Tag: polska (Page 1 of 6)

Wpływ korony

Koronawirus. Temat, który długo grzał nie tylko w mediach, ale nawet w głowach przechodniów. Dzisiaj? Raczej dominuje przekonanie, że pandemia się skończyła, że wirus został pokonany, że teraz nic nam nie grozi. W tym stwierdzeniu widzę kilka wątków, których źródła w dużej mierze znajdują się różnych przekazach medialnych, którymi karmiono odbiorców od stycznia 2020 roku. Zacznijmy od tego, co ma do powiedzenia WHO. Organizacja jest ostrożna w swoich opiniach, ale obecnie narracja zmierza w kierunku stwierdzenia, że COVID19 zostanie z nami. Jako choroba sezonowa, endemiczna, co automatycznie nie oznacza, że należy przestać na siebie uważać!

Jednocześnie trudno wymagać od ludzi, że będą siedzieć w ciągłym strachu i dużą uwagą obserwować każde kolejne ogłoszenie. Był czas zamknięcia, różnego rodzaju ograniczeń, których zadaniem było opanowanie koronawirusa w Polsce. Ogłoszono stan epidemii, który przecież nie został odwołany, a przynajmniej ja nie trafiłem na taką informację. Wciąż pojawiają się nowe przypadki, teraz w mediach dominuje narracja opowiadająca o zakażonym Górnym Śląsku. O kopalniach, z których z niebywałą łatwością zrobiono wylęgarnie koronawirusa. A co byłoby, gdyby zostali przebadani pracownicy zajmujący się przetwarzaniem mięsa? Piję do sytuacji w Stanach Zjednoczonych, w których właśnie ta branża jest głównych ogniskiem zakażeń koronawirusem. Pozostaje jeszcze kwestia magazynów, takiego, na przykład Amazona pod Wrocławiem. Jakoś szybko zapomnieliśmy o tej sprawie i skupiliśmy się na górnikach.

Niepokoi mnie tworzenie świata, w którym Polska jest zdrowa, ale Górny Śląsk jest chory. W głowach ludzi budzi się chęć stygmatyzowania, wytykania palcami, traktowania jako gorszego. Poszukiwanie wroga to jedna z metod radzenia sobie ze strachem. W przypadku choroby jest to trudne, bo wirusowi nie można porysować samochodu lub odciąć jego dzieci o tych zdrowych i niewinnych. Z ludźmi łatwiej to zrobić. Nie wiem, ile to daje satysfakcji, wiem za to, że społeczności, mniejsze i większe, lubią, gdy jakaś grupa zostanie wyznaczona na kozła ofiarnego. Co jest wygodne i na pewno wpływa na konsolidację społeczności, ale jest to działanie krótkotrwałe. Aby potrzymać stan zjednoczenia, ciągle potrzebni są nowi wrogowie. Muszą się pojawiać, po to, aby dana społeczność, czuła, że ma z kim walczyć.

Śledzenie polskich mediów przychodzi mi z trudem. Coraz częściej przekonuję się o tym, że dziennikarzy pozostało niewielu, zastąpili ich mediaworkerzy mający za zadanie wyrobienie celu tekstów na dany dzień. Już w przypadku budowania narracji wokół pandemii koronawirusa widać było granie na strachu, tworzenie przerażających nagłówków, które przyciągną kliknięcia. Odniosłem wrażenie, że w podobny sposób były budowane informacje na temat ognisko koronawirusa na Górnym Śląsku. Próby sensownego przedstawienia informacji Ministerstwa Zdrowia można zliczyć na palcach jednej ręki, zdecydowanie częściej karmiono odbiorców strachem, tylko po to, aby kliknięcia się zgadzały.

Apeluję o rozsądek i zwracam się nie do dziennikarzy, ale do ludzi, których codziennie mijam na ulicy.

Pustki

To będzie kolejny tekst na temat życia w czasach zarazy. Złożony z garści obserwacji, literackich stopklatek, które udało mi się złapać w ostatnich dniach. Podejrzewam, że jak wiele innych osób, aktualnie będę pracował z domu. W jednym z podcastów wspominałem, że mam problem z home office. Rozciągam pracę. Zamiast skończyć zaplanowane zadania w osiem godzin, siedzę nad nimi cały dzień. Nic to, będę musiał się dostosować. Teraz jest czas na spędzanie czasu w domu, co pewnie zrodzi wiele konfliktów.

Zauważyłem, że pandemia obnażyła wiele słabości naszej globalnej wioski. Jedyną z największych jest przyzwyczajenie się do nadmiaru. Dlatego puste półki tak szokowały, niektórzy pewnie widzieli je po raz pierwszy w życiu. Nie mam zamiaru krytykować tych, którzy zaczęli robić zapasy, pewnie wiedzeni ewolucyjnym instynktem przetrwania. Liczę na to, że to jedzenie nie wyląduje w śmietniku! Jeżeli tak się stanie, to nie było zabezpieczenie rodziny, ale karygodne marnotrawstwo, którego nie można wytłumaczyć stwierdzeniem, że wszystkiego jest za dużo. Pandemia pokazuje, że żyjemy w świecie złożonym z kruchej struktury dostaw. Dlatego przed koleją wizytą w sklepie warto zastanowić się nad tym, czego faktycznie się potrzebuje. Jakie zapasy należy mieć i nie brać więcej, nie ryzykować tego, że niezużyta górka wyląduje na śmietniku.

A jak się zmienią relacje międzyludzkie? Obawiam się, że wiele osób, ze względu na konieczność spędzania czasu razem, dopiero teraz się pozna. Jak często domownicy po prostu się mijają? Nie rozmawiają, nie wymieniają się uwagami i nie dzielą pragnieniami oraz lękami. Postnowoczesność zastąpiła te elementy silnym skupieniem na ekspresji swojego JA. Dała mnóstwo różnych narzędzi, od Instagrama, przez Pinteresta, na blogowaniu skończywszy. Tylko że ta ekspresja koncentruje się na pięknych obrazkach, na życiu złożonym wyłącznie z sukcesów, na rzeczywistości wyszlifowanej za pomocą setek kliknięć w Photoshopie. Nie ma w niej miejsca na przeżycie, na zastanowienie się nad światem, na spokojną refleksję. Jest scrollowanie, przeglądanie bajecznie kolorowych zdjęć z egzotycznych krajów. Gdzie jest brud, będący nieodłącznym elementem życia? Na dodatek zniknął też gnębiący wszystkich ciężar egzystencji. Jak ludzie mają być przygotowani na czas kryzysu, skoro nie chcą o nim nigdy rozmawiać?

Liczę też na to, że niektórzy przypomną sobie, że należą do większej grupy, że wokół nas też są ludzie. Indywidualizm podsycany przez Internet oraz cementowany możliwością wyrażenia własnego zdania, sprawia, że chorujemy na widzenie tunelowe. Widzimy siebie, nikogo więcej. Stąd biorą się osoby, które niespecjalnie przejmują się koniecznością siedzenia na dupie. Nie przejmują się. Zaraza im niestraszna! Nie widzieli jej nigdy na Instagramie, a skoro kryzys lub odpowiedzialność nie mają tam kont, to najwyraźniej nie istnieją.

Witajcie w czasach zarazy! Dbajcie o swoich bliskich! Siedźcie na dupach! Nie dajcie się zwieść trollom i fałszywym wiadomościom! Bądźcie zdrowi!

Literat przegląda Internet #105

W tym tygodniu do Origin Access trafiło jedno z największych rozczarowań 2017 roku. Mass Effect: Andromeda rozczarował fanów serii. Narzekaniu nie było końca! Postanowiłem sprawdzić, czy faktycznie mamy do czynienia z tak słabą produkcją i mam mieszane uczucia. Napiszę o nich innych razem.

Narzędzia dla Mistrzów Gry. Tych analogowych.

Mózg, jego wiek i komunikacja między półkulami.

Jaki związek ma inteligencja i skłonność do depresji?

Interesujący tekst dotyczący medialnej propagandy na temat rezydentów.

AngryJoe tłucze sługi Saurona!

Przerażająca bezrefleksyjność

Wczoraj napisałem kilka słów na temat książki Siódemka, a dzisiaj przyszedł czas rozprawić się ze spektaklem. Miała to być recenzja, opisz sztuki, charakterystyka umiejętności aktorów i zastanowienie się nad tym, jak powieść płynnie przechodzi w sztukę teatralną. Będzie inaczej, będzie z tego felieton pisany nocną porą. 1 sierpnia zwykł zmuszać mnie do osobistej refleksji nad polskością, nad byciem prawdziwym Polakiem. Być może lektura Siódemki, a następnie zobaczenie niektórych aspektów powieści na deskach Teatru Zagłębia, również uruchomiły potrzebę przemyślenia niektórych kwestii. Po prostu „polskość” opisana przez Ziemowita Szczerka jest skomplikowana i składającą się z wielu elementów.

Siódemka, jako spektakl, na pewno jest formą deklaracji politycznej. W trakcie trwania spektaklu nie sposób odnieść wrażenia, że z każdym słowem widz odciągany jest aktualnie obowiązującego i jedynie słusznego sposobu deklarowania bycia Polakiem. Jest wiedźmin, który doskonale uosabia modę na Geralta oraz Yennefer, która wciąż toczy się po naszej rodzimej popkulturze. Pojawiają się elementy historyczne, we wspaniały sposób zostaje pokazana metoda manipulowania faktami – nagle okazuje się. Jednak najbardziej przerażające są wciąż pojawiające się frazesy na temat bycia prawdziwym Polakiem. Ziemowit Szczerek ma świetne ucho, a w spektaklu widać, jak mocno siedzą w języku pewne klisze, które z łatwością przywołujemy. Jednak najbardziej przeraził mnie brak umiejętności radzenia sobie z własną historią, który został sportretowany w spektaklu.

Wynika to z kulejącej edukacji historycznej. Tworzenie tożsamości narodowej to piekielnie istotna sprawa, jednak nie może to być proces bezrefleksyjny. W Siódemce pojawiają się postaci wierzące w to, że Polska jest od wieków pogrążana, że istnieje spisek przeciwko Polakom. Dlaczego? Bo zawsze byliśmy najlepsi, najwspanialsi i najdoskonalsi. Tylko poprzezę ciągłe gnębienie inni mogli się poczuć przy nas bezpiecznie. To doskonale podsumowuje narrację, którą obserwuję od dłuższego czasu. W Polsce żyją wyłącznie kryształowi ludzie, w historii nie popełniliśmy ani jednego błędu, to inni są źli, to na zewnątrz czai się wszystko to, co najgorsze. Doskonale widać to w Siódemce. Jest to przerażające, dlatego spektakl, mimo wielu komediowych elementów, budzi grozę w człowieku. Pokazuje niebezpieczeństwa uproszczeń, więzienie stereotypów, w którym sami się zamykamy.

Potrzeby jest nam nowoczesny mesjanizm? Kolejne poruszenie zastygłej lawy? Nie sądzę. Aktualnie najbardziej deficytowymi towarami są zdrowy rozsądek i umiejętność krytycznego spojrzenia. Media oraz politycy grają wyłącznie na emocjach, nie jest to żadna nowość. Jednak mam wrażenie, że ostatnio przybiera to na sile. Odbiorcy unikają analizowania faktów, eksperci parają się tworzeniem opisów, które trudno nazwać rzetelnymi analizami. Nikt nie chce krytycznie spojrzeć na rzeczywistość, najważniejsze stało się pytanie, po której stronie stoisz – po prawej, czy po lewej. Nic więcej, nic poza tym. Stajemy się postaciami z Siódemki – bezwolnymi tubami powtarzającymi prawdy głoszone przez media i polityków.

Konieczna konfrontacja

Sięgając po Siódemkę Ziemowita Szczerka wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Wcześniej, wraz z Żoną, udaliśmy się na spektakl do Teatru Zagłębia, który był oparty właśnie na tym tekście. Jednak, co okazało się w trakcie lektury, książka ma zupełnie inny wydźwięk. Trzeba przyznać, że autor dotyka skomplikowanych problemów, mierzy się z demonami, które nękają Polaków. Jednocześnie nigdzie nie wskazuje sposób, w jaki można sobie z tym wszystkim poradzić. Siódemka Ziemowita Szczerka nie jest tekstem mesjanistycznym, to precyzyjny opis, w którym świat się rozpada.

Główny bohater odbywa podróż drogą krajową numer siedem. Trasa ta ma w sobie coś wyjątkowego – przecina całą Polskę, od południa do północy, od gór do morza. Nic dziwnego, że autor postanowił, że przejazd siódemką stanie się początkiem rozważań o byciu polakiem, o miejscu Polski w historii. W prozie Ziemowita Szczerka nie ma ani krzty odpustowego patriotyzmu, którym w ostatnich miesiącach jesteśmy karmieni. Autor postanowił zderzyć czytelnika z okropnymi stereotypami, z bolesnymi uproszczeniami, które są pielęgnowane przez Polaków. Trudno odmówić zmysłu doskonałego obserwatora, gdy sięga po język blokowisk i pokazuje, jak odbijają się nim frazesy powtarzane przez polityków. Lektura Siódemki to nieustanne poszukiwanie w sobie szkolnych i politycznych naleciałości, doszukiwanie się w sobie uproszczeń wyciąganych przez Ziemowita Szczerka.

Świat ukazany w Siódemce tylko pozornie posiada jakikolwiek porządek. Na początku podróży wydaje się jasno ustalony – bohater ma cel, otaczający go krajobraz jest mocno osadzony w polskiej codzienności. Wraz z kolejnymi stronami, a także pod wpływem pewnego eliksiru, bohater powoli zaczyna przedzierać się przez kolejne fasady, aż zostaje sam na sam z jądrem widocznego porządku. Nagle okazuje się, że to, co do tej pory obserwował, było szalonym chaosem, to spotykani ludzie spajali poszczególne elementy w całość. Pod brudną warstwą zastygłej lawy nie ma żadnego żaru, bohater zauważa coś zupełnie innego – rezygnację, kultywowanie uproszczeń, brak potrzeby poszukiwania krytycznego spojrzenia.

Siódemka to interesująca powieść, zmuszająca do myślenia, do spojrzenia na swoje poglądy z pewnej perspektywy. Tekst na pewno nie jest zgody z aktualnie obowiązująca linią polityczną, jednak uważam, że zadawanie pytania o polskość, jest po prostu konieczne. Ziemowit Szczerek poszukuje jej kwintesencji w świecie codziennym, pośród ludzi, którzy żyją według własnej rutyny. Fabuła Siódemki rozgrywa się w trakcie podróży, nawiązuje do poetyki kina drogi. Poprzez zmieniający się krajobraz, poprzez spotykanych ludzi, główny bohater Ziemowita Szczerka zderza się z codzienną polskością. Precyzyjnie uderza w pozornie stabilne elementy polskości, rozbija je i zmusza do zastanowienia się, z jakiej materii składa się nasza narodowa tożsamość.

Jestem pod wrażeniem języka zastosowanego w powieści, a także umiejętności obserwacji autora. Jego sposób opisu świata, często brutalny i bezpośredni, do mnie przemawia i uważam, że Siódemka powinna być lekturą obowiązkową, dla każdego, kto stara się myśleć w sposób samodzielny.

Page 1 of 6

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén