Tag: grill

Konieczność grillowania

Majówka trwa w najlepsze, a wraz z nią sezon grillowy. Otwarty, rozdymiony, pełen smrodu podpałki oraz porzuconych w krzakach butelek po piwie. W maju to smutny standard dlatego unikam spacerów z psem po godzinie 16:00. Wcześniej można jeszcze pooddychać względnie świeżym powietrzem. A dzisiaj nie spotkałem zbyt wielu rowerzystów, ludzie też gdzieś wymiotło. Pewnie wszyscy odsypiają majówkowe grille. Dopiero dzisiaj, w piątek, zacznie się prawdziwe szaleństwo!

Absolutnie nie widzę nic złego w tym, że ludzie spędzają czas na rozrywkach, które dają im radość. Niech grillują na tej podpałce, jedzą okopcone kiełby i piją craftowe piwo. Ich wybór, ich odpowiedzialność. Tylko niech nie wyrzucają tych śmieci za płot działki. Nie znajduję niczego ciekawego w leżącej na trawie kiełbie z dodatkowymi akcentami w postaci zgniecionych puszek. Niby mamy XXI wiek, jesteśmy w Europie, świętujemy Dzień Flagi oraz czujemy się dumni z Konstytucji 3 Maja. Polak to obywatel świata z syfem wyrzuconym poza płot własnego ogródka. Wszystko w imię zasady, że inny się będzie martwił. I nie mówicie mi, że nie tylko u nas tak jest. Żadne usprawiedliwienie. Jednak wolałbym, żeby ludzie idący w marszach, niosący różne transparenty i trzymający się różnych ideologii, po prostu po sobie sprzątali.

Najgorsze jest to, że nie ułatwiają nam tego sklepy. Po raz pierwszy mam wrażenie, że na klientach wywiera się presję, tworzy się konieczność grillowania. Tak jakby bez podpałki w siatce, zestawu plastikowych sztućców oraz worka węgla drzewnego traciło się człowieczeństwo. Nic z tych rzeczy, nie można dać się zwariować. Jak ktoś chce spędzić dzień na grillowaniu, to niech tak zrobi, ale warto rozumieć, że wciąż są na świecie ludzie, którzy tego nie potrzebują. Po prostu mogą się obyć bez kiełby, karkówki i papierowego talerzyka. Wiem, czepiam się tej chwilowej zastawy. Drażni mnie nawet bardziej, niż wszechobecna podpałka, która nadaje wyjątkowy aromat wszystkim grillowanym produktom. W tym roku uderzyło mnie to, że w Lidlu pojawiły się tymczasowe sztućce z biodegradowalnych materiałów. Można? Można!

To nie oznacza, że teraz każdy ma przyzwolenie na wywalenie śmieci z grilla za płot. Nic z tych rzeczy. Po prostu wybór takiej biodegradowalnej zastawy jest bezpieczniejszy dla środowiska. Po ostatnich wietrznych dniach zauważyłem, że na okolicy mojego mieszkania, fruwają sobie jednorazówki. Podejrzewam, że wylatują ze śmietników oraz odpadów porzucanych przez nieodpowiedzialnych ludzi. Tak jakby nie dało się zastąpić tej jednorazówki czymś innym. W trakcie kupowania warzyw na grilla, warto zabrać ze sobą własne worki, najlepiej takie, które można wykorzystać wiele razy. Każdy czas wolny powoduje wzrost konsumpcji, który widać po przeładowanych śmietnikach. Tak jest zawsze, a potem syf zaczyna walać się po ulicach.

Lubicie grillować? Dobrze, żaden problem. Tylko zadbajcie trochę o środowisko! Niewiele trzeba, żeby nasze otoczenie wyglądało lepiej. Chyba nikt nie chce robić sobie porządnej kiełby w otoczeniu foliówek, prawda?

Szaleństwo i błąd. Wspomnienie długiego weekendu

Ostatnie minuty długiego weekendu! Wszyscy przygotowują się do powrotu do pracy, być może już spokojnie śpią i błagają o to, aby przebudzenie było delikatne. Budziki ustawione. Grille wygaszone. Samochody zatankowane. Ani śladu po wcześniejszym szaleństwie, może mały kac, który musi minąć do poniedziałku, żeby nie jeździć na „wczorajszym”. Strach, suszą, bo na pewno suszyć będą, w końcu statystyki trzeba jakoś zrobić. A człowiek chciał tylko się trochę zabawić, poszaleć w trakcie wolnego, odetchnąć od kieratu. Złapać przestrzeń.

Ale wcześniej trzeba było chwycić wór węgla drzewnego na promocji. Dołożyć do tego zamarynowaną w czerwonej chemii karkówkę i kiełbasę podobno śląską powstałą w wyniku zebrania poprodukcyjnych odpadów. Zapomniałem o specjalnej podpałce na bazie alkoholu, której pić nie warto, bo może i kopie, ale też zabija. Nadaje idealny, lekko chemicznym, posmak wszelkim mięsom uwędzonym w szarym, podpałkowym dymie. Aromat! Cudowny kolor! Człowiek w pełni gotowy do nienaturalnego spożycia w otoczeniu wspaniałych okoliczności przyrody. Plastikowe krzesełka trochę trzeszczą, ale kto by się tym przejmował! Pół litra siwuchy niższej klasy doskonale łagodzi upadek, szczególnie gdy zostanie popita piwem alkoholowym, ambrozją najprawdziwszą przelaną w zwykła butelkę lub aluminiową puszkę. Szklanek próżno szukać, bo na długoweekendowej zabawie króluje plastik. Dominuje w składzie sztuców, kubeczków oraz talerzyków, bo przewracający się człowiek miewa tendencję do tłuczenia zastawy, a tak z tworzywa sztucznego, cudo techniki, najwyżej płyn się wyleje. Co również może doprowadzić do płaczu.

Sklepowe spustoszenie przed długim weekendem było koniecznością podyktowaną trudnymi warunkami. W końcu to cztery dni wolnego, ale w zasadzie to tylko jednego dnia były zamknięte sklepy. Lepiej uważać! Być może mogło w Boże Ciało zabraknąć cebuli lub ziemniaków na frytki i co wtedy począć? Jak żyć? Co zjeść do grillowanej karkówki? Jak przełknąć schabowego beż obowiązkowego wianuszka z ziemniaków i surówki. Dlatego trzeba było ładować wszystko do wózka, bo w CZWARTEK sklepy były zamknięte, karta płatnicza pokutowania w ciemnościach portfela. Łkała za terminalem… Konsumpcja jest przymusem i to pewnie było powodem przygotowań na długi weekend, w którym sklepy były nieczynne przez jeden dzień. Tłok, szaleństwo w oczach, drżące od potrzeby wydania pieniędzy dłonie, wyrywanie sobie produktów przecenionych, bo TAKA OKAZJA SIĘ NIE POWTÓRZY, a w Biedronce RZUCILI TANIEJ ZIEMNIAKI, WIĘC BIERZCIE I RÓBCIE PUREE Z NICH WSZYSCY! To jest bowiem kartofel z Biedry, który spożyty zostać musi, bo inaczej się ZNISZCZY!

Do tego wszystkie trzeba obowiązkowo dodać ze dwie zgrzewki coli. Cukru czarnego, próchnicę wywołującego, ale tak cudownie smakującego, pobudzającego do harców. Koniecznie trzeba to załadować do wózka i przepychać nim ludzi, którzy, przez zupełny przypadek, chcą przejść do kasy lub sięgnąć po coś z półki.

Jak ja żałuję, że wszedłem do sklepu w środę przed długim weekendem…

Majówkowe inwazje

Jesteśmy po długim weekendzie. Jedni leczą kaca, a inni zakwasy, niektórzy próbują zwalczyć obie te niedogodności jednocześnie. Przez pierwsze dwa dni świeciło słonce, więc pogoda była idealna na bieganie/jazdę na rowerze/dogtrekking (niepotrzebne skreślić) oraz grilla. To ostatnie staje się nową polską tradycją, zaraz obok wypluwania sobie płuc na różnych dystansach.

Nie uważam, że to źle. Odrobina aktywności fizycznej jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Jednak będąc na spacerze, wraz z Żoną i naszym jamnikopodobnym psem, zauważyłem, że są ludzie, którzy przesadzają. Delikatnie mówiąc. Bo jak nazwać parę biegnącą w jedną stronę razem, natomiast w drugą rozdzieliła ich kondycyjna przepaść? Trzeba zaznaczyć, że oboje wyglądali przy tym, jakby za chwilę mieli paść na zawał. Takie są negatywne skutki promowanej przez, kochane przez wszystkich, programy śniadaniowe. A zaraz obok biegania są rowery, dogtrekking i grill.

Slalom między rowerami

Pierwszego maja, prowincja na której mieszkam, przeżyła oblężenie. Nie było ono związane ze Świętem Pracy, ale z najazdem miłośników dwukołowego szaleństwa.. Wszędzie, absolutnie w każdym miejscu, pojawiali się rowerzyści. Grupy te były mniejsze lub większe, a ich chamstwo było wprost proporcjonalne do ilości rowerów. Sam często wybieram tę formę aktywności, ale nigdy nie zdarzyło mi się wepchnąć drugiego człowieka w krzaki. Najgorsze były rodziny. Prowadzone przez ojca-przewodnika stada poruszały się niczym ludzki taran i przypominały nam, prostym przechodniom, że nasze miejsce jest na poboczu.

Co ciekawe, na drugi dzień, ilość rowerzystów znacznie się zmniejszyła. Zapewne wielu z nich leżało i leczyło zakwasy piwem ze wczorajszego grilla. Zamiast nich pojawili się biegacze. Osoby te, poza całkowitym odcięciem się od rzeczywistości, nie są specjalnie szkodliwe. W przerażanie wpędza ich mój jamnikopodobny pies, który nie wykazuje większego zainteresowania biegnącymi osobami. Ale nadchodzi czas dogtrekkerów! W telewizji śniadaniowej zaprezentowano już ten temat, teraz czekam na to, aż zostanie on podłapany przez publiczność.

W ten sposób skończy się spokojne wyprowadzanie psa. Bo teraz wszyscy będą „dogtrekkerować” albo „dogtrekkingować”, bo przecież moda na „ingową” końcówkę czasownika jest wiecznie żywa. W towarzystwie tylko leszcze powiedzą, ze chodzą na spacery z psem, arystokracja życia towarzyskiego będzie uprawiać dogtrekking. Rachunek jest prosty: +10 do lansu i +15 do odporności na wodę. Szkoda, że ta interesująca forma aktywności szybko stanie się wyłącznie pretekstem do szpanowania przed znajomymi nową smyczą albo specjalnymi butami. Jednak nie to, w tym współczesnym świecie, jest najgorsze.

Zasłona dymna

W pierwszy i drugi dzień majówki świat spowił dym. Dało się w nim wyczuć delikatną nutkę spirytusowej podpałki, węgla drzewnego, spalonych przypraw oraz tłuszczu wytopionego ze śląskiej kiełbasy. Okolicę przykryła szarość, w której nie dało się oddychać. Na dodatek każdy kawałek trawy został podbity za promocją metalowego, szybkoskładalnego i przenośnego grilla. Ta ekspansja zaczyna mnie coraz bardziej martwić.

Niech się ludzie bawią jak chcą, ale w swoich domach i na swoich podwórkach, a także w miejscach do tego przeznaczonych (chociaż pewnie nie ma ich zbyt wiele). Sytuacja zaczyna stawać się absurdalna. Przestrzeń publiczna przeżyła już różne, mniej lub bardziej szkodliwe, inwazje. Mamy wszechobecne banery (obowiązkowo na każdym płocie), rozrzucone ulotki, a w trakcie wyborów podobizny jedynych i słusznych wodzów narodu. Zanosi się na to, że teraz dojdzie do Grillowej Inwazji. Będzie się ona objawiała dymem, śmieciami i rozrzuconymi resztkami jedzenia.

Denerwuje mnie to, że nikt nie myśli o przestrzeni publicznej. W dalszym ciągu, nawet w świadomości mojego pokolenia, pokutuje przekonanie: „jak coś jest wszystkich, to jest nikogo”. Tak nie jest. Chodzić po ulicy i zażywać odpoczynku na terenach rekreacyjnych może każdy. I to należy uszanować, bo nie każdy chce oddychać grillowymi produktami spalania i zostać rozjechanym przez oszalały tabun rowerzystów. Co, w dzisiejszych czasach, może się okazać bardzo trudne.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén