Trudno znaleźć osobę, która nie kojarzyłaby przynajmniej kilku superbohaterów. Filmy takie jak Avengers, Kapitan Ameryka lub Człowiek ze stali przyczyniły się do ich powrotu. Niektórym pomogły, a innym zaszkodziły. Nie zmienia to faktu, że znowu zaczęto o nich mówić. Byli już na krawędzi zapomnienia, już wpadali w przepaść – ale popkultura ich ocaliła. W sposób dość banalny, ponieważ wzmocniono ich „charaktery” poprzez dodanie warstwy psychologicznej.

Ten nasz współczesny superheros ma niewiele wspólnego ze swoim komiksowym pierwowzorem. Częściej zastanawia się nad swoimi czynami, nosi w sobie jakąś mroczną tajemnice i zawsze stawiany jest przed trudnymi wyborami. Najwyraźniej ocalenie nawet najmniejszego kawałka świata ma jakąś cenę. Natomiast nie zmieniło się jedno – superbohater w dalszym ciągu jest mężczyzną. Komiksowe uniwersa zanotowały obecność kobiet, została ona nawet zauważona w Avengers – Czarna Wdowa odgrywa bardzo ważną rolę. Jednak to nie wszystkie postaci kobiece, które grały główne w komiksowych historiach.

Nie sposób zapomnieć o Kobiecie Kocie i jej związku z Batamen, który to został wykorzystany w filmie Christophera Nolana Mroczny Rycerz Powstaje. Jest jeszcze Wonder Woman. Równie oryginalna postać, która jest obdarzona wyjątkowymi umiejętnościami. Do jej atrybutów należą Lasso Prawdy (po schwytania przeciwnika musi on wyjawić prawdę), Bransolety Uległości (są niezniszczalne i pozwalają na odbijanie pocisków) oraz tiara (służy jako broń dystansowa i zdarzyło się, że potrafiła zmienić się w samoloty). Twórcy podkreślają mitologiczne pochodzenie Wonder Woman, przez co traktowana jest jako Amazonka lub Półbogini.

Batman i Kobieta Kot / DC Comics

Batman i Kobieta Kot / DC Comics

Selina Kyle to włamywaczka wyposażona w bicz i często spotykająca na swojej drodze Batmana. Na tle Wonder Women może wypadać blado, ale w dalszym ciągu posiada hipnotyzujący urok. Podobnie jak Natalia Romanowa, fanom komiksów znana jako Czarna Wdowa. Obie – Kobieta Kot i Czarna Wdowa – na początku swojej obrazkowej kariery funkcjonowały jako femme fatale i walczyły z konkretnym superbohaterem. Wszystkie te postaci łączy oryginalność podejścia do formy superbohaterki. Mają własne, często bardzo skomplikowane, historie oraz zajmują ważne pozycje w swoich uniwersach. Myślę, że można powiedzieć, że realizują oryginalny model prezentacji superbohaterki. W każdym calu są wyjątkowe, ponieważ nie powstały jako lustrzane odbicie innego superherosa.

Lusterko zmieniające płeć

W komiksie amerykańskim funkcjonują postaci wzorowane na męskich superbohaterach. Określa się jak jako „She-ImięSuperherosa”. Za świetne przykłady tego rozwiązania mogą posłużyć dwie bohaterki – She-Thor (znana także jako Thor Girl) oraz She-Hulk. Posiadają dokładne te same atrybuty, co ich wzorce. Niczym o nich nie odbiegają i bywa, że im pomagają w walce ze złem. Pewnym wyzwaniem dla twórców jest odpowiednie osadzenie ich w komiksowym świecie przedstawionym.

Thor Girl nosiła imię Tarene i była potężną istotą, która pomogła Thorowi i Odynowi w pokonaniu Niszczyciela. Potem przyjmuje moce bogów Asgardu i zaczyna walczyć po ich stronie. Ma młot, miota błyskawicami i potrafi zwalić z nóg Thora – jest po prostu nim, tylko płeć uległa zmianie. She-Hulk to Jennifer Walters, kuzynka Bruce’a Bannera (oryginalnego Hulka). Swoje moce uzyskuje w wyniku transfuzji krwi. Zabieg ten ocalił jej życie, ale sprawił, że zaczęła zmieniać się w kobiecą wersją zielonego niszczyciela. W przeciwieństwie do Thor Girl miała własne komiksy, w których walczyła u boku Fantastycznej Czwórki i Tarczy.

She Hulk / Marvel

She Hulk / Marvel

Trudno znaleźć superbohatera, którego nie dotknęłoby takie odbicie. Swoją kobiecą wersją miał Kapitan Ameryka oraz Batman. To „ukobiecanie” superbohaterów nie zawsze się udaje. Bardzo często trąci myszka, a nowe postaci są na siłę wciskane do świata przedstawionego. Takie superheroski jak Wonder Women lub Czarna Wdowa udowadniają, że jest dla nich miejsce w komiksach, że ich bohater wcale nie musi być mężczyzna. Nie potrzebujemy kopii znanych nam superherosów oraz dołożonych historii. Takie wprowadzanie nowych postaci wcale nie sprawia, że uniwersum zaczyna jeszcze mocniej żyć. Raczej powoduje postępujący chaos oraz nudę wynikającą z niepotrzebnych powtórzeń. Najlepiej widać to na przykładzie Superwoman.

Tytuł przechodni

Superwomen to nie jedna bohaterka, ale kilka. Miano to jest czymś w rodzaju trofeum przechodniego. Zaczęło się od Lois Lane i już tutaj pojawiają się problemy. Jest wersja mówiąca o transfuzji krwii i uzyskaniu supermocy. Jest też historia, w której Lois pada ofiarą uroku i tylko wydaje jej się, że ma siłę swojego ukochanego. Co ciekawe Superman podtrzymuje tę iluzję, aż do konfrontacji z przeciwnikiem. Nie można także pominąć uzyskania nadnaturalnych zdolności w wyniku działania wynalazku Lex Luthora. To nie wszystko, ponieważ należałoby jeszcze dodać przemiany, które nastąpiły w równoległych rzeczywistościach i również dotyczyły Lois Lane.

Nie tylko ona była Superwoman. Luma Lynal, która swoje moce zawdzięcza dwóm Słońcom – pomarańczowemu i żółtemu. Podobnie jak Superman miała nieziemskie pochodzenie. Coś między nimi zaiskrzyło, ale Luna śmiertelnie zachorowała i odeszła – źle na nią działało żółte, czyli nasze „ziemskie” Słońce. Była też Dana Dearden – fanka Supermana, która swoje moce zawdzięcza skradzionym artefaktom. To tylko kilka przykładów, bo Superkobiet jest o wiele więcej. I jak tu o nich rozmawiać?

Trzeba być bardzo precyzyjnym i dokładnie mówić, o którą z nich chodzi. W przeciwnym przypadku można paść ofiarą chaosu, a Superman nie przybędzie z pomocą. Podejrzewam, że na Batmana też nie ma co liczyć.