilność produktu. Na szczęście do piątku udało się usunąć poważniejsze bugi, od poniedziałku zacznie się polowanie na te mniejsze.

Wiadomość tygodnia! Po prostu obejrzyjcie!

Komu jeszcze zależy na literaturze?

Naklejki na Steamie doczekały się wielu modyfikacji

Kupiony bilet to zawarcie umowy na przejazd? Na pewno?

Coś dla fanów open source. Tym razem w mapach.

Literat przegląda Internet #90

Bardzo ciężko tydzień… Czasem okazuje się, że przejścia prowadzą donikąd i potrafią wywalić całą grę. Ich naprawianie potrafi zająć sporo czasu. Na szczęście się udało, ale pożarło to bardzo dużo energii.

Ciekawy blog z danymi o moblinym graniu. Jeżeli ktoś siedzi w branżuni, to może się przydać.

Słyszeliście o Project Re:Fantasy? Warto się zainteresować.

Filipa Chajzera walka z hejterami.

Czy wszystkie kultury rysują koło tak samo?

Kult letniej wyprzedaży na Steamie.

Cyfrowe smoki

Po co jeździ się na imprezy branżowe? Dla darmowego piwa? Niewykluczone. Dla sprawdzenia czym aktualnie zajmuje się konkurencja? Jak najbardziej. Dla poszerzenia wiedzy? Można, ale to nie jest warunek konieczny. A może po prostu po to, aby posiedzieć wśród swoich i pogadać o grach komputerowych? Tak, ten ostatni powód przemawia do mnie najmocniej. Właśnie dlatego w tym roku wybrałem się na Digital Dragons w Krakowie.

Przywykłem do konferencji naukowych, małych lub większych. Jednak zawsze uderzała mnie na nich hermetyczna atmosfera. Nikt nie był z przypadku, każdy „czymś” się zajmował, w „czymś” się specjalizował. Po pierwszych prelekcjach uczestnicy szybko dzielili się na grupki związane z aktualnie prowadzonymi badaniami i nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ w ten sposób zapewniona była skuteczna wymiana informacji. Jednak literaturoznawcy zawsze trudniej było porozumieć się z językoznawcą. Inne metodologie, odmienne spojrzenia na język oraz jego funkcje. Gdy wybierałem się na Digital Dragons, to zastanawiałem się, czy na targach związanych z grami komputerowymi będzie podobnie.

Na pewno zauważyłem, że łatwo nawiązać kontakt z innymi osobami z branży. W końcu wszyscy siedzimy w tym samym bagnie, mierzymy się z podobnymi problemami i walczymy o stworzenie jak najlepszej gry komputerowej. Digital Dragons było dla mnie doświadczeniem cenny, ponieważ, w trakcie rozmów z twórcami gier niezależnych, dużo dowiedziałem się na temat cyklu wydawniczego tego typu tytułów. Przeczuwałem, że wcale nie jest to piękna bajka, ale potężny wysiłek, który może się nie zwrócić. Digital Dragons to świetna przestrzeń, w której można zderzyć swoje wyobrażenia o branży z szarą rzeczywistością. Dlatego, jeżeli myślicie o tworzeniu cyfrowych produkcji, warto zainwestować w wejściówkę na te targi i porozmawiać z osobami bardziej doświadczonymi przez branże. Same prelekcje również są ciekawe, ale zdarzają się także prezentacje pełne lania wody. Na kilku takich się znalazłem, były efektowne, niestety niosły bardzo mało treści i niewiele udało mi się z nich nauczyć.

Jednak najistotniejsze są nowe produkcje, w które można pograć w ramach Indie Showcase. Idealny przegląd aktualnych trendów w polskim nurcie produkcji niezależnych! Ku mojemu zdziwieniu nie dominowały tam RPGi z domieszką survivalu. Muszę przyznać, że wiele pomysłów zaskoczyło mnie oryginalnymi mechanikami, a także jakością wykonania. Na pewno warto mieć gotową i działającą grę, bo przyjazd z prototypem, ze wstępną realizacją projektu, całkowicie mija się z celem. Indie Showcase na Digital Dragons, to idealna okazja, aby porozmawiać o swojej pierwszej (lub kolejnej) grze z osobami, które mają już kilka tytułów na koncie. W tym roku widziałem wiele interesujących produkcji, o których na pewno wkrótce usłyszymy. Co prawda wiele z nich może nie wyjść poza sferę eksperymentu. Jedną grę zapamiętam na długo – twórcy postanowili przedstawić walkę o przetrwanie z perspektywy gołębia. Czwórka graczy walczy o kromkę chleba, wszystkie chwyty dozwolone. Produkcja genialna w swoim szaleństwie.

Page 2 of 82

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén