Tag: kapitalizm (Page 1 of 2)

Cyfra miasta

W tę piękną sobotę zachęcam do zastanowienia się, czym jest otaczająca nas przestrzeń? Mam na myśli nie tylko cztery ściany, w których wielu zamknął koronawirus. Chociaż moje codzienne obserwacje wskazują na to, że coraz więcej osób wychodzi na zewnątrz, na dwór, na pole, na prowincję, na miasto. Na tym „na zewnątrz” warto się pochylić. Wypada zastanowić się nad postępującym technologicznym obudowaniem naszego przebywania „na zewnątrz”. Czy cyfrowe miasta to konieczność, a może wybór, którego będą musiały dokonać społeczności?

W bardziej naiwnych popkulturowych tekstach aspirujących do fantastyki naukowej, co rusz potykam się o piękne opisy miast współpracujących z mieszkańcami. Komunikacja miejska, która nigdy się nie spóźnia, ponieważ dzięki sztucznej inteligencji potrafi zarządzać ruchem. Lodówki informujące o brakujących produktach. Roboty kuchenne zawsze przygotowujące najbardziej pożywne potrawy. Cała codzienność idealnie przystosowana do życia jednostki. Brzmi pięknie, prawda? Tylko że w tej cudownej wizji można naliczyć wiele pęknięć, niebezpiecznych fragmentów, pułapek, w które postnowoczesności lubi nas wpędzać. Nie zrozumcie mnie źle, daleko mi do człowieka krzyczącego o powrocie do natury. W dużej mierze z tego powodu, że budujemy odstające od rzeczywistości definicje natury. Po prostu zastanawiam się nad granicami rozwoju technologicznej.

Zamiast zanurzać się w ultranowoczesnych utopiach, warto zadać sobie proste pytanie. Ile będzie kosztowała społeczność tak doskonale funkcjonująca komunikacja miejska? Nie mam na myśli wyłącznie pieniędzy, ale także kwestie dotyczące prywatności. Nasze codzienne ścieżki wiele o nas mówią, okazjonalnie dostarczają informacji na temat miejsc, którymi niespecjalnie chcielibyśmy się chwalić. Te informacje są zbierane już teraz i wykorzystywane – na przykład – w Google Maps. Ja mówię o sytuacji, w której takie dane umożliwiają nie tylko dopasowanie rozkładu jazdy, ale także wyświetlania reklam. Nie widzę problemu w tym, aby określić, ile osób o danej porze jedzie do pracy, do szkoły, na imprezę lub na zakupy. Komunikacja publiczna jest także doskonałym miejsce pod kątem marketingowym. Nie jesteśmy w swoim domu, podlegamy innym impulsom, nasze głowy zajmują się innymi sprawami. A w ultracyfrowym mieście, pasażerowie mogliby być narażeni na reklamy, na wtłaczanie do świadomości określonych potrzeb. Autobus jako poruszająca się skrzynka zajmująca się odpowiednim profilowaniem behawioralnym.

Teraz pójdę krok dalej, ale zostaję przy komunikacji publicznej. Ile miałby kosztować przejazd, skoro w pojazdach byłyby wyświetlane reklamy? Miałby być darmowy? A może jakaś usługa premium, wybór pomiędzy opłaceniem biletu lub koniecznością pochłaniania treści marketingowych? Dla mnie nie jest to układ sprawiedliwy, raczej widzę tutaj przestrzeń narastających nierówności. Tworzenie klasy społecznej, która nie jest towarem i zasobem dla firmy promujących produkty oraz takich, którzy szybko są mieleni przez mechanizm nieustającego wzrostu oraz pomnażania zysków. Ci drudzy są w zdecydowanie gorszej sytuacji. Ile zostaje im prywatności? Czy muszą dzielić się informacjami na temat swojego zdrowia i zakupów, aby móc w ogóle wsiąść do autobusu? Wbrew pozorom to pytania jest dość istotne, ponieważ każdy system trzeba najpierw nakarmić informacji, aby mógł wyrzucać z siebie określone reklamy dedykowane konkretnym osobom.

Mroczna wizja.

Błoga nieświadomość

Kto robi gry komputerowe? Ludzie. Studia nie są gwiezdnymi bytami złożonymi z kosmicznego pyłu. Za biurkami, w salach konferencyjnych, przy klawiaturach i przed monitorami siedzą istotny z krwi i kości. Z emocjami, potrzebami, z rodzinami, z planami. Wielu twórców gier komputerowych traktuje konstruowanie wirtualnych światów jak pasję. Dlatego bywają skłonni do poświęceń. Chociaż ostatnie 12 miesięcy pokazało, że coraz rzadziej gotowi są zostawać po godzinach lub spać w biurze. Chcą żyć. Tak samo jak pracownicy innych sektorów gospodarki. Dlatego zaczynają walczyć o swoje prawa. A co na to odbiorcy?

Klienci zdają się żyć w innej rzeczywistości. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy. W przypadku gier komputerowych działają dokładnie te same prawa, co w przypadku pozostałych części naszego życia. Na wiele rzeczy zamykamy oczy. Czy kupując awokado, zastanawiamy się, jak uprawy wpływają na środowisko i lokalną ludność? Jedni to robią, a inni nie. Innym, bliższym przykładem, może być elektronika. Dużo się pisze o sieci 5G. Dziennikarze głównie koncentrują się na jej zaleta oraz kontrowersjach politycznych. Jednak wielu pomija takie tematy jak konieczność utylizacji starych urządzeń lub kwestie społeczne i ekonomiczne związane z wydobyciem kobaltu. Warto pamiętać o tym, że nasze decyzje konsumenckie mają przełożenie na to, co dzieje się na świecie.

Podobne reguły działają w przypadku gier komputerowych.Wśród odbiorców pokutuje myślenie, że tworzenie wirtualnych przygód to tylko i wyłącznie pasja, której należy wszystko poświęcić. Celem jest zbudowanie wysokiej jakości produktu. Dla dobra odbiorców, którzy chcą dostawać wyłącznie cudownie napisane historie i ciekawe mechaniki. Dlatego trzeba spać w biurze, spędzać w pracy 20 godzin! To wszystko usprawiedliwia cudowna gra, w której czuć przelaną krew i pot. Nie od dziś wiadomo, że kiepskie produkcje powstają, ponieważ komuś nie chciało się pracować. Bo wolał, na przykład, spędzić weekend z rodziną, zamiast pisać kod, tworzyć poziomy lub pracować nad strategią marketingową. Takie myślenie jest szkodliwe! Nigdy nie ukrywałem tego, że swoim portfelem wolałem wspierać produkty, które zbytnio nie obciążają mojego sumienia. Z produktów Acitivision-Blizzard zrezygnowałem, ponieważ nie godzę się na to, w jaki sposób traktują ludzi.

Komentarz pod moim tekstem na DailyWeb

Wiem, że my, konsumenci, niespecjalnie lubimy, gdy przypomina nam się o odpowiedzialności za świat, w którym żyjemy. Drażni nas świadomość tego, że produkty, z których korzystamy, mogły zostać stworzone bez szacunku dla ludzkiego życia. To bardzo niewygodna prawda. Lepiej zamknąć oczy i nie zwracać na to uwagi. Bawić się. Mam wrażenie, że ten ostatni aspekt najmocniej działa w przypadku gier komputerowych. To forma rozrywki i ma odrywać od świata, a przypominanie o jej politycznym, ekonomicznym i społecznym wymiarze budzi niepotrzebne wątpliwości. Mimo to uważam, że trzeba to robić. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i nikt nie chce być wyzyskiwany. Chciałbym, żebyśmy z większą świadomości pochodzili do naszej codziennej konsumpcji. Nie tylko tej przy kasie, ale także tej dotyczącej cyfrowej rozrywki.

Szaleństwo i błąd. Wspomnienie długiego weekendu

Ostatnie minuty długiego weekendu! Wszyscy przygotowują się do powrotu do pracy, być może już spokojnie śpią i błagają o to, aby przebudzenie było delikatne. Budziki ustawione. Grille wygaszone. Samochody zatankowane. Ani śladu po wcześniejszym szaleństwie, może mały kac, który musi minąć do poniedziałku, żeby nie jeździć na „wczorajszym”. Strach, suszą, bo na pewno suszyć będą, w końcu statystyki trzeba jakoś zrobić. A człowiek chciał tylko się trochę zabawić, poszaleć w trakcie wolnego, odetchnąć od kieratu. Złapać przestrzeń.

Ale wcześniej trzeba było chwycić wór węgla drzewnego na promocji. Dołożyć do tego zamarynowaną w czerwonej chemii karkówkę i kiełbasę podobno śląską powstałą w wyniku zebrania poprodukcyjnych odpadów. Zapomniałem o specjalnej podpałce na bazie alkoholu, której pić nie warto, bo może i kopie, ale też zabija. Nadaje idealny, lekko chemicznym, posmak wszelkim mięsom uwędzonym w szarym, podpałkowym dymie. Aromat! Cudowny kolor! Człowiek w pełni gotowy do nienaturalnego spożycia w otoczeniu wspaniałych okoliczności przyrody. Plastikowe krzesełka trochę trzeszczą, ale kto by się tym przejmował! Pół litra siwuchy niższej klasy doskonale łagodzi upadek, szczególnie gdy zostanie popita piwem alkoholowym, ambrozją najprawdziwszą przelaną w zwykła butelkę lub aluminiową puszkę. Szklanek próżno szukać, bo na długoweekendowej zabawie króluje plastik. Dominuje w składzie sztuców, kubeczków oraz talerzyków, bo przewracający się człowiek miewa tendencję do tłuczenia zastawy, a tak z tworzywa sztucznego, cudo techniki, najwyżej płyn się wyleje. Co również może doprowadzić do płaczu.

Sklepowe spustoszenie przed długim weekendem było koniecznością podyktowaną trudnymi warunkami. W końcu to cztery dni wolnego, ale w zasadzie to tylko jednego dnia były zamknięte sklepy. Lepiej uważać! Być może mogło w Boże Ciało zabraknąć cebuli lub ziemniaków na frytki i co wtedy począć? Jak żyć? Co zjeść do grillowanej karkówki? Jak przełknąć schabowego beż obowiązkowego wianuszka z ziemniaków i surówki. Dlatego trzeba było ładować wszystko do wózka, bo w CZWARTEK sklepy były zamknięte, karta płatnicza pokutowania w ciemnościach portfela. Łkała za terminalem… Konsumpcja jest przymusem i to pewnie było powodem przygotowań na długi weekend, w którym sklepy były nieczynne przez jeden dzień. Tłok, szaleństwo w oczach, drżące od potrzeby wydania pieniędzy dłonie, wyrywanie sobie produktów przecenionych, bo TAKA OKAZJA SIĘ NIE POWTÓRZY, a w Biedronce RZUCILI TANIEJ ZIEMNIAKI, WIĘC BIERZCIE I RÓBCIE PUREE Z NICH WSZYSCY! To jest bowiem kartofel z Biedry, który spożyty zostać musi, bo inaczej się ZNISZCZY!

Do tego wszystkie trzeba obowiązkowo dodać ze dwie zgrzewki coli. Cukru czarnego, próchnicę wywołującego, ale tak cudownie smakującego, pobudzającego do harców. Koniecznie trzeba to załadować do wózka i przepychać nim ludzi, którzy, przez zupełny przypadek, chcą przejść do kasy lub sięgnąć po coś z półki.

Jak ja żałuję, że wszedłem do sklepu w środę przed długim weekendem…

Literat przegląda Internet #38

Gdy człowiek ma zajęcie, to dni szybko mijają. W tym tygodniu czytanie udało mi się wcisnąć pomiędzy odpisywanie progresów w taskach, wyprowadzanie psa oraz poszukiwanie kluczy pod fotelem samochodu. Po raz kolejny byłem zajęty, ale na przejrzenie kilku artykułów zawsze znajdzie się czas!

Oglądając telewizję, trafiłem na reklamy firmy Hosted. Okazuje się, że nie tylko mnie zainteresowało to dziwne przedsięwzięcie. Na AntyWebie znalazłem ciekawy artykuł. Czyżby oszuści postanowili zająć się hostingiem?

Trudno znaleźć osobę, która nie ogląda jakiegoś serialu. Warto zastanowić się nad miejscem tego tekstu kultury w cyfrowej współczesności.

Wszystkim miłującym neoliberalizm polecam ten fragment książki Przestrzenie globalnego kapitalizmu Davida Harvey’a. Warto przeczytać całość.

Hejt i startupy? Mieszanka wybuchowa! Tekst ma charakter prześmiewczy, ale odniosłem wrażenie, że wiele można wyciągnąć z zebranych komentarzy.

Na koniec historia pończoch. Coś dla lubiących różne fatałaszki.

Literat przegląda Internet #34

Góra zaległości powoli się zmniejsza. Praca nad otwarciem przewodu sprawiła, że wiele rzeczy musiałem odłożyć na później. Potem doszła słabość chwilowa i już nie widzę, gdzie kończy się moja lista zadań. Dlatego do długiego weekendu będę starał się jak najwięcej przeczytać i zrobić, ale odpuszczam sobie rzeczy naukowe!

Urzekł mnie tekst Łony. Mnie, co prawda, nikt nie zaczepia, podejrzewam, że zawdzięczam to swojej aparycji, ale rozumiem zdenerwowanie.

Trafiłem na dobry wywiad z Joanną Tokarską-Bakir o strukturze polskiego społeczeństwa. Po jego przeczytaniu zacząłem rozumieć, dlaczego nie potrafimy się dogadać.

„Krytyka Polityczna” ciągle mnie zaskakuje. Mam wrażenie, że powoli odzyskują poziom, ale ten tekst wywołał we mnie uczucia ambiwalentne. Mitologizacja historii to temat trudny i powinien być opisywany, ale mam wrażenie, że nie w ten sposób.

Przemiany klimatyczne i kapitalizm, czyli krótki felieton o tym, że gdy zniknie ludzkość, to nie będzie komu gromadzić kapitału.

Co zrobić z tymi wszystkimi doktorami? Czy powinni zasilić szeregi uniwersyteckiej administracji? Pomysł, sam w sobie, jest ciekawy, ale niemożliwy do zrealizowania w Polsce.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén