Tag: seriale na netfliksie

Konflikty charakterów

Nie będę ukrywał, że czekałem na drugi sezon Altered Carbon. Poprzedni zainteresował mnie na tyle, że postanowiłem sięgnąć po książki. Po przeczytaniu pierwszego tomu stwierdziłem, że mam do czynienia ze średnią prozą i postanowiłem trzymać się ekranizacji. O niebo lepszej, ponieważ koncentrującej się na tym, co w powieści było najciekawsze. W przypadku drugiego sezonu nie mam literackiego punktu odniesienia i raczej nie będę miał. Niespecjalnie chcę sięgać po prozę, która mnie rozczarowała. Na szczęście serial odebrałem inaczej i czekam na kolejne odsłony Altered Carbon.

Co mnie tak zachwyciło w nowej odsłonie serialu? Aby wyjaśnić tę kwestię, muszę zwrócić uwagę na istotne wątki w pierwszym sezonie. Wtedy Altered Carbon szczególnie koncentrowało się na układzie sił w społeczeństwie, w którym wykluczono śmierć. Świadomość była digitalizowana i wrzucana do nowych powłok, czyli ciał. Nieśmiertelność na wyciągnięcie ręki? Dla każdego? Nie. Altered Carbon wyraźnie pokazywało, że korzystali z niej głównie najbogatsi, a reszcie pozostało czekać na przydział nowej powłoki. Bywało, że ludzi nie było stać na spłacenie świeżutkiego ciała i ich świadomość była ponownie zamrażana. Czekali dalej. Takeshi Kovacs, jako główny bohater, został zatrudniony przez bogacza, aby wyjaśnić tajemnicę jego śmierci. Zginął, ale jego świadomość została wgrana do nowego klona.

Główny bohater był postacią zawieszoną pomiędzy dwoma światami. Tym bogatym oraz tym ubogim. Przenikał ich granice w trakcie prowadzonego śledztwa, dzięki czemu widz mógł dowiedzieć się, jak wyglądało społeczeństwo zaprezentowane w świecie Altered Carbon. Zdaję sobie sprawę z tego, że przez różnego rodzaju rozważania prowadzone przez postacie w serialu, mogła ucierpieć akcja, jednak uważam, że w interesujący sposób zostało pokazane to, jak usunięcie śmiertelności wpływa na ludzi. Drugi sezon Altered Carbon dalej bada granice człowieczeństwa, ale robi to z innej perspektywy. Tym razem kluczowa staje się rola jednostki, jej przeżycia oraz doświadczenia. Serial schodzi do poziomu pojedynczego przeżycia, zamiast dalej opowiadać o konstrukcji całego systemu.

Ta zmiana sprawiła, że serial stał się bardziej dynamiczny. W drugim sezonie pojawiła się skomplikowana sieć relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami, co przełożyło się na dynamikę ich relacji. Na pierwszym planie nie był już system, ale ludzie. Ich przeszłość, a także to, jak radzą sobie z własnymi uczuciami. Najnowsze Altered Carbon nie bywa już bezosobowe. Cała narracja składa się w dużej mierze z konfliktów pomiędzy charakterami. Mają różne motywacje i dopiero wraz z rozwojem fabuły zaczyna im przyświecać wspólny cel. W drugim sezonie jest zdecydowanie mniej, strać pomiędzy człowiekiem a systemem. Zastąpiły je zderzenia mocnych charakterów, chcących osiągnąć określone cele.

Nawet jeśli ktoś był rozczarowany pierwszym sezonem Altered Carbon, to polecam skonfrontowanie się najnowszą odsłoną. Jest inna, trochę bardziej gęsta, ale tak samo mroczna i przytłaczająca antyutopijnym charakterem świata.

Oślepiające pragnienie władzy

Piąty sezon Peaky Blinders już za mną. W dalszym ciągu lubię ten serial, chociaż miewał słabsze momenty. Szczególnie w momentach, w których twórcy chcieli zmienić rytm narracji, spowolnić ją. Wtedy bywało nudo, często zadawałem sobie pytanie o konieczność wprowadzenia tej lub innej linii fabularnej. W piątym sezonie od pierwszego odcinka jest intensywnie. Najnowsza seria cała jest napakowana akcją, intrygami oraz szaleństwem. W tym ostatnim przypadku pierwsze skrzypce przeszły w ręce Thomasa Shelby’ego.

Dla mnie ten serial cały czas dotyczy problemu władzy. Z tym, że próbuje ugryźć ten temat od innej strony, niż – na przykład – House of Cards. W tym przypadku ważne było znacznie urzędu prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki oraz tego, że ta osoba często wpływa na układ sił na świecie. Stąd intrygi przypominały dworskie knowania. Pełne trucizn, łapówek oraz oszukiwania wspólników. Frank Uderwood miał konkretny cel i robił wszystko, aby go osiągnąć. Był na nim całkowicie skupiony, podporządkował całe swoje życie pragnieniu absolutnie władzy. Czy był szalony? Nie sądzę, na pewno metodyczny w swoich działaniach. Racjonalny i pragmatyczny do ostatniego kroku. Zawsze gotów wyprowadzić kontratak.

Odnoszę wrażenie, że właśnie taka struktura bohatera sprawiła, że od trzeciego sezonu jakość narracji w House of Cards zaczęła konsekwentnie spadać. Bywały dobre moment, jednak traciły znaczenie ze względu na przytłaczających liczbę średnich wątków. Twórcy Peaky Blinders cały czas grają motywem szaleństwa. Thomas Shelby, żołnierz doświadczony przez brutalne starcia I Wojny Światej, nigdy z niej nie wrócił. Cały czas walczy w okopach. Potrzebuje przeciwników, namiętnie ich szuka, żyje tylko wtedy, gdy może się z kim skonfrontować. Jednocześnie cały czas powiększa swój majątek i wpływy. Jakby szukał równowagi, ale nie potrafił jej utrzymać. Widać to szczególnie w piątym sezonie, który najmocniej koncentruje się na postępującej degradacji umysłu Thomasa Shelby’ego. Jednocześnie, co warto zaznaczyć, nie staje się przez to mniej skuteczny.

Narracja, moim zdaniem, zmierza w kierunku motywu szalonego króla. Władcy, którego ktoś musi odsunąć i zasiąść na jego tronie. Podejrzewam, że rozłamów w klanie będzie coraz więcej. Pojawią się stronnictwa, a jedyną szansą na rozpoczęcie wspólnych działań, będzie pojawienie się zagrożenia z zewnątrz. Czy Thomas Shelby, zaangażowany w politykę i porządkowanie brytyjskiego społeczeństwa okresy międzywojennego, w porę je zauważy? A może ulegnie swoim demonom i rozpocznie się jego powolny upadek?

Z takimi pytaniami pozostawił mnie piąty sezon Peaky Blinders. Był jednym z lepszych w całej serii. Porządnie zbudowana narracja, mocne zwroty akcji, a także zmiany w charakterach poszczególnych bohaterów. Potężna porcja nieźle przyrządzonej rozrywki. Moim zadaniem ten sezon jest pozycją obowiązkową dla miłośników thrillerów trzymających w napięciu do samego końca.

Marketing rozczarowań

Kilka tygodni temu skończyliśmy oglądać Altered Carbon. Zadowoleni ze spędzonego weekendu, postanowiliśmy dowiedzieć się, co o serialu pisze się w Internecie. Ku naszemu – mojemu i mojej Żony – zdumieniu okazało się, że Altered Carbon dostaje po cyberpunkowej głowie. Przeciwników, tyle samo co zwolenników. Ciągle mocno trzyma się opinia, że książka jest lepsza. Postanowiłem to sprawdzić i poświęciłem kilka wieczorów na przeczytanie Zmodyfikowanego węgla Richarda Morgana.

Każdy, kto sięgnie po ten tytuł i obejrzy serial, od razu zauważy różnice w narracji. Wyraźnie widać, że produkcja Netfliksa jest inspirowana światem stworzonym przez Richarda Morgna. Bohaterowie zostają zaadaptowani do innego formatu, fabuła również jest inaczej prowadzona. Cieszę się, że w ten sposób postąpiono. Męczą mnie kiepskie adaptacje powieści, których twórcy męczą się ze zmieszczeniem wszystkich wątku, w kilkunastu odcinkach. Potem przychodzi czas na lekturę i okazuje się, że mnóstwo elementów fabuły zostało brutalnie spłyconych. Chciałbym tak powiedzieć o Zmodyfikowanym węglu, niestety moje wrażenia są całkowicie odmienne.

Serial i książka są siebie warte. Jedno i drugie gwarantuje porządku kawałek rozrywki. W obu tekstach fabuła gubi rytm, ale zakończenia nie rozczarowują. Nie mogę powiedzieć, że Richard Morgan stworzył arcydzieło utrzymane w stylistyce cyberpunka. To jest dobra powieść z interesującym światem przedstawionym i całkiem ciekawymi bohaterami. Nic więcej. Pomimo wielkiego wysiłku z mam poważne problemy z dostrzeżeniem głębi, której tak bronią przeciwnicy serialu. Gatunkowo jest to powieść fantastycznonaukowa z mocno podkreślony elementami kryminału czarnego. Nic odkrywczego, dobre, rzemieślnicze wykonanie. Moim zdaniem znacznie lepsze są powieści science fiction Jacka Dukaja lub Janusza A. Zajdla. Zmodyfikowany węgiel wypada przy nich blado jak brudnopis z rozpisaną fabuła. Przy tekście Richarda Morgana bawiłem się dobrze, ale nie będę traktował tej pozycji jako wyznacznika nowoczesnej wizji cyberpunku.

Produkcję Netfliksa odbieram podobnie. Obejrzałem, bawiłem się dobrze, nie będę wracał, bo to nie jest żadne arcydzieło. Uważam, że to, co dało się wyciągnąć z powieści, zostało zawarte w fabule serialu i bardzo dobrze, że narracja została zmodyfikowana. Widać to w przypadku bohatera, którego struktura jest znacznie ciekawsza, niż ta w książce. Nawet świat przedstawiony jest żywszy, ale niektóre wątki całkowicie rozbijają solidny rytm opowieści. Na tę samą przypadłość cierpi literacka wersja. Po porównaniu obu tych tekstów kultury zacząłem się zastanawiać, skąd bierze się taka niechęć do serialu. Myślę, że kluczowym problemem jest tutaj agresywny marketing Netfliksa. Przed premierą Altered Carbon byliśmy atakowani zajawkami, trailerami oraz artykułami utrzymanymi w bałwochwalczym stylu. Internetowi redaktorzy skrzętnie przerabiali informacje prasowe na teksty zapowiadające genialne dzieło, odświeżenie cyberpunka, precyzyjną adaptację klasyki literatury science fiction. Takie odnosiłem wrażenie, a po obejrzeniu serialu i przeczytaniu książki, stwierdzam z całą pewnością, że są to treści rzemieślniczo bardzo dobre, jednak daleko im do jakiejkolwiek wybitności.

Obawiam się, że problem sztucznie zawyżonych oczekiwań będzie przybierał na sile. Plany Netfliksa wskazują na chęć zalania rynku swoimi produkcjami. Pojawią się kolejne teksty, wychwalanie i rozczarowania. Obiecywali złote góry, a dali tylko pagórek za stodołą, na dodatek oskubany przez kozy.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén