Tag: gry (Page 1 of 2)

Poza rynkiem

Dalej gram w The Outer Worlds. Polubiłem ten wirtualny świat. Spodobała mi się eksploracja oraz historia. Walka zdecydowanie stanowi słabszą część całej gry. Odczuwam to okazjonalnie, ponieważ postanowiłem przejść całą fabułę postacią, która potrafi przegadać prawie każdego. Możliwość ograniczenia starć powitałem z dużą radością. Gram i gram, eksploruję, zwiedzam lokacje, gadam z postaciami i coraz częściej dochodzę do wniosku, że The Outer Worlds jest ciekawą, ale trochę nieoszlifowaną produkcją.

Zdarzają się elementy wyraźnie drewniane. Tę sztuczność widać szczególnie na twarzach postaci niezależnych, a także w ekwipunku gracza. W pierwszym przypadku zawsze mam wrażenie, że gadam z maską poruszającą ustami, a w drugim czuję, że pancerze i bronie mogłyby wyglądać lepiej. Wiem, trochę się czepiam, zwracam uwagi na szczegóły, a Obsidian Entertainment wykonało kawał dobrej roboty przy tej produkcji. Trudno mi się z tym nie zgodzić. Na tle obecnej sytuacji na rynku The Outer Worlds jawi się jako wyjątkowo piękna perełka. Myślę, że to właśnie z tego powodu produkcja zaliczyła tak ciepłe recenzje i zjednała sobie miłość graczy. Odbiorcy najwyraźniej są zmęczeni ciągłym udziałem w beta testach, które sami sobie finansują.

Ja również należę do tej grupy. Od dawna szukałem ciekawej produkcji utrzymanej w konwencji science fiction. Liczyłem na to, że tę lukę wypełni Anthem. Nie wyszło. W kierunku Fallout 76 nawet nie patrzyłem. Gra sieciowa w tym uniwersum na pewno wygląda ciekawie, ale ja już przeżyłem dwie najciekawsze części i nie miałem ochoty wracać na Pustkowia w trybie wieloosobowym. Właśnie w takim towarzystwie wylądowało The Outer Worlds. Otoczone przez gry jako usługi, które nie działają lub są brutalnie niedopracowanie. Na dodatek chorują na przewlekłą powtarzalność, oferują różnego rodzaju udogodnienia dostępne w sklepie premium i nie dają żadnych ciekawych wyzwań. Wydmuszki, których jedynym zadaniem jest drenować portfele odbiorców.

Ku zaskoczeniu wszystkich orędowników agresywnej monetyzacji, w The Outer Worlds nie ma sklepu premium. Na dodatek gra po prostu działa. Nie trafiłem na żaden większy, blokujący postęp, błąd. Najwyraźniej w dalszym ciągu można produkować takie tytuły. Męczy mnie jedna sprawa – czy w innym kontekście w ogóle zauważyłbym tę grę? Obawiam się, że nie. Raczej traktowałbym ją jako interesujący tekst zbudowany z solidnej narracji na stelażu z drewnianych elementów. Nie zrozumcie mnie źle, to jest dobra gra, z dużym potencjałem, który Obsidian Entertainment pewnie wykorzysta. Po prostu uważam, że jej wysokie oceny wynikają także z rozczarowania rynkiem. Podejrzewam, że bez tego elementu, wielu recenzentów traktowałoby ją jako średnią lub zwyczajnie dobrą.

Nie uważam, że Obsidian Entertainment zbawi rynek i jest zalążkiem nowego trendu. The Outer Worlds to raczej wyjątek potwierdzający regułę. Wielcy wydawcy długo jeszcze będą pompowali gry jako usługi i kosili kasę. Wszystko zależy od nas, od odbiorców, klientów skłonnych dokonywać przelewów. Gdy skończy się rzeka pieniędzy, to – być może – do łask wrócą produkcje dla pojedynczego gracza? Takie dobrze wykonane gry. Jak The Outer Worlds.

Niedowiarek #9: Wszechświat porzucony

//Muzyka: Phase – Xylo-Ziko

Literat przegląda Internet #124

Przez rozgrywki esportowe mój weekend mocno się rozregulował. W piątek wypadło mi całe popołudnie oraz wieczór, dopiero dzisiaj znalazłem odrobinę czasu, aby zająć się tekstami.

Ktoś chce sobie zrobić własny hentai?

Programowanie gier. Nie zawsze wszystko się udaje.

Handlujecie przedmiotami w grach? Czas rozliczyć sprzedaż i podzielić się z fiskusem.

Biurka twórców gier nie zawsze składają się z chaosu.

Czy  rozwiążą problemy z lootboksami?

Pułapka weryfikacji

W zeszłym tygodniu lekko się zdenerwowałem. Przyczyna moich nerwów leży obecnie schowana w pudełku i odmawia posłuszeństwa. Nie pomagają prośby, groźby, ponowne wrzucenie softu, nawet przeniesienie danych poza bad sectory kompletnie nic nie dało. Fachowcy z serwisu próbowali – polegli. Tak zostałem posiadaczem całkiem zgrabnego przycisku do papieru. Na kolejny wietrzny dzień będzie, jak znalazł! Co mi się zepsuło? Telefon.

Tak po prostu, umarł, odmówił dalszego działa. Nic nie pomogło, a próbowałem go wskrzesić! Trafił nawet do serwisu, ale tam również nic nie udało się zrobić. Pozostało mi jedynie pogodzić się z awarią, poszukać sobie nowego telefonu i przenieść aplikacje. Na szczęście – nie mam ich zbyt wiele. Gram wyłącznie na komputerze, produkcje mobilne wciągają mnie dosłownie na moment. Dlatego mój telefon służy mi główne za narzędzie wspomagające pracę i jako urządzenie, za pomocą którego autoryzuję sobie dostęp do różnych kont. Ten ostatni element okazał się być sporym problemem.

Nagła zmiana urządzenia doprowadziła do kilku, niezbyt typowych, sytuacji. Straciłem możliwość potwierdzenia przelewu w banku, bo nie miałem innego telefonu. Okazało się, że w nic nie pogram, bo nie Steam poprosił o kod z aplikacji mobilnej, do której nie miałem dostępu. Na szczęście tutaj nie musiałem kontaktować się z biurem obsługi klienta, wystarczył reset za pomocą przesłanego emaila. Inaczej było z Blizzardem. Lubię to studio, chętnie spędzam czas w tych cyfrowych światach. Ze względu na to, że trochę pieniędzy tam wrzuciłem, postanowiłem, że dobrze będzie odpowiednio zabezpieczyć swoje konto. Najlepiej za pomocą dwuetapowej autoryzacji. Oczywiście nie pomyślałem o tym, że warto gdzieś zapisać kody konfiguracyjne i tydzień temu zderzyłem się z brutalną prawdą – bez klucza się nie dostanę. Reset? Wyłącznie za pośrednictwem biura obsługi klienta. Poszło całkiem szybko, po 10 godzinach odzyskałem dostęp, ponownie uruchomiłem dwuetapową weryfikację, ale tym razem zapisałem klucz konfiguracyjny. Przy następnej awarii będę już przygotowany.

Nie czułem się przerażony brakiem dostępu do przeglądówki mobilnej lub sieci społecznościowych. Miałem taki okres, w którym mocno ograniczyłem czas spędzony przed telefonem i wciąż staram się go zmniejszyć. Nie muszę wiedzieć wszystkiego od razu, wiadomości i artykuły poczekają na swoją kolej. W trakcie ostatniej awarii poczułem coś w rodzaju rozdrażnienia. Ciągle uważam, że dwuetapowa weryfikacja dostępu do danego konta jest równoznaczna z poprawą bezpieczeństwa, szczególnie w przypadku miejsc, w których dokonuje się płatności. Okazało się, że w wiele cyfrowych miejsc otoczyłem wysokimi murami. Jeżeli zapomnę klucza do furtki, to nie dostanę się do środka. Nie powinienem być zły, to oznacza, że zabezpieczenia spełniają swoją funkcję, ja po prostu czułem się zbyt pewnie. Nauczka była irytująca, dawno już nie wymieniłem tylu wiadomości z różnymi biurami obsługi. Pozostaje mi mieć nadzieję, że wyciągnę z niej wnioski i następnym razem ta komunikacja nie będzie potrzebna.

Literat przegląda Internet #53

Co tu dużo pisać – to był męczący tydzień. Na dodatek, w ten piękny piątek, walnęły jeszcze ze dwie rzeczy. Będzie czym się zajmować przez weekend… Internet się sam nie przejrzy, dzisiaj zrobiłem sobie solidną prasówkę w trakcie trwanie Listy Przebojów Programu Trzeciego.

Gdyby ktoś zastanawiał się, co dzieje się z Janowiczem, to tutaj możne znaleźć odpowiedź.

Dziwny tekst o dziennikarstwie growym. Niepokojący.

Maciej Nowak opowiada o agresji we współczesnej Polsce.

Mrówki w Polsce, ale takie… Jakby… Inne?

Podróże w przyszłości, czyli science fiction w realizacji!

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén