Tag: książki (Page 1 of 2)

Śmiertelne wygodnictwo

Będzie o literaturze, o czytaniu, o książce. Już kiedyś wspominałem, że będę wracał do pisania o swoich doświadczeniach płynących z różnych lektur. Kilka kolejnych tekstów na pewno będzie poświęconych fantastyce naukowej. Zauważyłem, że na Kindle’u mam sporo książek utrzymanych w tym gatunku. Zastanawiam się, jak wiele z nich będzie dotyczyło zagłady ludzkości, apokalipsy, którą sami sobie zgotowaliśmy. Przedrzeźniacz Waltera Tevisa prezentuje świat, w którym rządzą roboty. A ludzie? Snują się. Dogorywają. Powoli dogasają.

To nie jest zagłada rodem z Terminatora lub Matriksa. Przedrzeźniaczowi daleko nawet do jednego z odcinków Czarnego lustra, w którym grasowały wściekłe robopsy. Walter Tevis zaproponował inna wersję upadku rodzaju ludzkiego. Takiego przesyconego narkotykami, które są dystrybuowane przez maszyny. Na dodatek to właśnie roboty dbają o utrzymanie porządku w powoli dogorywających miastach. A wszystko robią na życzenie swoich konstruktorów, ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli mieć wygodne, przyjemne życie. W Przedrzeźniaczu je mają. Co prawda rodzi się coraz mniej dzieci, gatunek jest zagrożony, ale kogo to obchodzi? Wszystkiego jest pod dostatkiem, o resztki ludzkości dbają cały czas pracujące maszyny.

Wizja końca świata, w której ludzie sami zdecydowali się na oddanie swojego losu maszynom, jest w niepokojąca. Założenie, że sztuczna inteligencja będzie sama siebie korygować i dążyć do doskonałego, idealnego porządku, wydaje się niespełnionym snem odważnego wizjonera. W Przedrzeźniaczu autor oparł na tym założeniu cały świat przedstawiony. Efekty? Opłakane. Ludzie nie potrafią czytać i są wyłączeni z porządku symbolicznego. Mało myślą, ponieważ ciągle biorą specjalne tabelki, które wprawiają ich w dobry nastrój, ale otumaniają. Społeczeństwa są obojętne, zdrętwiałe, nie zdają sobie sprawy z tego, że powoli wymierają. Nikt nie zdaje pytań. Po co miałby to robić? O wszystko dbają specjalnie zaprojektowane maszyny. Nawet same się serwisują! A ich jedynym celem jest zapewnienie dobrego samopoczucia ludziom.

W Przedrzeźniaczu świat pada ofiarą własnego wygodnictwa. Ciągłemu dążeniu do przyjemności. Skądś to znamy, prawda? Książka została po raz pierwszy wydana w 1980 roku, ale ten przerażający świat przedstawiony jest nam bliski. Coraz więcej osób ma poważne problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Współczesność woli obrazki. Za wszelką cenę dążymy do ciągłego odczuwania przyjemności. Począwszy od ślepego konsumpcjonizmu, po intelektualne lenistwo. Czy nowoczesny świat chętnie oddałby się w ręce maszyn? Takich sterujących wszystkim, dbających o wszystko? Sądzę, że w każdym społeczeństwie znalazłaby się frakcja, która chętnie by tak postąpiła. Po co się martwić? Lepiej się wycofać i zza narkotycznej zasłony obserwować powolny upadek świata. W Przedrzeźniaczu obojętność jest społecznie akceptowalna, a nawet pożądana i wtłaczana w ludzkie umysły od pierwszego dnia edukacji.

Książka Waltera Tevisa zostawiła mnie z niepokojem. Nawet lekkim przerażeniem. W końcu wszyscy kochamy proste przyjemności i najchętniej byśmy się w nich zanurzyli. Tym bardziej, że takie postępowanie jest mocno promowane przez nowoczesną kulturę. Jednak myślę, że wciąż trafiają się jednostki, które potrafią się temu przeciwstawić. Na szczęście jeszcze jej nadzieja.

Dotarłem do kresu urlopu

Czas urlopu dobiegł końca. Trudno powiedzieć, że nagle, bo spodziewałem się, że to nastąpi. Po prostu wszystko, co dobre, prędzej czy później, dobiega kresu. Za sprawą Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku udało mi się wyrwać jakieś 10 dni urlopu (licząc z weekendami)! Jak wygląda 10 dni przerwy od pracy, człowieka, który zajmuje się pisaniem i redagowaniem tekstów, opracowywaniem zagadnień i kolekcjonowaniem różnego rodzaju danych?

Najciekawszym paradoksem jest to, że od pracy przy komputerze odpoczywam, grając i oglądając seriale na komputerze. Różnica polega na tym, że przez 10 dni robiłem to, co chciałem, a nie to co musiałem. Lista zadań spokojnie wisiała do dzisiaj, uzupełniałem tylko sprawy bieżące, o których nie mogłem zapomnieć. Zakupy, coś do zrobienia z domu, przygotowania do przeprowadzki – takie rzeczy lądowały na liście. Nie było żadnych zadań w stylu zredaguj tekst do pomocy lub przejrzyj treści na temat dodatków, nic z tych rzeczy. Wyłącznie codzienne kwestie nadające rytm codzienności. A skoro już przy rutynie jesteśmy, to ta urlopowa, przynajmniej dla mnie, składa się z dwóch elementów.

Po pierwsze siedzenie do późna. Okresy wolności od pracy zawsze kończą się dla mnie transformacją w sowę. Spędzam czas pisząc, czytając i grając, ale najlepiej czuję się wtedy, gdy na zegarku wybije druga w nocy, a ja jeszcze mam jeden akapit do napisania, jedno zadanie do zrobienia lub jeden rozdział do przeczytania. Przez te dziesięć dni wolności od korporacyjnych okowów zajmowałem się nadrabianiem cyfrowych książek. Udało mi się przebrnąć przez trzy świetne pozycje! Zaczęło się od tekstu anglojęzycznego skoncentrowanego na krytyce konsumpcyjnego trybu życia.Affluenza: How Overconsumption Is Killing Us Berreta Koehlera to jedna z ciekawszych książek, która dotyka problemu etyki marketingu. Gdy już dotarłem do ostatniej strony, zainspirowany do przemyśleń, to postanowiłem, że odpocznę od problemów współczesności i udam się w wycieczkę w przyszłości. Pomogły mi w tym dwie powieści – Hyperion Dana Simmonsa i Na fali szoku Johna Brunnera. Pierwszy tekst po prostu powalił mnie na kolana, tak dobrego science fiction nie czytałem od dawna. Interesująca konstrukcja świata przedstawionego, opowieści bohaterów oraz różne spojrzenia dotyczące tego samego problemu, czyli tajemnic planety Hyperion. Na fali szoku jest również ciekawe, jednak piękno tej książki psuje kiepski, oczywiście moim zdaniem, koniec. Zachęcam do przeczytania i jednocześnie ostrzegam przed kiczem, którego stężenie rośnie na ostatnich stronach.

A po drugie urlop, to spacery z Bestią. Długie, bo po 6 kilometrów, trudne, bo na polach pełno błota. Były to przechadzki pożegnalne, ponieważ od przyszłego tygodnia będę mieszkał w innym miejscu. Półroczny powrót na wieś został zakończony, pora wracać na prowincję! Zrobiłem trochę zdjęć, pozwoliłem wyszaleć się psu. Myślałem, że z każdego takiego spaceru, wrócę naładowany metaforami, że obudzi się we mnie idealistyczna tęsknota do miejsca mojego wychowania – nic z tych rzeczy. Najwyraźniej im jestem starszy, tym bardziej robię się pragmatyczny. Taki urok. Walczyć z tym nie będę, bo to strasznie nudne cały czas trzymać jeden rytm.

Post zostanie opublikowany o 5:55. O tej godzinie zwlekam się z łóżka. Podejrzewam, że będzie to trudne, ponieważ zarwę kolejną noc. Z rozpędu, z urlopowego przyzwyczajenia. Powoli zbiorę swoje rzeczy, spakuję klawiaturę, płatki i wyruszę do pracy. Spadł śnieg, więc warunki będą poślizgowe. Na miejscu czeka na mnie moje biurko, dwa monitory, zaśmiecony pulpit oraz kilkanaście zadań do zakończenia. To nie będzie smutny powrót, raczej radosny. Znowu będę w swojej korporutynie z zestawem codziennych tasków i spraw bieżących.

Znowu będę zaczynał dzień od słów: „Cześć, Forty! W czym mogę Ci dzisiaj pomóc?”. Bo właśnie tak nazywa się moje stanowisko.

Urok złych tekstów

Filmy z kategorii Z ciągle mnie fascynują. Podobnie jest z książkami i grami komputerowymi. Powinienem szanować swój czasy, wybierać wyłącznie produkcje dobre lub wyróżniające się czymś interesujących. Problem polega na tym, że najbardziej fascynują mnie te złe rzeczy, kiepskie gry, filmy oraz książki. Sięgam po nie w określonym celu, dlatego nie traktuję ich jako straty czasu. Wprost przeciwnie! Mam wrażenie, że często dają mi więcej, niż teksty o wyjątkowej jakości.

Zrobienie czegoś złego, czegoś kiepskiego, ale tak, aż do bólu oczu i mózgu, również jest formą sztuki. Nie mam tutaj na myśli filmów, gier i książek udających grafomanię, przebierających się za coś niskiej jakości. Wolę takie filmy jak Szpon, Tureckie gwiezdne wojny oraz Plazma. Wszystkie trzy zostały nakręcone ze śmiertelną powagą i dlatego ich wpadki są śmieszne. Polecam szczególnie Tureckie gwiezdne wojny, które idealnie wpisują się w aktualne kosmiczne szaleństwo. Ten film jest tak zły, że aż fascynujący.

Te kiepskie teksty również trzeba poznawać. Jest to jedyna metoda wypracowania sobie sensownego systemu odniesień. Bo w jaki sposób docenić wspaniałą formę, jeżeli w rękach nie miało się czegoś, co okazało się poważnym rozczarowaniem? Moim zdaniem jest to po prostu niemożliwe. Złe filmy, książki i gry komputerowe dużo mówią mi o mnie samym. Właśnie wtedy przyglądam się temu, w jaki sposób patrzę i czytam, jak buduję sensy i jak często daję się poprowadzić autorowi. Czuję to w potknięciach, bo przewracam się razem z twórcą i wtedy zaczynam się zastanawiać, dlaczego tak się stało?

Złe rzeczy opowiadają o aktualnie uznawanych strukturach treści. One wręcz je obnażają! Przyczyna tego stanu jest banalna – najczęściej próbują naśladować, coś, co w danym momencie historycznym jest popularne. Szał na wampiry wyprodukował wiele kiepskich rzeczy, podobnie było z zombie. Dzięki temu mogliśmy obserwować, jak dany temat się wypala i śmiać się z nieudolnych połączeń, które miały go odświeżyć. Mody za wszelką cenę próbują się utrzymać na powierzchni i to pragnienie sprawia, że twórcy zaczynają grzebać przy danym schemacie. Często wiedzą za mało, a innym razem za dużo – wtedy otrzymujemy ciekawą klęskę.

Dlatego nie powinniśmy się obrażać na kiepskie rzeczy. Po co od razu traktować je jako stratę czasu? Jaką mamy gwarancję, że mogliśmy zająć się czymś innym, co na pewno będzie lepsze? Powroty również mogą okazać się poważną pomyłką. Ja mam tak z Gwiezdnymi Wojnami. Z racji pojawienia się najnowszej części postanowiłem odświeżyć sobie te stare. I dotarło do mnie, że kiedyś znacznie bardziej mnie fascynowały. Dzisiaj – zarówno stara, jak i nowa trylogia – trochę mnie rozczarowują. Zmienił się mój sposób odbioru, obejrzałem więcej dobry oraz złych filmów i teraz inaczej postrzegam legendarną sagę.

Różnorodność pozwoliła mi zrozumieć, to jak myślę o tekstach kultury. Dlatego powinniśmy nieustannie szukać i sprawdzać swój sposób myślenia. A! Muzykę przemilczałem celowo, bo to temat na zupełnie inne rozważania.

francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

NaSłuch #2 – Fascynujący świat Gry o Tron

//Muzyka: Grzegorz Pikuliński.

//Obrazek wyróżniający: francois schnell / Podcasts anywhere anytime (CC BY 2.0)

//Podcast można odsłuchać na Soundcloud lub pobrać.

Książkujmy się!

Book Up!” to nowy magazyn o książkach, który swoją premierę miał 17 kwietnia. Pobrałem od razu, wrzuciłem na Kindle’a i zacząłem lekturę. Daleki jestem od rozczarowania, ale nie zbliżam się do zachwytu. „Book Up!” to ciekawa inicjatywa. Niestety, nie jest ona skierowana do mnie.

Podstawowym plusem tego magazynu jest lekkość i łatwość lektury. Wywiady oraz recenzje napisane są po prostu bardzo dobrze, jednak nie ma w nich ani krzty pragnienia problematyzacji tekstu. Z perspektywy krytyka literackiego „Book Up” to czasopismo koncentrujące się na wartościowaniu książek, a nie na opisywania interesujących zjawisk literackich. Dlatego wolę czytać „Książki. Magazyn do czytania”. Formuła tekstów zwartych w tym czasopiśmie jest bliższa mojemu sercu.

Zostawmy moje zainteresowanie – raczej zafiskowanie – krytyką literacką. „Book Up!” to zestaw prezentacji książek, coś pomiędzy magazynem reklamowym, a magazynem pretendującym do miana kulturalnego. W rękach miałem dopiero pierwszy numer, ale obawiam się, że te aspiracje bardzo szybko zostaną zdławione przez potrzeby marketingowe. Już teraz widać, że ta warstwa jest silna i błyskawicznie może zdominować całość czasopisma. Wtedy „Book Up!” stanie się kolejną reklamową tubą, po którą nie warto będzie sięgać.

Powinien przyklasnąć tej inicjatywie, ale nie potrafię. Pragnę czasopism literackich utrzymanych w tonie „Dwutygodnika” lub przynajmniej „Książek…”. Chcę nie tylko wartościujących recenzji, ale także szkiców krytycznoliterackich, w których autorzy będą próbowali zmierzyć się z różnymi warstwami tekstu. „Book Up!” tego nie robi i dla mnie jest, przynajmniej pierwszy numer, wyłącznie ciekawostką. Godną obserwowania, ale w dalszym ciągu tylko ciekawostką, z którą nie wiążę żadnych większych nadziei.

Page 1 of 2

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén