Tag: filmy o superbohaterach

Rozmówki kuchenne (V)

Przyszedł czas na kolejną odsłonę Rozmówek kuchennych! Jest to cykl, w którym dzielę się krótkimi wrażeniami z rozmów odbytych w trakcie robienia herbaty. Tematy bywają różne. Od nastawienia do czytników e-booków, po tradycyjne dyskusje na temat kondycji postnowoczesnego gamedevu. W tym tygodniu pojawił się temat filmów o superbohaterach. Przez przypadek, ponieważ poleciłem Auqamana, bo to niezły obraz. Wyraźnie skręcający w kierunku filmów przygodowych z dodatkiem motywów superbohaterskich.

I nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawił się temat nasycenia rynku opowieściami o herosach. Dyskusja skręciła w kierunku zmęczenia tą konwencją. Podniosły się głosy mówiące, że jest ona eksploatowana do granic możliwości. Nic dziwnego. Wrażenie to trudno uznać za całkowicie niesłuszne. Producenci wręcz ścigają się w liczbie zrealizowanych opowieści o superbohaterach. Z jednym argumentem muszę się nie zgodzić. W trakcie rozmowy pojawiło się stwierdzenie, że filmy te realizowane są na jedno kopytu. Takie wrażenie faktycznie może się pojawić, jeżeli obejrzy się wszystkie części Avengers w ciągu jednego wieczora, a pogłębić je może tylko dodanie do listy Strażników Galaktyki. Jednak to nie wszystkie realizacje kina superbohaterskiego!

Są jeszcze takie interpretacje jak Titans, Umbrella Academy lub Watchmen. Zupełnie inne do tego, do czego widzowie są przyzwyczajani w trakcie seansów pod znakiem Avengers. Podobnie jak w przypadku komiksów, wciąż bywają filmy, które koncentrują się na innych aspektach, niż supermocne i superrozwałki w kosmosie. Tak jest w przypadku Titans. Już w pierwszym sezonie pojawiło się wiele wątków dotyczących motywacji postaci, a także tego, jak radzą sobie ze swoim nietypowymi umiejętnościami. A w kolejnej serii Titans głównym tematem staje się pojęcie odrzucenia, potrzeba przystosowania się do otaczającego ich świata oraz kłamstwa z przeszłości. Ukryte tak długo, że aż stały się niebezpieczne.

Muszę także zaznaczyć, że ekranizacje komiksów to nie tylko serie superbohaterskie. Faktycznie, trudno ukryć to, że wiele z tych obrazów koncentruje się głównie na nadzwyczajnych bohaterach mających wyjątkowe przeżycia. Ale nie można wrzucać wszystkich do jednego wora! Wtedy z łatwością można zgubić takie tytuły jak Umbrella Academy lub Doom Patrol. W obu pojawiają się superbohaterowie, jednak nie tacy, do jakich przyzwyczaiły nas kinowe hity. We wspomnianych produkcjach autorzy poświęcają więcej uwagi ludzkiej stronie herosów, rozbudowują ich motywacje, pokazują, że świat nie jest czarnobiały i konieczne jest poruszanie się po odcieniach szarości.

Rozumiem i akceptuję wszystkie argumenty na temat przesytu. Po prostu jesteśmy w momencie, w którym popkultura szaleje na punkcie superherosów. Tylko warto pamiętać o tym, że przeżyliśmy już wampiry oraz zombie. Herosi mogą się wypalać dłużej, jednak trudno nie dostrzec, że ten proces postępuję. Nie wszystkie filmy na temat superherosów są dobre, wiele z nich to odgrzane kolety posypane nowym zestawem przypraw.

Coś takiego spotkało już komiks. Gdy dogorywała odmiana superbohaterska, to zaczęły się pojawiać komiksy autorskiego. Za jednego z istotniejszych przedstawiciela uważa się Franka Millera. Na podstawie jego wersji Batmana powstały filmy wyreżyserowane przez Christophera Nolana.

Dlatego wciąż uważam, że warto zerkać w kierunku superbohaterów. Nie wszyscy są pozbawieni charakteru.

Na marginesie „Irlandczyka”

Irlandczyk. Film Martina Scorsese, od obejrzenia na Netfliksie. Trwa 3 godziny, więc trzeba przygotować się na długi seans. Chciałbym napisać, że jestem zachwycony aktorstwem oraz niezwykle interesująca historią, której głębia odbija się w błyskotliwych dialogach. Chciałbym, ale nie mogę, bo po prostu bym skłamał. Mam problem z Irlandczykiem, obejrzałem go w zeszłym tygodniu, a do dzisiaj nie potrafię jednoznacznie określić, czy jest to wielkie Kino, przez olbrzymie K. Do czego nawiązuję? Do wypowiedzi reżysera Irlandczyka, w której postanowił w mocnych słowach skrytykować filmy superbohaterskie.

Dla Martina Scorsese kino Marvela i pochodne, to forma parków rozrywki, niemająca absolutnie nic wspólnego z filmami narracyjnymi, czyli takimi, które poruszają ważne kwestie i opowiadają istotne historie. Jednocześnie reżyser Irlandczyka doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nowoczesność tworzy ruchome obrazy pod widza, z uwzględnieniem badań rynku, a także upodobań odbiorców. Aż chciałoby się rzecz, że wytwórnie kierują się big data w trakcie kreowania nowych światów! I będzie w tym dużo prawda. Warto pamiętać, że postnowoczesne teksty w dużej mierze opierają się na danych zebranych z różnych miejsc. Począwszy od polubionych postów na Instagramie, przez lokalizację, a skończywszy na historii udostępnień postów na Facebooku. Jeżeli teraz przyjrzycie się Waszej historii, która trafia do Sieci, to szybko zauważycie, że z tym wymiarów można ulepić personę z jasno określonymi zainteresowaniami. W świetle big data wszyscy jesteśmy mniej tajemniczy, niż nam się wydaje.

To nie jest coś, o czym często myślimy, a jednak każdego dnia dzielimy się z Siecią mnóstwem informacji, które, po odpowiednim skorelowaniu, pozwalają biznesowi tworzyć różne produkty. Dlatego uważam, że Martin Scorsese nie tyle skrytykował kino superbohaterskie, ile odniósł się do współczesnej kondycji kultury. W wypowiedzi opublikowanej na łamach internetowe wydania „New York Timesa” reżyser Irlandczyka, zwrócił także uwagę na to, że dla istnienia kina kluczowe są indywidualności. Podkreślił, że nawet w strukturze hollywoodzkich istniało pewne tarcie, dzięki któremu powstało wiele interesujących produkcji. Dzisiaj pierwsze skrzypce gra biznes, co Martin Scorsese, uważa za niebezpieczne.

Mam wrażenie, że media za bardzo skoncentrowały się na krytyce filmów superbohaterskich. Tak jakby dotknięcie niezwykle popularnych obrazów, rozjuszyło ich fanów. Moim zdaniem, w wypowiedzi Martina Scorsese jest coś więcej. O makdonaldyzacji kultury mówi się od wielu lat, ale obecnie przekroczyliśmy inny próg. Pomimo egocentrycznego charakteru postnowoczesenej kultury, za wszelką cenę próbujemy wyrugować indywidualność ze sztuki. Niezależnie od tego, jaką formę weźmiemy. Dominują twory tworzone i szlifowane przez zespoły marketingowców i analityków, tak długo, aż nie zostaną docięte do aktualnych gustów odbiorców. Artystyczne wypowiedzi są dzisiaj niebezpieczne.

To skąd bierze się mój problem z Irlandczykiem? Jest faktycznie indywidualną wypowiedzią artystyczną, jednak mam wrażenie, że zawarte z nim sensy zostały odrobinę za bardzo rozwodnione przez długość filmu. Gdyby był godzinę krótszy, to jestem pewien, że w dalszym ciągu stanowiłby interesującą krytykę kultury opartej na przemocy i milczeniu.

Szkiełko

Wiem, wiem. Sylwester, impreza, a jutro kac. Niektórzy grają w grę, a Tomb Raider w tym roku wcale nie jest złym wyborem. Jednak są ludzie, dla których wirtualne światy trudno nazwać pociągającymi. Myślę, że takie osoby powinni skorzystać z oferty Netfliksa i obejrzeć Split. Film związany z Niezniszczalnym, tym bardziej że już w styczniu w kinach pojawi się Glass. Trzeci mroczny thriller, w którym superbohaterowie nie noszą trykotów, nie są obrzydliwie bogaci i nie strzelają z oczu laserami. To takie przyjemne odbicie od tych wszystkich Avengersów oraz innych Lig Sprawiedliwości.

Nie będę ukrywał, że zawsze byłem fanem komiksów. Różnego rodzaju. Od Kaczora Donalda i zbiorczych Gigantów, przez autorską interpretację Batmana, a skończywszy na kochającym destrukcję i mordobica Lobo. Dlatego oglądam filmy superbohaterskie. Nie w kinie, czekam, aż pojawią się na HBO Go lub Netfliksie. W ostatnim tygodniu obejrzałem Avengers 3 oraz Czarną panterę. Przy okazji, gdzieś po drodze przyplątał się Split. Porządny thriller, solidnie zrealizowany. A końcówka, w której pojawia się delikatne nawiązanie do Niezniszczalnego, była dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Pamiętam, że bardzo podały mi się kreacje stworzone przez Bruce’a Willisa oraz Samuela L. Jacksona.

Gdy oglądałem Niezniszczalnego po raz pierwszy, ujął mnie świat. Zero obcych biegających po ulicach. Żadnych mutantów czających się kanałach. A samemu bohaterowi również było daleko do Bruce’a Wayne’a. Żadnej posiadłości, żadnego latania prywatnym odrzutowcem oraz tajnej jaskini ukrytej pod domem. Po prostu zwykły człowiek. Walczący z przeciwnościami losu, mający pracę i ciągle dźwigający ciężar codzienności. Dopiero za sprawą intrygi uknutej przez Pana Szkiełko zaczyna zadawać sobie sprawę ze swoich umiejętności. To wyzwolenie siły jest ciekawe. Pokazuje jak zwykły człowiek, powoli zaczyna być prawdziwym superbohaterem. Jednak zupełnie innym od tych znanych z opowieści o Supermanie lub Człowieku Pająku. Takie wersje historii o przezwyciężaniu Zła również są ciekawe i godne uwagi.

Dlatego jestem ciekaw jak wątki ze Split oraz Niezniszczalnego zostaną połączone w Glass. Jest w tych opowieściach przyciągający potencjał. Delikatne odbicie od głównego nurtu. To nie jest tak, że absolutnie wszystkim podoba się rozrywka proponowana we współczesnych odmianach opowieści superbohaterskich. Przyznaję, że mogą być męczące, bywają nierówne i nudne. Szczególnie gdy twórcy próbują na swój sposób zinterpretować głównych bohaterów. Człowiek Pająk potrzebował kilku realizacji, aby w końcu stać się znośnym. Batman też potrzebował ratunku, po niefortunnych odsłonach. Kino superbohaterskie przechodzi swój złoty okres, ale trzeba pamiętać o tym, że każda moda w popkulturze się wypala. Przy schyłku zawsze pojawiają się potworki, próby wskrzeszenia dawnej sławy i popularności.

Zawsze tak jest. Filmy o zombie lub wampirach i wilkołakach też się wypaliły. Stały się wręcz parodiami motywu, są wyśmiewane przez osoby kochające popkulturę. Wszystko się kiedyś kończy, nawet mody napędzane przez marketingowe machiny.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén