Strona 3 z 136

Sąd nad rozpaczą

Kolejna rzecz ściągnięta z listy wstydu. Tym razem padło na serial Devs. Został mi zareklamowany jako coś dla osób fascynujących się rozwojem technologii, jako opowieść o jej granicach, a także o tym, jak radzą sobie z nimi ludzie. Nawet w tych zapowiedziach pojawiały się wątki szpiegowskiego. Dlatego nastawiłem się na thriller z dominantą technologii, w którym ważne będzie działanie jakiejś złej korporacji pragnącej zawładnąć światem. Po dwóch odcinkach zostałem zmuszony do zmiany nastawiania. Devs jest czymś innym. Na dodatek ludzie związani z IT mogą psioczyć na przedstawienie niektórych elementów, ale nie to jest dla tego serialu kluczowe.

O kwestiach związanych ze szpiegostwem przemysłowym warto szybko się rozstać. Stanowią tylko element rozpędzający fabułę. Znacznie ważniejsze jest to, co dzieje się w oddziale Devs wielkiej korporacji, która w zasadzie kontroluje cyfrową przestrzeń. Ale niewiele jest tutaj powiedziane o wpływie firmy na świat. Serial ciągle zmienia optykę, kieruje uwagę na założyciela i jego asystentkę. A także na bohaterkę, która postanawia rozwiązać tajemnicę. Ciekawe jest to, że ta linia narracyjna jest tak prowadzona, aby protagonistka była zaskoczona odpowiedzią. Najwyraźniej przez cały czas zadawała niewłaściwe pytania, patrzyła w złym kierunku. Ostatnie odcinki doskonale pointują serial, pokazują, że technologia to tylko scenografia. Znacznie ważniejsza jest rozpacz, a właściwie to, że została pokazana jako siła zmuszająca człowieka do poszukiwania rozwiązań będących na granicy etyki.

Devs pyta o moralność, o czas, o determinizm wyborów, o to ludzką wolność. I nie robi tego poprzez pryzmat wielkiej złej korporacji kontrolującej dane. Schodzi niżej. Do emocji, do codzienności, do rutyny, która nagle zostaje przerwana. Istotny dla serialu jest schemat straty budzącej trudną do zniesienia rozpacz. To właśnie ona jest najsilniejszą motywacją popychającą do poszukiwania odpowiedzi, do działania. Devs zmusza do skonfrontowania się z myśleniem o utracie tego, co najcenniejsze, do zastanowienia się, w którym momencie ludzkie życie całkowicie się rozpada i czy istnieje sposób jego odbudowy. Ciężar odpowiedzialności spoczywający na barkach głównych bohaterów wyraźnie ich przytłacza i wraz z rozwojem fabuły staje się nie do zniesienia. Wręcz prowadzi do śmierci.

Przyznaję, że jest to jeden z najsmutniejszych seriali, jakie ostatnio widziałem. W ostatnich scenach wyraźnie widać wylewającą się z ekranu rozpacz oraz miażdżące poczucie winy. Devs to długa, momentami przegadana, rozprawa. Próba dowiedzenia winy lub znalezienia sposób na uniewinnienie i uwolnienie się od bólu. Dla mnie smutne i przerażające jest to, że tutaj jedyną odpowiedzią okazuje się stworzenie symulacji odpowiadającej życiu. Opracowanie erzacu rzeczywistości, czegoś sztucznie utrzymywanego, tylko po to, aby uciec od straty. Żadna z postaci się z nią nie godzi, nie idzie dalej, nie integruje jej ze swoją psychiką, jest walka z rzeczywistością. Tak silna, że powodującą jej rozdarcie i obudzenie innego, symulowanego, świata.

Devs stawia więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Polecam. Może jest trochę przegadany, ale mnie to nie przeszkadzało.

W kierunku konfliktu

Koniec miesiąca to idealny moment na ściągnięcie kilku tematów z listy rezerwowej. Od dawna wisiał na niej serial Kierunek: Noc. Obejrzany szybko, w ciągu kilku dni. Dobrze zrealizowany, cechujący się niezłym tempem akcji. Obraz potrafił przykleić człowieka do ekranu, okazjonalnie nawet prowokował dyskusje na temat dalszego rozwoju fabuły. Jednak z biegiem odcinków pojawiało się coraz więcej nielogicznych elementów. Kierunek: Noc ma świetny start, ale później trzeba zacząć przymykać oczy.

Myślę, że satysfakcja z oglądania serialu w dużej mierze zależy do tego, jak odbiorca rozłoży akcenty. Może wybrać apokalipsę, zagrożenie zewnętrzne. Kierunek: Noc pozwala zobaczyć świat, który zostaje unicestwiony przez promienie słoneczne. Dlatego jedynym sposobem przetrwania jest uciekanie przed Słońcem, w ciemność. Tylko czy, aby na pewno serial poświęca wystarczająco dużo uwagi światu zewnętrznemu? Moim zdaniem nie. Chęć zobaczenia opowieści o upadku znanej rzeczywistości, o rozpadzie społeczeństw, z łatwością obudzi drzemiącą irytację. W tej perspektywie Kierunek: Noc jawi się jako jedno wielkie rozczarowanie. Serial poświęca zdecydowanie za mało czasu na opowiadanie o tym, jak świat radzi (lub nie) sobie z zagładą. Co jest ważniejsze? Zamknięta w samolocie grupa bohaterów, których poczynania obserwuje widz.

Tutaj zaczyna robić się interesująco! Mała przestrzeń, brak możliwości wychodzenia na zewnątrz, potrzeba bycia w ciągłym ruchu, konieczność organizowania zasobów. A wszystko to pod presją czasu! Bohaterowie zawsze muszą się uwinąć przed nastaniem świtu, w przeciwnym razie zginą. Dlatego odcinki, w których wychodzą poza samolot, są niezwykle dynamiczne, często składają się z wielu różnych wydarzeń budzących konflikty pomiędzy przymusowymi członkami załogi. Moim zdaniem te starcia się w serialu najważniejsze. Kierunek: Noc można odczytać jako wielowątkową opowieść o starciu charakterów, przekonań, stereotypów i niebezpiecznych uprzedzeń. Charaktery postaci rozwijane są poprzez opowiadanie ich przeszłości. Często mrocznej, pełnej bólu, strachu i rozczarowań. Dość niepokojące jest to, że się ich nie zapamiętuje. Uwaga jest na tyle mocno skoncentrowane na aktualnych wydarzeniach, że korzenie charakterów stają się szybko mało istotne.

Kierunek: Noc warto obejrzeć właśnie dla tych konfliktów pomiędzy postaciami. Dla obserwowania tego, jak radzą sobie w trudnych warunkach, ile z siebie są w stanie poświęcić. W takim ujęciu ten serial jest interesujący. Po prostu warto potraktować koniec świata jako tło, jako scenografię dla starcia grupy całkowicie obcych sobie ludzi. Wtedy drobne, ale piętrzące się, nielogiczności nie powinny przeszkadzać, mogą nawet umknąć uwadze skoncentrowanego na postaciach odbiorcy. Kierunek: Noc to raczej opowieść socjologiczno-psychologiczna, niż pełnoprawna, dbająca o kontekst wydarzeń, fantastyka naukowa. Serial dobry na deszczowy weekend. Dwa dni w zupełności wystarczą, aby go obejrzeć.

W odpowiedzi Maćkowi!

Tak się złożyło, że mój dobry znajomy, Maciek, postanowił mnie nominować do hot16challenge2. Trochę się wahałem, zastanawiałem jak temat ugryźć i dotarło do mnie, że nie mam ochoty brać udziału w tej akcji.

Maćku! Dziękuję za nominację. Jednak hot16challenge2 jest dla mnie obecnie tylko formą politycznej przepychanki, która okazjonalnie zahacza o dezinformację.

Rapsów nie będzie. Za to będzie rozmowa z Krystianem Napartym. O akcji, o politce, o koronawirusie i tym, co się z nami dzieje.

Wpływy

Dwudziesty czwarty odcinek WWWłaśnie podcastu dotyczył tego, co dzieje się z influencerami w trakcie pandemii. Trudno ukryć, że jest to specyficzna aktywność, a nawet dość charakterystyczny sektor każdego rynku. Od gier komputerowych, przez fitness, na AGD skończywszy. Każdy ma swoich influencerów, niektórzy reklamują różne produkty, a inni są związani umowami z większymi i mniejszymi firmami. Cel jest zawsze ten sam. Zwiększenie świadomości istnienia danej marki poprzez budowanie społeczności skupionej wokół jednej osoby.

Wróciłem ostatnio do materiału nagranego dla DailyWeb. Zacząłem się zastanawiać, czy ten kryzys dla influencerów faktycznie nadszedł. Za dodatkowy kontekst może posłużyć raport przygotowany przez portal Reachablogger, który umożliwia wyszukiwanie ludzi chętnych do reklamowanie określonych produktów. Wyłania się z niego pozytywny obraz, pełen nadziei i odważnego spojrzenia w przyszłość. Jest to zdecydowanie inna perspektywa, niż tak, którą przedstawiłem z Łukaszem w podcaście. Faktycznie, czas pokazał, że influencerzy dalej będą potrzebni. Pandemia spowodowała lockdown gospodarki, zamknęła ludzi w domach, ale to nie oznacza, że przestali wydawać pieniądze. Zgadzam się, że pierwsze uderzenie mogło wstrząsnąć rynkiem reklamowym, jednak później agencje oraz firmy zaczynały tworzyć nowe strategie. Opracowane specjalnie pod nową normalność, która dotyczyła również influencerów.

Myślę, że rozmawiając z Łukaszem, popełniłem pewien błąd. Skupiłem się na tym, co osoby reklamujące mają do powiedzenia swoim społecznościom, a nie na tym, co reklamują. Ifluencerzy to pośrednicy. Stoją pomiędzy większą lub mniejszą marką i klientami końcowymi. Prezentują produkt, skupiają wokół siebie ludzi, pokazują, że dana rzecz lub tekst kultury są istotnym elementem ich życia. Oplatają ludzi formą narracji, opowieści o tym, jak związani są z danym produktem, jak na nich wpływu i dlaczego jest dobry (lub zły). Ja założyłem, że ludzie będą poszukiwali u influencerów wskazówek, wytycznych do co postępowania w czasie pandemii. Co, moim zdaniem, wcale nie jest ich rolą. Na pewno wielu próbuje swoich sił w kanalizowaniu emocji swoich społeczności, jednak potrzeba do tego empatii, wiedzy oraz umiejętności.

Nie każdy to ma, nie każdy klient tego potrzebuje. Zastanawiam się, czego odbiorcy szukają u swoich ulubionych influencerów. Zmiany? Zrozumienia? Potwierdzenia? A może po prostu chcą obejrzeć nowy produkt? Zróżnicowanie potrzeb klientów jest spore, nawet z perspektywy gamedevu oraz prezentacji giereczek. Dlatego dzisiaj, po lockdownie oraz znoszeniu obostrzeń, uważam, że w dłuższej perspektywie, faktycznie dojdzie do zmian wśród influencerów, ale niekoniecznie będzie to trzęsienie ziemi. Raczej obstawiałbym większą koncentrację wokół szeroko rozumiany trendów slow life , slow food oraz duże skupienie uwagi na kwestiach ekologicznych. Pandemia spowodowała zwrot w kierunku naszego najbliższego otoczenia i osoby zajmujące się tematami dotyczącym codzienności mają szansę na pozyskanie uwagi odbiorców.

Kredyt zaufania

Social credit system wykorzystywany w Chinach, to realizacja jednego z odcinków Czarnego lustra. Tego, w którym bohaterka musiała zdobyć określoną liczbę punktów, aby kupić dom i podnieś swój status społeczny. Musiała być dla wszystkich miła, za wszelką cenę zabiegać o uznanie oraz liczyć na to, że tym razem wystawią jej dobrą ocenę. To szaleństwo nieźle oglądało się na ekranie, problem polega na tym, że znalazło się państwo, które bardzo dosłownie zrealizowało tę wizję. A najciekawsze jest to, że ten mechanizm już działa i ludzie są regularnie poddawani ocenie.

Na czym to polega? Dla zwizualizowania mechanizmu postaram się go przenieść na nasze podwórko. Weźmy osobę, która notorycznie nie segreguje śmieci. Uznajmy, że to zachowanie nie jest społecznie pożądane, dlatego nasz rząd postanowił je umieścić na liście praktyk, z które traci się punkty. Po pewnym czasie okazuje się, że taka osoba nie może kupić biletu na pociąg lub zarezerwować hotelu. Dlaczego? Ma niską ocenę w social credit system, w wyniku czego przewoźnik nie chce zrealizować kursu, a właściciel domu gościnnego nie wynajmie pokoju. Aby podnieść swoją ocenę, taki ktoś, będzie musiał, na przykład, popracować na rzecz społeczności. Zająć się zielenią, posprzątać piwnice lub ogarnąć porozwalane śmieci. Wtedy zacznie zdobywać punkty i problemy z hotelem oraz pociągiem znikną. Oczywiście, zakładając, że taka osoba zmieni swoje zachowanie i będzie segregować odpady.

Social credit system to nic innego jako forma manipulacji, tylko ładnie opakowana. Zachowania podzielone są na te akceptowalne i nieakceptowalne. Są nagrody i kary, które działają jako stara dobra metoda kija i marchewki. Osoby, które chcą uczestniczyć w życiu społecznym oraz mieć dostęp do określonych usług, muszą się stosować do wytycznych w social credit system i unikać utraty punktów. Poważnym problemem jest to, kto decyduje o tym, za co traci się pozytywną ocenę. W przypadku Chin jest to aparat państwowy, co oznacza, że social credit system jest wykorzystywany do kontroli populacji i utrudniania lub nawet uniemożliwiania normalnego funkcjonowania przeciwnikom rządu. Jest to olbrzymie pole do nadużyć, a w połączeniu z inwigilacją daje wręcz nieograniczone możliwości w wykształcaniu określonych odruchów.

Pragnę zaznaczyć, że nami, obywatelami demokratycznych państw, również się manipuluje. W budowaniu nowych nawyków, w zmienianiu naszych reakcji, przodują wszelkiego rodzaju firmy zajmujące się sprzedażą produktów i przetwarzaniem big data. Te wszystkie oferty specjalnie dla nas, ciągłe wyświetlanie produktu, który chwilę temu wyszukaliśmy, to próby zmanipulowania naszych decyzji. Jednym z moich ulubionych przykładów, są ustawienia domyślne. Jak często je zmieniacie? Zachęcam do przemyślenia, jakie rzeczy można w ten sposób przemycić. Wystarczy, aby były domyślnie włączone i wymagały reakcji użytkownika. Gwarantuję, że niewiele będzie osób, które zaczną grzebać w opcjach, aby zmienić ustawienia.

Page 3 of 136

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén