Na Netfliksie znajdzie mnóstwo różnego rodzaju kryminałów. Jednym z ciekawszych jest seria The Sinner. Dwa sezony, dwie różne historie, ten sam detektyw. Smutny, zmęczony życiem, ale dalej przenikliwy, pragnący odkryć prawdę. Często na wszelką cenę i wbrew przełożonym. Takim postaciom się kibicuje! Chce się je oglądać! W kryminale faktycznie istotna rolę odgrywa detektyw, bo to w końcu on popycha całą akcję naprzód. Jednak równie ważna jest historia. Dlatego otwiera kolejny tekst, w którym będę się przyglądał narracji.

Oba sezony The Sinner mają podobną budowę. Otwiera je niepokojące morderstwo. Często całkowicie niespodziewane. A jednak już w pierwszej sekwencji opowieści widać pewne zachowania, do których później zostanie dołączony odpowiedni kontekst. To są drobiazgi. Rozmowy telefoniczne postaci lub nawet muzyka puszczona na plaży. Te elementy mają olbrzymie znaczenie, o którym widzowie dowiadują się później. Często już po odkryciu wszystkich pozostałych tajemnic. Ciekawe się to ogląda, ponieważ nawet najdrobniejsze gesty nabierają wielkiej wagi. Prosty zabiega, ale dodaje uroku całek narracji.

Oczywiście w centrum wszystkich wydarzeń znajduję się Tajemnica. To właśnie ją pragnie odkryć detektywnym, chociaż on sam nie jest całkowicie pozbawiony mrocznej natury. Każdy z sezonów opowiada nie tylko o jakieś tragedii, która doprowadziła do otwierającego serial morderstwa, ale także o samym detektywie. Powoli pokazywana jest jego historia, dzięki czemu widzowie coraz lepiej rozumieją, dlaczego znalazł się w takim, a nie innym miejscu swojego życia. Drugą linią jest faktyczna Tajemnica, leżąca u podstawy poznania Prawdy na temat zabójcy, ofiary i morderstwa. W tym aspekcie oba sezony są bardzo podobne. Opisują ludzi wykorzystanych przez różnego rodzaju grupy, często wręcz dręczonych psychicznie, a nawet poddanych długotrwałej manipulacji. Wyraźnie widać, że narracja w The Sinner ma wyraźną formę, która jest wypełniana odmienną treścią.

Uderza mnie także małomiasteczkowość tego serialu. The Sinner nie wrzuca akcji do wielkiego miasta, w którym każdy jest anonimowy, a zło najczęściej przynoszą przyjezdni. Przynajmniej na poziomie stereotypu. The Sinner zawsze zabiera widza do niewielkiej miejscowości, do przestrzeni, gdzie każdy zna i kojarzy swojego sąsiada. Na dodatek absolutnie zawsze, na drugim planie, czają się rzeczy, o których nikt nie chce mówić. W przypadku pierwszego sezonu dotyczy to przeszłości głównej bohaterki, ale w drugiej odsłonie twórcy postanowili sięgnąć po cięższy kaliber. Zdecydowali się na zobrazowanie skomplikowanych relacji pomiędzy komuną posiadającą własne zasady, wręcz sektą, a mieszkańcami małego miasteczka, którzy niekoniecznie pochwalają takie zachowania, ale gotowi są je wykorzystać do własnych potrzeb. Manipulacja, nadużycia oraz żerowania na ludzkich tragediach wręcz wylewają się z ekranu w drugim sezonie.

The Sinner nie jest genialnym tekstem, o którym można napisać setki artykułów. Raczej obejrzałem solidnie wykonane rzemiosło. A to już nieźle.