Kolejna rzecz ściągnięta z listy wstydu. Tym razem padło na serial Devs. Został mi zareklamowany jako coś dla osób fascynujących się rozwojem technologii, jako opowieść o jej granicach, a także o tym, jak radzą sobie z nimi ludzie. Nawet w tych zapowiedziach pojawiały się wątki szpiegowskiego. Dlatego nastawiłem się na thriller z dominantą technologii, w którym ważne będzie działanie jakiejś złej korporacji pragnącej zawładnąć światem. Po dwóch odcinkach zostałem zmuszony do zmiany nastawiania. Devs jest czymś innym. Na dodatek ludzie związani z IT mogą psioczyć na przedstawienie niektórych elementów, ale nie to jest dla tego serialu kluczowe.

O kwestiach związanych ze szpiegostwem przemysłowym warto szybko się rozstać. Stanowią tylko element rozpędzający fabułę. Znacznie ważniejsze jest to, co dzieje się w oddziale Devs wielkiej korporacji, która w zasadzie kontroluje cyfrową przestrzeń. Ale niewiele jest tutaj powiedziane o wpływie firmy na świat. Serial ciągle zmienia optykę, kieruje uwagę na założyciela i jego asystentkę. A także na bohaterkę, która postanawia rozwiązać tajemnicę. Ciekawe jest to, że ta linia narracyjna jest tak prowadzona, aby protagonistka była zaskoczona odpowiedzią. Najwyraźniej przez cały czas zadawała niewłaściwe pytania, patrzyła w złym kierunku. Ostatnie odcinki doskonale pointują serial, pokazują, że technologia to tylko scenografia. Znacznie ważniejsza jest rozpacz, a właściwie to, że została pokazana jako siła zmuszająca człowieka do poszukiwania rozwiązań będących na granicy etyki.

Devs pyta o moralność, o czas, o determinizm wyborów, o to ludzką wolność. I nie robi tego poprzez pryzmat wielkiej złej korporacji kontrolującej dane. Schodzi niżej. Do emocji, do codzienności, do rutyny, która nagle zostaje przerwana. Istotny dla serialu jest schemat straty budzącej trudną do zniesienia rozpacz. To właśnie ona jest najsilniejszą motywacją popychającą do poszukiwania odpowiedzi, do działania. Devs zmusza do skonfrontowania się z myśleniem o utracie tego, co najcenniejsze, do zastanowienia się, w którym momencie ludzkie życie całkowicie się rozpada i czy istnieje sposób jego odbudowy. Ciężar odpowiedzialności spoczywający na barkach głównych bohaterów wyraźnie ich przytłacza i wraz z rozwojem fabuły staje się nie do zniesienia. Wręcz prowadzi do śmierci.

Przyznaję, że jest to jeden z najsmutniejszych seriali, jakie ostatnio widziałem. W ostatnich scenach wyraźnie widać wylewającą się z ekranu rozpacz oraz miażdżące poczucie winy. Devs to długa, momentami przegadana, rozprawa. Próba dowiedzenia winy lub znalezienia sposób na uniewinnienie i uwolnienie się od bólu. Dla mnie smutne i przerażające jest to, że tutaj jedyną odpowiedzią okazuje się stworzenie symulacji odpowiadającej życiu. Opracowanie erzacu rzeczywistości, czegoś sztucznie utrzymywanego, tylko po to, aby uciec od straty. Żadna z postaci się z nią nie godzi, nie idzie dalej, nie integruje jej ze swoją psychiką, jest walka z rzeczywistością. Tak silna, że powodującą jej rozdarcie i obudzenie innego, symulowanego, świata.

Devs stawia więcej pytań, niż daje odpowiedzi. Polecam. Może jest trochę przegadany, ale mnie to nie przeszkadzało.