Tag: fantasty (Page 1 of 2)

Zarko Drincic / Yesterday news (CC BY ND 2.0)

Literat przegląda Internet #11

Człowiek chory to człowiek, który może nadrobić zaległości. Książkowe, filmowe, growe, komiksowe, serialowe – niepotrzebne skreślić. Niestety czasem jest inaczej. Nie wszystkie infekcje, wirusy i bakterie są przyjazne koncentracji. Bywa, że nie pozwalają na odpowiedni odbiór danego tekstu.

Tak było ze mną, dlatego przez ostatni tydzień niewiele przeczytałem lub obejrzałem. Na pewno duże wrażenie zrobiła na mnie krótkometrażówka Noise, która opowiada o dźwięku w przestrzeni. Rzecz nietypowa w polskim kinie, które woli dźwięk cukru wsypywanego do herbaty od dialogów.

Piszecie powieści fantasty? Fajnie, ale na pewno miewacie problem ze stworzeniem świata. Ten gatunek jest podstępny, ponieważ pozwala na sporą swobodę wyobraźni, ale jednocześnie domaga się pewnej dozy wewnętrznej spójności. Myślę, że jeżeli unikniecie tych błędów, to wiele światów przedstawionych na pewno się uda.

Zostawmy wyobraźnię i skupmy się na życiu. Na początek sytuacja na rynku pracy. Ciężka, wiemy wszyscy i miewamy różne pomysły na jej naprawę. Warto przeczytać wywiad, w którym krytykowany jest bożek nowoczesności, którego imię brzmi Elastyczność!

Co będzie z kulturą po wyborach? Podejrzewam, że tak na poważnie to ta kwestia interesuje niewiele osób, a to źle, ponieważ wszyscy otaczamy się jej różnymi wytworami. Warto przeczytać ten artykuł i zastanowić się nad tym, czego potrzebuje polska polityka kulturalna i jak pogodzić interesy twórców oraz odbiorców.

Czas na anegdotę! Podróżowałem pociągiem i podsłuchałem rozmowę dwójki młodych ludzi. Ten ze smartfonem w ręku, zapewne czytając wiadomości, powiedział, że umarł Wojciech Fangor. Zapadała chwila pełnej napięcia ciszy. Odezwał się ten drugi, zapatrzony w notatki: Ten od Entów? Kurtyna! Odpowiadam – nie, nie ten od Entów. Osobom, którym Wojciech Fangor kojarzy się wyłącznie z Fangornem, polecam ten tekst.

//Obrazek wyróżniający: Zarko Drincic / Yesterday news (CC BY ND 2.0)

Bez bohaterstwa

Feliks W. Kres / Pani Dobrego Znaku / Wydawnictwo MAG

Feliks W. Kres / Pani Dobrego Znaku / Wydawnictwo MAG

Do Szereru wróciłem po dłuższej przerwie. Były inne rzeczy do czytania, sporo tekstów wymagających napisania, ale nareszcie udało mi się przeczytać kolejną książkę Feliksa W. Kresa. Pani Dobrego Znaku to moje kolejne spotkanie z twórczością tego autora. Niezmiennie pozostaję zachwycony i zastanawiam się, dlaczego tak mało o nim mówmy. Obiecałem sobie, że w styczniu, po skończeniu wszystkich zaplanowanych artykułów, wymyślę jakąś serię na temat książek Feliksa W. Kresa. Teraz przyglądam się poszczególnym tekstom i poszukuję elementów, które mnie zachwycają.

Pani Dobrego Znaku jest książką skomplikowaną, wielowarstwową, ale to solidny plus. To nie jest takie sobie fantasty z krasnoludami, z toporami wbijanymi w głowy i sprośnymi żartami. Pani Dobrego Zamku jest bardzo dobrze napisania, ma wiele charakterystycznych postaci, do których łatwo się przywiązać lub je znienawidzić. Świat przedstawiony żyje, co sprawia, że lektura jest płynna i wciągająca. Po prostu nie mogłem się odkleić od tej książki. Na biurku nawarstwiały się recenzenckie obowiązki a ja, jak gdyby nigdy nic, czytałem sobie Panią Dobrego Zamku. Nie żałuję. Książka ta jest warta poświęceń – zarwanych nocy oraz opuszczonych przystanków.

Feliks W. Kres wspaniale bawi się różnymi intrygami. Ma talent do pokazywania w jaki sposób funkcjonuje państwo oraz jego urzędnicy. Opisuje to, jak okopują się na swoich stanowiskach, gotowi przeczekać każdą burzę, a jeżeli ta będzie zbyt silna, to najzwyczajniej w świecie zmieniają stronę. W Pani Dobrego Znaku wyraźnie widać, że prawo istnieje nie po to, aby go przestrzegać, ale po to, aby ograniczało możliwości. Uosobieniem kodeksu jest właśnie ten urzędnik, który bezradnie rozkłada ręce i mówi, że nic nie da się zrobić, takie są przepisy. Chyba że sytuacja, czyli potrzeba uratowania własnej skóry, będzie wymagała ich nagięcia – wtedy okazuje się, że wszystko jest możliwe. Cała Pani Dobrego Znaku jest nasycona tego typu manipulacjami. Feliks W. Kres stara się pokazać ich granice, ale okazuje się to niemożliwe. Każda intryga zatacza coraz szersze kręgi. Zabawy możnych i władających krainami przypominają grę w szachy. Pionkami są ludzie, którzy tracą życie na polach bitwy.

Sposób, w jaki Feliks W. Kres pokazuje wojnę, jest fascynujący. W Pani Dobrego Znaku nie ma miejsca na bohaterów w lśniących zbrojach ani na pokonywanie setek wrogów za pomocą legendarnego miecza. Opowieści o wojowaniu są dobre przy ogniskach, Feliks W. Kres wyraźnie pokazuje, że mają wartość integracyjną, ale niekoniecznie są zgodne z prawdą. Dlatego autor opisuje ustawianie wojsk, rozmyślania nad strategią oraz różnego rodzaju fortele mające na celu dezinformację przeciwnika. Opisanie wojny jako machiny, która dosłownie miażdży, jest największą zaletą Pani Dobrego Znaku. Osobiście czuję się już zmęczony tymi wspaniałymi potyczkami, które znam z heroic fantasty. Dlatego z przyjemnością czytałem tę powieść. Żadnego napompowanego bohaterstwa, są za to krwawe zasadzki i brutalne starcia z przeciwnikiem.

Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC BY NC ND 2.0)

Literat przegląda Internet #4

Chwila przerwy! Nareszcie! Przebrnąłem przez 800 (słownie: osiemset!) numerów Wiadomości Literackich, w poszukiwaniu odniesień do kultury i literatury popularnej. Potem nagrałem Strefę Gadania, wyczyściłem laptopa, którego prawie zabiły upały i zainstalowałem dwie gry. O obu muszę coś napisać, ale to dopiero w przyszłym tygodniu. Teraz, w piątkowe popołudnie, postanowiłem sprawdzić, co tam ciekawego zaznaczyłem sobie do czytania.

Okazało się, że w tym tygodniu wyłowiłem niewiele ciekawostek. Na pewno warto wspomnieć o premierze płyty Iron MaidenThe Book of Souls słucham od chwili wyjścia na Uniwersytet, do teraz. Podoba mi się, warto posłuchać nowych Ironów. W końcu kiedyś było się tru metalowcem! \m/

Botanika i etnografia? Czemu nie! W końcu każda kultura testuje różne zioła i niektórym z nich przypisuje właściwości magiczne. Warto przeczytać tekst Złodziejska trawa Marcina Kotowskiego. Myślę, że sam Snape zgodziłby się z kilkoma fragmentami, a sam Geralt, nieustraszony łowca potworów, chętnie wynotowałby niektóre spostrzeżenia.

Problem nostalgii w grach komputerowych nie przestaje mnie fascynować. Na szczęście powstają teksty, które traktują to zagadnienie bardzo szeroko i poszukują początków naszych tęsknot. Mam o czym myśleć!

Lubicie mapy? Zajmujecie się nimi naukowo? Poczytajcie The History of Cartography – rzecz obowiązkowa dla tworzących fantastyczne światy. Niektóre fragmenty potrafią zainspirować. Po lekturze tej pozycji zacząłem inaczej postrzegać Śródziemie i Westeros.

A może, zamiast map, wolicie oglądać Gwiezdne Wojny? Pewnie psychofani wiedzą o nich wszystko, dlatego ten tekst kieruję do tych, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś nowego.

//Obrazek wyróżniający: Svein Halvor Halvorsen / 366 • 25 • Coffee and news (CC  BY NC ND 2.0)

Projekt plakatu: Daria Swędzioł

Fantastyczne piątki (5) – Ojciec: wzór, model, archetyp

Projekt plakatu: Daria Swędzioł

Projekt plakatu: Daria Swędzioł

Winter is coming / Twig Aho (CC BY-NC-SA 2.0)

Rozdarte Westeros

Kilka dni temu skończyłem lekturę książki Świat Lodu i Ognia: Nieznana historia Westeros i Gry o Tron. Przydługawy tytuł, ale treść bardzo interesująca. Całość stylizowana na kronikę, w której historycy przyglądają się poszczególnym wydarzeniom oraz dokonują ich interpretacji. Pozycja ma przypominać dzieło żywcem wyrwane ze świata Westeros i wprowadzić czytelnika w jego najbardziej mroczne zakamarki. Nie da się ukryć, że jest to książka tylko i wyłącznie dla zagorzałych fanów Gry o Tron – dla innych może wydać się bardzo nudna. Ale jedno jest nieuniknione: porównania do Silmarillionu Tolkiena.

Nie przepadam za ciągłym porównywaniem Władcy Pierścieni oraz Gry o Tron. Pociąga to za sobą zestawianie dwóch światów: Westeros oraz Śródziemia. Bardzo łatwo rozpalić namiętną dyskusję na temat tego, która z tych alternatywnych rzeczywistości jest lepsza. Adwersarze będą się przekonywać o wpływie na wyobraźnię, uczuciami, siłą oddziaływania na odbiorcę – dla jednych najlepszy będzie Tolkien, a dla innych Martin. Najlepszym wyjściem jest uznanie, że te dzieła się po prostu różne. Piękno kultury polega na jej różnorodności. Tyle.

W tych gwałtownych dyskusjach umyka jedna rzecz – konstrukcja świata przedstawionego. Inaczej do tej kwestii podszedł Martin, a inaczej Tolkien. Na pewno obaj autorzy – jeżeli weźmiemy pod uwagę wyłącznie dzieła związane ze Środziemiem oraz Westeros – związani są z pewnym gatunkiem literatury popularnej, który nazywamy fantasty. W jego definicji znajdziemy stwierdzenie, że w świecie przedstawionym musi działać pewna forma magii. Środziemie jest wręcz nią przesycone, legendy zamieszczone w Silmarillionie wrażenie to pogłębiają, natomiast Westeros pragnie być znacznie bardziej racjonalne. Element ten jest bardzo wyraźny w Świecie Lodu i Ognia…, gdzie informacje na temat magii podaje się na marginesie i nieustannie podkreśla się ich niesprawdzalność. Westeros nie próbuje być przeciwieństwem Śródziemia, Martin w ten sposób pokazuje, że kwestię sił nadprzyrodzonych w fantasty można rozwiązać inaczej. Studenci, w trakcie dyskusji na jednym ze spotkań Koła Badaczy Popkultury, wcale nie wykluczali magii ze świata przedstawionego Gry o Tron, ale podkreślali, że działa ona zupełnie inaczej, niż w przypadku dzieł Tolkiena. Martin wprowadza tajemniczych Innych, smoki, piromantów, Dzieci Lasu oraz Czardrzewa – Westeros również posiada swoje magiczne siły, ale wymagają one rozbudzenia. Być może pojawienie się smoków sprawi, że czary znowu staną się skuteczne? Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko czekać na dalszy ciąg powieści.

Winter is coming / Twig Aho (CC BY-NC-SA 2.0)

Winter is coming / Twig Aho (CC BY-NC-SA 2.0)

O wiele ważniejszy od funkcji magii jest kierunek w jakim zmierza świat przedstawiony. Przyjrzymy się Władcy Pierścieni. Jest to bardzo piękna realizacja mitu bohaterskiego ze wszystkimi jego elementami – jest heros (nawet kilku), są towarzysze i pojawia się obowiązkowa podróż (temat ten rewelacyjnie przedstawia Joseph Campbell w książce Bohater o tysiącu twarzy), jest zło, które należy pokonać i świat, któremu należy przywrócić porządek. Właśnie ta potrzeba spajania jest bardzo charakterystyczna dla Władcy Pierścieni. Chaos ma zostać wyparty ze Śródziemia, krasnolud i elf walczą ramię w ramię, Gondor odzyskuje króla – nacje Śródziemia znowu zostają zjednoczone. Fabuła Gry o Tron opiera się na pobudzaniu kolejnych sporów. Powieść Martina to starcia poszczególnych postaci, konflikty pomiędzy różnymi formami kultury oraz religii. Tutaj ma miejsce nieustanne chaotyzowanie świata przedstawionego! Już sam początek, czyli ścięcie Eddarda Starka, wyznacza sposób prowadzenia narracji. Z punktu widzenia fabuły był to świetny zabieg, ponieważ w ten sposób Martin sprawił, że do gardeł rzuciły się sobie dwa – bardzo ważne – rody Westeros: Lannisterowie oraz Starkowie.

Jest to wspaniałe starcie dwóch kultur. Lannisterowe są bardzo mocno związani z bogactwem. Pociąga ich władza, dlatego są zawsze blisko Tronu oraz Króla. Po obejrzeniu serialu i przeczytaniu książki odbiorcy utrwala się stereotyp bogatego Lannistera, ubranego w złote barwy, postaci pełnej blasku i siły, która jest związana z posiadanymi środkami materialnymi. Starkowie to brutalna i bardzo honorowa Północ. Niewielkie znacznie ma zasobność sakiewki, ale bardzo ważne jest zachowanie twarzy. Ród Starków bardzo poważnie podchodzi do takich spraw jak przysięgi oraz gościnność. Kierują się bardzo jasno określonymi zasadami. Za przykład może tutaj posłużyć egzekucja, której dokonuje Ned Stark na dezerterze. Ścina go, ale czyni to sam i, jak tłumaczy synom, jest to najwyższy wymiar kary i powinien ją wykonać ten, który wydaje wyrok. Stereotypowy przedstawiciel rodu Starków kojarzy się z ciemną paletą barw, ale jego bardzo ważnym atrybutem jest honor, żyje na uboczy Królestwa, ponieważ najistotniejsze są dla niego Północ oraz nadciągająca zima. Nic dziwnego, że Martin zdecydował się oprzeć fabułę na konflikcie pomiędzy tymi dwoma rodami.

Gra o Tron realizuje model fantasty opartego na destabilizacji świata przedstawionego. To bardzo dobrze, ponieważ w ten sposób dekonstruowana jest struktura mitu bohaterskiego, która bardzo mocna wrosła w ten gatunek. Podobnie postępują dwaj Polacy – Feliks W. Kres oraz Andrzej Sapkowski, ale to temat na zupełnie inny tekst.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén