Tag: jakub żulczyk

Brudna narracja

Od razu ostrzegam, że to będzie tekst o literaturze! Myślę, że takie treści będą zdarzały się coraz częściej. Co prawda ukończyłem kulturoznawstwo, ale specjalizowałem się w kulturze literackiej. Od korzeni trudno uciec. Dlatego, gdy zacząłem urlop, zdałem sobie sprawę z tego, że spędzę go na czytaniu, pisaniu i graniu. Nawyki trudno zmienić. Dzisiaj będzie kilka słów sprowokowanych lekturą Wzgórza psów Jakuba Żulczyka. Autora, którego pierwsze powieści pozostawiły mnie kompletnie obojętnym, ale do Zmorojewa już chętniej wracam do wykreowanych przez niego światów.

Wzgórze psów to opis egzystencji ludzi z małego miasteczka. Dalej są takie miejsca w Polsce, w których wszyscy się znają, konflikty trwają przez pokolenia, a ludzie bywają jednocześnie nienawistni i życzliwi. To jest doskonały opis świata przedstawione we Wzgórzu psów. Pochłonąłem tęż książkę w kilka wieczorów. Fabuła nie jest specjalnie oryginalna, to opowieść o zagubieniu i zemście, o cierpienie oraz karze, która wszystko zmienia. Mnóstwo tekstów wcześniej podejmowało ten temat, ale jak to jest napisane! Jak cudownie gra język w rękach Jakuba Żulczyka! Dawno już nie miałem przyjemności brnąć przez tak wspaniale utkaną narrację.

Właśnie przy języku warto się zatrzymać. Tekstom Jakuba Żulczyka daleko do purystycznej postawy. Jego widzenie słów opiera się na wyrywaniu ich z codzienności. Dlatego narracja staje się szybko brudna, agresywna, naturalistyczna i przerażająca. We Wzgórzu psów jest to często walenie czytelnika w ryj językowym chamstwem, niewyszukanym formami, do których ucieka się małomiasteczkowa codzienność. Nie dziwi mnie to, że językowi puryści, ci, co pragną, aby literatura była literacka, a nie okazjonalnie chamska i do bólu codzienna, z trudem odnajdą piękno powieści Jakuba Żulczyka. Podejrzewam, że przy pierwszej kurwie odpadną, porzucą jego tekst. A szkoda, bo literaturze przydaje się takie odbicie. Ucieczka od idealnie wycyzelowanych form, czystych akapitów z bajecznymi opisami. Literackość egzystuje też w brudzie, w codziennym wkurwie, opętaniu zmysłów i agresywnej charakterystyce świata.

Daleki jestem od dyskredytowania tekstów czystych, z perfekcyjnie ułożonymi zdaniami. Lubię je, jednak nie uważam, że literatura powinna składać się wyłącznie z nich. Miło jest zejść z wieży i udać się na spacer do niebezpiecznej dzielnicy. Ile tam się dziej! Ile zagrożeń, smrodu, brudu, słownego smogu, który gryzie w oczy. Wiem, że niektórym pękają serca przy najlżejszym przekleństwie, tacy są wrażliwi i niech będą, nie dla nich Wzgórze psów. Jednak tym lubiącym słowny brud, który bywa niezwykle dynamiczny, gorąco polecam tę powieść. To jest właśnie ta paskudna literatura, nielubiana na lekcjach języka polskiego, bo nie wpisuje się w program. Ten tekst jest bardzo blisko życia, co na pewno zobaczą osoby pochodzące z małych miasteczek. Tak mocno wchodzi w tę rzeczywistość, że przejmuje z niej wszystko to, co piękne i najobrzydliwsze.

Stąd bierze się szorstki język, z tej brzydoty świata. Codzienności daleko do idealnie rozłożonych konturów, to raczej poszarpany, ciągle rozpadający się obraz. Jest literatura dążąca idealizująca świat, wpadająca w cudowne ramy czystego słownictwa i intelektualnych akapitów. Dobrze! Niech będzie jak najdłużej! Jednak niech nigdy nie stanie się formą jedyną, monopolizującą sposób narracji. Do zrozumienia otaczającego świata potrzebne są także teksty operujące słowem pełnym skaz, bliskim codzienności. Nie ma się co oburzać, trzeba się skonfrontować z tym światami. Najciekawsze rzeczy zawsze powstają w wyniku zderzenia całkowicie odmiennych form.

Oślepiające Zło

Ile szumu narobiło Ślepnąć od świateł! Polski serial produkcji HBO na podstawie prozy Jakuba Żulczyka. Obraz brudny, efemeryczny, poszarpany, tak mocno inny od tego, co nam serwuje nam popkultura. Serial podzielił fanów narracji ze srebrnego ekranu. Jedyni widzą powiew geniuszu, a inny łatwą do przejrzenia hochsztaplerkę. Gdybym miał podsumować nastawianie odbiorców w stosunku do serialu, to powiedziałbym, że jest podobne jak moje do powieści Jakuba Żulczyka. Specjalną estymą nie darzę, ale Zmorojewo Ślepnąc od świateł traktuję jako teksty świetne. Niekoniecznie wybitne.

Serial zapamiętam jako ciężką przeprawę. Brnąłem jak przez bagno, jednak nie uznaję tego zawadę. Sposób prezentacji świata przedstawionego, Warszawy oraz jej nocnego życia, przytłaczał. Był gęsty we wrażenia, często skrajne, wyniszczające nerwy. Konfrontacje pomiędzy bohaterami oraz ich język były jak kowadła, które ktoś mi zrzucał na głowę.Siedziałem oczarowany, oglądałem, brnąłem i czekałem na kolejne uderzenie. Dla mnie Ślepnąc od świateł nie jest obrazem, który można obejrzeć w ciągu jednego dnia.Potrzebny jest dystans. Chwila na przetrawienie tego, co przed chwilą się zobaczyło.

Jednak to nie główny bohater przykuł moją uwagę. Znacznie bardziej zainteresowała mnie kreacja Daria, w którego wcielił się Jan Frycz. Postać ta już w książce była przerażająca. W serialu to czyste Zło, uosobienie siły,której jedynym celem jest destrukcja. Z Dariem zderza się każdy.Nawet Warszawa. Nikt z tych strać, nie wychodzi cało. Dario idzie po trupach, nagina świat do swojego sposobu widzenia. Działa bez najmniejszego wahania. Chwilami traktowałem go jako potop, o który modli się główny bohater. Jednak ta siła nie przynosi oczyszczenia, wprost przeciwnie! Ściąga na dno, zmienia kierunki prądów, jest gotowa w dowolnym momencie pozbawić indywidualnego życia i wlać w bohatera swój własny sens. Dario to metodyczne szaleństwo. Obłęd sterowany przez silną wolę. We wszystkich decyzjach widać Zło działające w sposób celowy i pozbawiony przypadku. A jego omnipotencja sprawia, że jest jeszcze bardziej przerażający.

Temat Zła w kulturze jest fascynujący. Poruszony został w obu częściach Detektywa.Zło w Ślepnąć od świateł ma wymiar metafizyczny. Przenika, rozdziera, powoli wkrada się do głów bohaterów. Nadanie mu ludzkiej postaci, często demonicznej, sprawia, że staje się ono jeszcze bardziej namacalne. To nie jest jakiś tam demon z piekła rodem, tylko siła, której nikt nie może powstrzymać. Człowiek, zły do szpiku kości. Znający tylko własną moralność. Osoba traktująca świat jako wroga, którego należy zniszczyć. A najlepiej zrobić to krok po kroku. Metodycznie. Boleśnie.

Ślepnąć od świateł to opowieść o potopie, który następuje w najmniej oczekiwanym momencie. Nie zmywa syfu. Po prostu niszczy znany świat, a w zamian daje pustkę.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén