Gdybym miał poszukać początków mojej fascynacji kryminałami, to bez wahania wskazałbym pierwszy tom trylogii Millenium. Byłem pod wrażeniem prozy Stiega Larssona, w szczególności jego pomysłu na odświeżenie powieści kryminalnych. Inna konstrukcja postaci, dwójka głównych bohaterów oraz interesująca intryga. Millenium będzie dla mnie zawsze strukturą budzącą zainteresowanie. Ważne dla autora były nie tylko wątki kryminalne, ale także zaprezentowanie napięć istniejących w ponowoczesnych szwedzkim społeczeństwie.

Pamiętam, że zapanowała moda na Millenium. Półki w EMPiKach po prostu uginały się od kolejnych tomów autorstwa Stiega Larssona. Premiery bywały wydarzeniami medialnymi, w porannych programach obowiązkowo wspominano o kolejnej odsłonie serii. Popularności książkom dodawało to, że ich autor zmarł na zawał w 2004 roku. Pierwszy tom Millenium został opublikowany w 2005, dopiero trzy lata później książka doczekała się polskiego tłumaczenia. Stieg Larsson był szwedzkim dziennikarzem, który zajmował się rasizmem oraz prawicowym ekstremizmem. Na temat jego śmierci pojawiło się kilka teorii spiskowych, miałem wątpliwą przyjemność je przeczytać. Pojawiły się na fali popularności Millenium, stanowiły pewnego rodzaju elementy legendy tej serii. Sukces literacki przyniósł także kontrowersje związane ze spadkiem po Stiegu Larssonie. Testament autora nie był poświadczony i tym samym nie został uznany, wszystko otrzymali jego brat i ojciec. Partnerka również nie mogła nic otrzymać, ponieważ nie byli małżeństwem. O wszystkich tych zawiłościach przeczytacie na stronie autora.

Ciekawe jest także to, że wskazano autora, który miał kontynuować pisanie serii. Millenium dostał w swoje pisarskie dłonie Davida Lagercrantza. Ostatnio skończyłem czytać jego najnowszą powieść – Mężczyznę, który gonił swój cień. Niestety, daleki jestem od zachwytów. Brakuje polotu oraz świeżości. Wątki wprowadzone w narracji są jałowe, w żaden sposób mnie nie zainteresowały. Sam początek, w którym intryga powinna zostać nawiązana, jest do bólu nudny i nijaki. Fabuła nabiera tempa w połowie. Niestety, tomy Millenium, które nie zostały napisane przez Stiega Larssona, nie są dla mnie interesującą lekturą. Traktuje jako powieści średnie, coś w rodzaju literackich spinoffów. Na miano prawdziwej kontynuacji – moim zdaniem – na pewno nie zasługują.

Serie w kulturze popularnej mają to do siebie, że muszą skończyć się w odpowiednim momencie. Zjawisko przedłużania znamy z telewizyjnych produkcji, żyłowanych do granic możliwości. Nie zabija się kury znoszącej złote jajka, ale można ją wszystkim obrzydzić. Mam wrażenie, że kolejne tomy serii Millenium nie wnoszą nic ciekawego do serii. Czytelnik, który zacznie swoją przygodę od powieści autorstwa Davida Lagercrantza może stwierdzić, że opinie o Millenium są po prostu przereklamowane. A tak nie jest, tomy napisane przez Stiega Larssona, stanowią przykład solidnej i oryginalnej literatury. Dla osób zainteresowanych modami oraz popkulturą jest to pozycja obowiązkowa, ale najnowszego odsłony można – bez żadnego uszczerbku dla narracji – zignorować.