Paski w grach komputerowych, to coś, co każdy fan cyfrowej rozgrywki od razu kojarzy. Zaczyna się od instalacji. Chociaż obecnie częściej jest to obserwowanie postępu pobierania plików. Właściwa zabawa zaczyna się po odpaleniu wybranej produkcji. Tam już czają się różnego rodzaju paski! Nie tylko te ładowania, ale także ten obrazujący postęp na danym poziomie, zebrane doświadczenie lub inny zasób, są też takie, które pozwalają na zorientowanie się, ile elementów brakuje w danej kolekcji. Te ostatnie zawsze najmocniej na mnie działały. Cyfrowe zbieractwo to jeden z aspektów gier komputerowych, który szczególnie uwielbiam.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że kolekcje to jedna z najlepszych metod angażowania graczy. Sam często wspominam o nich w firmie, co nie zmienia faktu, że lubię, gdy ten element pojawia się w ogrywanych przeze mnie tytułach. Guild Wars 2 ma mnóstwo różnego rodzaju kolekcji. Czasem mam wrażenie, że cały ten cyfrowy świat powstał po to, aby odbiorcy mogli zbierać najróżniejszego rodzaju rzeczy i cieszyć się z odblokowanych nagród. A już najwięcej radości daje uzupełnienie wszystkich pustych miejsc! Często jest to związane z różnymi osiągnięciami i samo w sobie bywa osiągnięciem. Dlatego twórcy często nagradzają odbiorcę specjalnym tytułem, dzięki któremu może oznajmić wszystkich, że udało mu się zdobyć wszystkie elementy kolekcji.

Ten mechanizm często jest wykorzystywany w ramach monetyzacji. Szczególnie gdy w grę wchodzą skrzynki lub pakiety kart. Rozumiem, że można w ten sposób wykręcić niezłe zyski, ale nigdy nie trafiało do mnie tłumaczenie, że cyfrowe przedmioty są tak naprawdę odpowiednikami tych fizycznych, również pozyskiwanych z kupowanych pakietów. Nie, tę realną kolekcję mogę odsprzedać, jej wartość, jeśli będę miał szczęście, będzie rosła z czasem. Taki los spotkał karty ze sportowcami lub Magic: The Gathering, w którym klasery ze wszystkimi elementami danego rozszerzenia potrafią kosztować setki dolarów. A co w przypadku gier cyfrowych? Tam, ten płatne kolekcje, potrafią szybko stracić swoją wartość. Wystarczy wydanie nowej wersji danego produktu i konieczność uzupełniania kolekcji od nowa. Ich sprzedawanie jest często traktowane jako nielegalne z perspektywy danej usługi. Oczywiście, że rynek z kontami działa, ale trzeba liczyć się z tym, że po zakupie może ono zostać zablokowane.

W ciekawy sposób do kwestii budowanie kolekcji kart podszedł producent League of Legends. Ich najnowsza karcianka, Legends of Runterra, jest pozbawiona płatnych pakietów, w których pierwsze skrzypce gra losowość. Są za to dostępne wildcards, które pozwalają odblokować wybraną kartę oraz zestaw startowy. W tym ostatnim również nie ma żadnej losowości. Zawartość została jasno opisana. Nie chcecie płacić? Żaden problem! Odbiorca jest nagradzany kartami i pakietami, w zamian za grę. Wystarczy wybrać jedną z kolekcji i poświęcić czas na zebranie punktów doświadczenia, i odblokowanie kolejnych nagród. Tam będą paczki z losowymi kartami. Dodatkowym elementem jest Weekly Vault, w którym, w zamian za wykonywanie dziennych zadań i grę, również otrzymuje się karty. W tym wildcards.

Odważny ruch, który spotkał się za aprobatą osób spędzających czas na wirtualnych zmaganiach w Legends of Runterra. Nic dziwnego, w końcu pojawiła się karcianka, która nagradza za samo granie! To dobrze wpływa na społeczność, ponieważ ludzie czują się motywowani do zabawy. W końcu dostają coś w zamian, pakiet, dzięki któremu mogą zbudować nową talię i grać dalej.

Kolekcje to istotny element gier komputerowych. Warto je dodawać, ale trzeba pamiętać o tym, aby ich uzupełnianie było również ważnym elementem zabawy, a nie tylko maszynką do zbierania pieniędzy.

EDIT: Kamil! Dzięki za zwrócenie uwagi na niejasności 🙂