Przyszedł czas na kolejną odsłonę Rozmówek kuchennych! Jest to cykl, w którym dzielę się krótkimi wrażeniami z rozmów odbytych w trakcie robienia herbaty. Tematy bywają różne. Od nastawienia do czytników e-booków, po tradycyjne dyskusje na temat kondycji postnowoczesnego gamedevu. W tym tygodniu pojawił się temat filmów o superbohaterach. Przez przypadek, ponieważ poleciłem Auqamana, bo to niezły obraz. Wyraźnie skręcający w kierunku filmów przygodowych z dodatkiem motywów superbohaterskich.

I nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawił się temat nasycenia rynku opowieściami o herosach. Dyskusja skręciła w kierunku zmęczenia tą konwencją. Podniosły się głosy mówiące, że jest ona eksploatowana do granic możliwości. Nic dziwnego. Wrażenie to trudno uznać za całkowicie niesłuszne. Producenci wręcz ścigają się w liczbie zrealizowanych opowieści o superbohaterach. Z jednym argumentem muszę się nie zgodzić. W trakcie rozmowy pojawiło się stwierdzenie, że filmy te realizowane są na jedno kopytu. Takie wrażenie faktycznie może się pojawić, jeżeli obejrzy się wszystkie części Avengers w ciągu jednego wieczora, a pogłębić je może tylko dodanie do listy Strażników Galaktyki. Jednak to nie wszystkie realizacje kina superbohaterskiego!

Są jeszcze takie interpretacje jak Titans, Umbrella Academy lub Watchmen. Zupełnie inne do tego, do czego widzowie są przyzwyczajani w trakcie seansów pod znakiem Avengers. Podobnie jak w przypadku komiksów, wciąż bywają filmy, które koncentrują się na innych aspektach, niż supermocne i superrozwałki w kosmosie. Tak jest w przypadku Titans. Już w pierwszym sezonie pojawiło się wiele wątków dotyczących motywacji postaci, a także tego, jak radzą sobie ze swoim nietypowymi umiejętnościami. A w kolejnej serii Titans głównym tematem staje się pojęcie odrzucenia, potrzeba przystosowania się do otaczającego ich świata oraz kłamstwa z przeszłości. Ukryte tak długo, że aż stały się niebezpieczne.

Muszę także zaznaczyć, że ekranizacje komiksów to nie tylko serie superbohaterskie. Faktycznie, trudno ukryć to, że wiele z tych obrazów koncentruje się głównie na nadzwyczajnych bohaterach mających wyjątkowe przeżycia. Ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora! Wtedy z łatwością można zgubić takie tytuły jak Umbrella Academy lub Doom Patrol. W obu pojawiają się superbohaterowie, jednak nie tacy, do jakich przyzwyczaiły nas kinowe hity. We wspomnianych produkcjach autorzy poświęcają więcej uwagi ludzkiej stronie herosów, rozbudowują ich motywacje, pokazują, że świat nie jest czarnobiały i konieczne jest poruszanie się po odcieniach szarości.

Rozumiem i akceptuję wszystkie argumenty na temat przesytu. Po prostu jesteśmy w momencie, w którym popkultura szaleje na punkcie superherosów. Tylko warto pamiętać o tym, że przeżyliśmy już wampiry oraz zombie. Herosi mogą się wypalać dłużej, jednak trudno nie dostrzec, że ten proces postępuję. Nie wszystkie filmy na temat superherosów są dobre, wiele z nich to odgrzane kolety posypane nowym zestawem przypraw.

Coś takiego spotkało już komiks. Gdy dogorywała odmiana superbohaterska, to zaczęły się pojawiać komiksy autorskiego. Za jednego z istotniejszych przedstawiciela uważa się Franka Millera. Na podstawie jego wersji Batmana powstały filmy wyreżyserowane przez Christophera Nolana.

Dlatego wciąż uważam, że warto zerkać w kierunku superbohaterów. Nie wszyscy są pozbawieni charakteru.