Tag: kultura (Page 1 of 15)

Opowieść o świętach na wsi

Święta Bożego Narodzenia. Opisywane jako moment wspólnej biesiady, rodzinnego pojednania, zadumy nad odchodzącym rokiem oraz momentem wyczekiwania na pierwszą gwiazdkę. Pewnie dla niektórych jest tak dalej, ale ja zawsze byłem dość cynicznym człowiekiem. Ze względu na swój twardy ateizm oraz podejście do rytuałów, ten okres w roku traktuję jako moment wytchnienia. Żadnej zadumy. Nie pochylam się nad Jezuskiem i Królami. Wyjeżdżam na wieś. Co roku. Żeby odpocząć, nic nie robić. Po prostu, złapać oddech, spędzić kilka dni na oglądaniu filmów, czytaniu książek i graniu w gry.

Jeżeli ktoś spędza czas z rodziną i to lubi, to nie widzę najmniejszego problemu. Mało tego! Uważam, że w drugą stronę powinno być podobnie! Jeżeli ktoś nie chce uczestniczyć w obchodach Bożego Narodzenia, to ma pełne prawo się z nich wypisać. Jak każdy dorosły, dojrzały i samostanowiący o sobie człowiek. Nie warto wpadać w pułapkę zastanawiania się na temat tego, co pomyślą inni, ani specjalnie przejmować się tym, że ignorowanie Świąt Bożego Narodzenia to atak na Tradycję. Nie dajcie się zwariować, szkoda zdrowia. Lepiej spędzić ten czas, tak jak się chcę, dla własnego spokoju. Zwykłem zastanawiać się nad tym, czy warto poświęcać swoją głowę, po to aby inni czuli się dobrze. Po wielu latach doszedłem do tego, że nie. Zawsze lubiłem być na przekór, wywracanie wszystkiego wokół mnie do góry nogami sprawia mi przyjemność, entropia jest dla mnie szansą, a nie zagrożeniem. Żyję zgodnie ze swoimi przekonaniami, a jeżeli komuś jest z tego powodu przykro, to trudno.

Mogę się nie zgadzać z różnymi poglądami na temat Świąt Bożego Narodzenia. Jednak najbardziej drażni mnie to, że pod płaszczykiem Tradycji, chrześcijańskiego przeżycia, sprzedaje się mnóstwo zwykłego badziewia. Warto spojrzeć na choinkę jak na symbol trudnej do opanowania konsumpcji. Szczególnie z prezentami, które koniecznie muszą się pod nią znaleźć. Z drzewkiem trzeba się pokazać na Instagramie! Koniecznie należy wtedy wspomnieć o nowych, wyjątkowych ozdobach, a także opowiedzieć wzruszającą historię. Nabieracie się jeszcze na to życie złożone z kolorowych obrazków? Media społecznościowe to wielki postnowoczesny tabloid, w którym obserwuje się celebrytów lub nawet pełni ich rolę. A potem, po Świętach, przychodzi czas śmietnika. Wywala się mnóstwo jedzenia, foli, plastiku, zauważyłem, że w koszach zaczęły lądować także ozdoby. Okres świąteczny to dziwny czas, szczególnie w 2019 roku, w chwili, w której coraz głośniej mówi się o tym, że do przetrwania naszego gatunku konieczne będzie ograniczenie konsumpcji.

Myślę, że ta konsumpcyjna, mrugająca choinka, powinna być dobrym momentem na zastanowienie się, co dalej będzie się działo z prezentami. Trafią na śmietnik? Do lasu? A może sprawią, że stare rzeczy będą miały drugie życie? Moje święta na wsi są pozbawione tego problemu, od lat praktykujemy z Żoną prostą zasadę – kupujemy sobie to, z czego będziemy korzystać. Minimalizm. Pragmatyzm. W zamian za suto zastawiony stół, cztery dni na resztkach i świecą lampki marnujące prąd.

Komuś zrobiło się przykro? Trudno.

Cyfrowe kolekcje

W piątek, w ramach odpoczynku od przydzielonych zadań, wdałem się w dyskusję o cyfrowych grach karcianych. Moim rozmówcą był Maciek, człowiek, który kocha planszówki tak samo jak ja. Po afterparty na Digital Dragons graliśmy prawie do 4 nad ranem w Terraformację Marsa. Z dodatkiem. Szaleństwo? Nałóg? Nie, po prostu słabość do wspaniale napisanej rozgrywki. Wróćmy do cyfrowych karcianek.

Okazało się, że obaj podchodzimy do nich z dużą rezerwą. W trakcie rozmowy pojawił się aspekt aktualizacji cyfrowych produkcji opartych na kartach. W analogowej formie tego nie ma, raz wydrukowane karty działają zgodnie z opisem. Nie można tak prostu zmienić kosztu zagrania danego czaru i zmusić wszystkich do przyjęcia modyfikacji. Inną sprawą są turnieje, wtedy faktycznie należy przejrzeć zasady i sprawdzić, jakie karty traktowane są jako wykluczone. Należy się dostosować, jednak w dalszym ciągu nie są to globalne modyfikacje. A w takich Hearthstone? Każdy może sobie zbudować dowolny deck, ale są ludzie, którzy opierają swoją grę na kilku kartach. Do nich dopierają kolejne. A tu nagle wchodzi zmiana i wszystko się sypie. Do tego trzeba uwzględnić poświęcony czas oraz pieniądze. W Magic: The Gathering raz kupiona karta zawsze pozostawała tak sama. Wiedziałem, w co inwestuję.

Kwestia zmian w kartach, szeroko rozumianej modyfikacji rozgrywki, szczególnie interesowała Maćka. Dla mnie ważna było także tworzenie kolekcji. Magic: The Gathering, Hearthstone oraz Gwint należą do gatunku CCG – „collectible card game”. Po polsku; kolekcjonerska gra karciana. Już w nazwie pojawia się zaproszenie do budowania określonego zbioru kard. Sam, bawiąc się w Gwincie, doceniłem to, że w jasny sposób zostały zaprezentowane karty przeze posiadane oraz te, których mi brakowało. Świetny zabieg! Na pewno pozytywnie wpływa na monetyzację produkty. Poczucie straty, konieczność uzupełnienia luk, to robi swoje. Znam ten mechanizm z Magic: The Gathering. Rozmowy zaczynające się od krzyku „A co to za karta? Skąd ją masz?!”, często napędzały rozgrywkę i budziły chęć targowania się, w celu uzupełnienia kolekcji. W cyfrowych karciankach pozostawało mi wyłącznie kupowanie paczek z losowymi kartami. Zupełnie inne wrażenia, jedna wielka niewiadoma, pieniądze mogą zostać zmarnowane, bo nie dopisze mi szczęście.

Inna sprawa. Cyfrowe kolekcje, to tylko zlepek pikseli. Nie mogę ich nikomu przekazać, żadnej karty nie włożę w koszulkę, nie rozłożę ich sobie na stole. Do swojego zbioru mam dostęp tak długo, jak dana gra istnieje. Po zamknięciu danego tytułu wszystko przepada. Nic dziwnego, w końcu żyjemy w świecie opartym na udzielaniu licencji. Steam, Origin, Netflix, uPlay oraz Spotify – wszystkie te serwisy łączy jedno: nic fizycznie nie kupujemy, otrzymujemy wyłącznie dostęp do danego produktu, który w każdej chwili możemy stracić. Dlatego wszelkiego rodzaju cyfrowe kolekcjonerskie gry karciane budzą moje wątpliwości. Co to za kolekcja, która nie należy do mnie?

Żadna.

Literat przegląda Internet #125

Planowaliśmy słuchanie Trójkowej Listy Przebojów, ale nic z tego nie wyszło. Może uda się w przyszłym tygodniu. Aktualnie wkraczamy w leniwy weekend! Wyjazd na wieś, siedzenie z psem na dworze i jeden wielki spokój!

Jak nowoczesna kultura zabija fikcję literacką?

O co chodzi z tą całą Argentyną?

Zatrudnianie najlepszych nie zawsze jest doskonałym rozwiązaniem.

Rozumienie i postrzeganie kopii w chińskiej kulturze.

Co to jest „protopia”?

Impulsywne przeglądanie

Środa, końcówka stycznia 2018 roku. Późne popołudnie, taski zakończone, można odpoczywać. Wcześnie warto przygotować sobie jakiś obiad, żeby się siedzieć o przysłowiowym suchym pysku. Pogoda jak pod psem, zimno, nieprzyjemnie, żadnej motywacji, aby opuścić ciepłe i suche miejsce. Rozwiązania same się nasuwają – granie, czytanie, oglądanie. Poszukuję tego, przy czym odpocznę najbardziej. Wybieram ostatnią możliwość.

Będę oglądał. Nie wiem jeszcze co. Obserwuję klęskę urodzaju obrazów. Uśmiecha się do mnie YouTube. Mam tam zapisanych kilka materiałów na temat programowania oraz game designu. Nie będę myślał w środę, tym bardziej późnym popołudniem. Połowa tygodnia, trzeba uspokoić umysł, aby dotrwać do weekendu. HBO GO? Odpada! Czekam na kolejny sezon Doliny Krzemowej, może wcześniej obejrzę sobie poprzednie, ale teraz nie mam na to ochoty. Humor dotyczący cyfrowego świata bardzo mnie bawi, dopóki nie zdam sobie sprawy z tego, że wiele z tych problemów przerobiłem w trakcie pracy. Zostaje Netfliks! Niezmierzone pola nieskończonych możliwości! Słuszna droga, zbawienie miłośników oglądania filmów i seriali. Chociaż bliższe prawdy będzie stwierdzenie, że jest to przestrzeń dla tych, którzy lubią przeglądać.

Przekleństwem Netfliksa jest katalog, w którym można utonąć. Nic takiego nie zdarzyło mi się w Spotify. Nigdy nie ugrzęzłem w przeglądaniu tytułów oraz wykonawców. Gdybym powiedział, że podobnie mam, gdy wpadam na Netfliksa, to zwyczajnie bym skłamał. Płacę za możliwość przeglądania obrazów w katalogu. Czasem czytam opisy, kompletnie nie zwracam przy tym uwagi na gatunek. Interesujący sposób spędzania wolnego czasu – grzebanie w ofercie serwisu streamingowego, tylko po, aby nic nie znaleźć, ale dołożyć kilka filmów do listy. Od razu człowiek staje się szczęśliwszy! Mam co oglądać, bo dodałem nowe tytuły. W czasie spędzonym na poszukiwania, na pewno mogłem obejrzeć przynajmniej dwa odcinki jakiegoś serialu…

Wyjątkowo w środę, podejrzewam, że w ostatniej chwili, zorientowałem się, że katalog zaczyna mnie wciągać jak bagno. Otrząsnąłem się! Wyrwałem się! Odniosłem mały sukces! Dlatego postanowiłem go uczcić. Wybór padł na serię Comedians in Cars Getting Coffee. Niespodzianka – nie obejrzałem wszystkich odcinków! Postanowiłem, że wybiorę rodzynki z ciasta i skoncentruję się tylko na tym, co mnie zainteresowało. Kierowałem się rozpoznawalnością nazwisk. Szyba selekcja i swoją przygodę z Comedians in Cars Getting Coffee zakończyłem w ciągu 90 minut. Obejrzałem tylko kilka odcinków, nie czuję potrzeby, aby wracać do tej serii.

Skorzystałem z wolności, którą dał mi serwis streamingowy. Nie czuję się winny. To dobrze, że mogłem sam zdecydować o swoim czasie, nawet jeżeli wcześniej musiałem zwalczyć pokusę przeglądania katalogu. Jednocześnie nie mam zadania na temat programu Comedians in Cars Getting Coffee. Kilka odcinków, kilka znanych nazwisk, materiały o różnej jakości. Dla mnie był to zapychacz czasu, idealny do obiadu odgrzanego w późne środowe popołudnie.

Literat przegląda Internet #107

Nadszedł koniec tygodnia. Ostatni weekend spędziłem przed Stranger Things, dlatego na najbliższe dni nie planuję żadnego dłuższego oglądania. Trzeba odpocząć. Złapać oddech. Poszukać czegoś innego. Dlatego zacząłem oglądać rzeczy w Internecie!

Kto pamięta szał na polifoniczne dzwonki? A gry w Javie?

Skąd wzięła się popularność PUBG?

Animacja prezentująca świat oparty na fraktalach.

Ciekawy artykuł na temat Stranger Things.

Czym jest kultura? Źródłem cierpień?

Page 1 of 15

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén