Tag: jorn lier horst

Kryminalne mieszanki

W ostatnich tygodniach skończyłem dwie powieści kryminalne. Były to Kod Kathriny Jorna Liera Horsta oraz Jesienną zbrodnię Andersa de la Motte. W trakcie lektury zauważyłem, że autorzy mają zupełnie odmienne podejścia do kryminałów. Co samo w sobie nie jest złe, ponieważ pokazuje, jak bardzo plastyczny jest to gatunek, a także przypomina o tym, że w kulturze popularniej wszystko się ze sobą miesza. Trzeba liczyć się z jednym – nie wszystko reklamowane jako świetny kryminał faktycznie nim jest. Czasem ilość dodatkowego narzutu całkowicie przyćmiewa sugerowany gatunek.

Jorn Lier Horst w swoich powieściach zawsze mocno trzyma się gatunku. Doskonale rozumie jest ograniczenia, a także możliwości. Wyraźnie widać, że odwołuje się do tradycji kryminału czarnego. W centrum stawia bohatera nękanego różnymi problemami, zmęczonego życiem, ale poświęcającego się dla sprawiedliwości. Tłem, obowiązkowo, są różnego rodzaju problemy społeczne. Trzeba przyznać, że powieści kryminalne Jorna Liera Hosta zawsze oscylują wokół jakiegoś nowoczesnego i medialnego problemu. Od samotności starszych osób, po skomplikowane kwestie asymilacji imigrantów. Dzięki czemu te teksty można różnie odczytywać, a sama narracja nie gubi charakterystycznego dla kryminałów podkręconego tempa. Anders de la Motte inaczej traktuje ten gatunek.

Jesienna zbrodnia była moim pierwszym kontaktem z twórczością tego autora. W trakcie lektury uderzył mnie specyficzny rytm narracji. Z uwagi na to, że Anders de la Motte znacznie więcej uwagi poświęcam wątkom obyczajowym, powieść nie ma charakterystycznego dla kryminałów pędu. Trzeba się nastawiać na ciągłe opisywanie napięć pomiędzy bohaterami, a także do bólu skomplikowane motywacje bohaterów. Tajemnicą w Jesiennej zbrodni nie jest to, kto zabił, ale kto i co ukrywa w swoim umyśle. Takie mieszanki są dobre, ponieważ pokazują, że powieść kryminalną można różnie doprawić. Jednak z takimi połączeniami jest pewien problem. Mogą nużyć lub drażnić, dużo tutaj zależy od oczekiwań czytelnika, jego nastawienia do gatunku. Anders de la Motte swobodnie pochodzi do formy powieści kryminalnej. Bierze z niej tajemnice oraz morderstwa. Reszta powieści opiera się na szeroko rozumianej obyczajowości.

Co może spowodować, że czytelnik szybko się zniechęci. Sięgając po powieść kryminalną, oczekujemy morderstwa, śledztwa, rozbudowanej analizy postępowania przestępcy oraz wyrazistego detektywa. Gdy na scenę wchodzą wątki obyczajowe, te elementy mogą zostać zepchnięte na dalszy plan. Przez co powieść zwalnia, narracja staje się mniej dynamiczne, ponieważ koncentruje się na przeżyciach poszczególnych postaci. Kultura popularna lubi łączenie gatunków, rzadko się zdarza, aby czytelnik trafił na tekst, który będzie realizował daną formę w czystej postaci. Zawsze pojawiają się dodatkowe naleciałości. Dlatego czasem trzeba dostosować swoje oczekiwania. Zamiast rzucać książkę w kąt lub odkładać na półkę, warto przyjrzeć się, w jaki sposób gatunki zostały połączone. Powieść kryminalna jest niezwykle plastyczną formą. Jest w stanie przyjąć różne elementy. Co prawda efekty bywają różne. Wspomniana przeze mnie Jesienna zbrodnia jest niezła, chociaż odrobinę niepotrzebnie rozciągnięta.

Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że zdarzają się teksty, które nieudolnie mieszają gatunku. Sam kilka takich przeczytałem. Wrażenia? Rozczarowujące.

Idealna realizacja

Powieści kryminalne Jørna Liera Horsta zwykłem po prostu pochłaniać. Zwykle są to książki z solidną narracją, porządnymi bohaterami i ciekawą intrygą. Na pewno brakuje w nich jakichkolwiek eksperymentów, każdy kolejny kryminał to doskonała realizacja założeń gatunku. Twórczość Jørna Liera Horsta udowadnia, że dojście do mistrzostwa w literaturze popularnej wymaga czasu i zdolności pisarskich. Ostatnio skończyłem Szumowiny i przyznaję, że jest to kolejna dobra książka Jørna Liera Horsta, kolejny kryminał, który jest w stanie przyciągnąć uwagę czytelnika do ostatniego słowa.

Nie widzę celu w oburzaniu się, że jest to „tylko” literatura popularna, jakieś kolejne czytadło dobre wyłącznie na wakacje lub na weekend. Nie ma się czym podniecać, a już tym bardziej doszukiwać się wartości artystycznych. Takie nastawienie zupełnie nie sprawdzi się w przypadku twórczości Jørna Liera Horsta! Sięgając po dowolną książkę tego autora, należy zmienić oczekiwania – poszukać w sobie chęci rozwiązania zagadki kryminalnej. Dopiero wtedy można czerpać przyjemność z czytania kryminałów Jørna Liera Horsta i cieszyć się sposobem, w jaki prowadzi narrację. W tym aspekcie ma wiele do pokazania, ponieważ jest wybitnym rzemieślnikiem słowa. Nie można mu przyszyć łatki artystycznego snoba, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że porusza się po przestrzeni literatury popularnej.

Gorąco zachęcam do sięgnięcia po Szumowiny. W tej książce jest absolutnie wszystko to, czego potrzebuje porządku kryminał. Tajemnica ma swoje korzenie w przeszłości, mordercą okazuje się ktoś, kogo nie sposób podejrzewać, a trup nie ściele się gęsto. Jorn Lier Horst zabija dokładnie tyle postaci, ile trzeba, co świadczy o tym, że doskonale czuje gatunek. W końcu nie ma nic gorszego od powieści kryminalnej, którą napędzają kolejne trupy. Główny bohater, czyli William Wisting, to policjant z poplątanym życiem osobistym. Swoim charakterem przypomina postaci z amerykańskiego kryminału czarnego – jest cyniczny i dowcipny, daleko mu do brytyjskiego dżentelmena, jakim był Sherlock Holmes. Szumowiny to kolejna książką Jørna Liera Horsta, którą przeczytałem i muszę przyznać, że nie mam dość głównego bohatera. W pewien sposób go polubiłem, nie czekam na jakieś rewolucyjne zmiany jego charakterze. Postać rozwijana jest konsekwentnie, każdy kolejny tom przygód Williama Wistinga odkrywa kolejny element jego charakteru.

Szumowiny to solidna realizacja założeń powieści kryminalnej. W tej pozycji na próżno szukać eksperymentów formalnych lub prób odświeżenia samego gatunku. Jorn Lier Horst wkłada w znane ramy interesującą historię i dba o to, aby czytelnik był cały czas zaintrygowany. To spore osiągnięcie, dlatego nie widzę powodu, dla którego należy deprecjonować twórczość tego skandynawskiego autora. Fani powieści kryminalnych na pewno będą usatysfakcjonowani, a osoby, które chcą zacząć przygodę z tym gatunkiem, mogą spokojnie sięgnąć po Szumowiny. Znajdą tam wszystko to, co jest najlepsze w kryminałach.

Lokalna samotność

Jorn Lier Horst JaskiniowiecDlaczego czytam kryminały? Dla zagadek, śledztwa oraz – co najważniejsze! – dla postaci detektywa. Pierwsze dwa elementy pojawiają się w „Jaskiniowcu”. Jeżeli chodzi o strukturę powieści, to nie mogę nic autorowi zarzucić. Spełnia on wszystkie zasady tego gatunku, w tym najważniejsze: prezentuje czytelnikowi poszczególne elementy i zachęca do indywidualnego odkrywania prawdy. Na koniec wyjaśnia w jaki sposób doszło do uchwycenia mordercy. Ale problemem jest dla mnie William Wisting.

Najbardziej lubię bohaterów rodem z kryminałów czarnych. Skomplikowanych, zapitych, mających najróżniejsze problemy w życiu i działających wbrew systemowi. William Wisting to zupełnie inna bajka. Pracuje on jako komisarz, ma własną grupę dochodzeniową i bardzo zgrabnie wydaje kolejne polecenia. Jego podwładni są kompetentni, pracują i walczą o kolejne dowody. W przypadku „Jaskiniowca” mamy do czynienia z bohaterem zbiorowym – jest nią policja. Pokazane zostaje to w jaki sposób prowadzi się śledztwo, jak rozmawia się z prasą, czytelnik zostaje wprowadzony w świat dochodzenia, ale system postrzegany jest w sposób pozytywny. Przyznam szczerze, że była to miła odmiana. Williama Wistinga można polubić, żałuję tylko, że jest on tak mało wyrazisty. Brakuje mu tego elementu, który wyróżniałby go z grona pozostałych postaci. Taką cechą u Philippa Marlowe’a była ironia. Parokrotnie główny bohater mi zniknął, stał się jednością z innymi wypowiadającymi i działającymi osobami.

// Fragment recenzji opublikowanej na Lubimyczytac.pl.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén