Ile szumu narobiło Ślepnąć od świateł! Polski serial produkcji HBO na podstawie prozy Jakuba Żulczyka. Obraz brudny, efemeryczny, poszarpany, tak mocno inny od tego, co nam serwuje nam popkultura. Serial podzielił fanów narracji ze srebrnego ekranu. Jedyni widzą powiew geniuszu, a inny łatwą do przejrzenia hochsztaplerkę. Gdybym miał podsumować nastawianie odbiorców w stosunku do serialu, to powiedziałbym, że jest podobne jak moje do powieści Jakuba Żulczyka. Specjalną estymą nie darzę, ale Zmorojewo Ślepnąc od świateł traktuję jako teksty świetne. Niekoniecznie wybitne.

Serial zapamiętam jako ciężką przeprawę. Brnąłem jak przez bagno, jednak nie uznaję tego zawadę. Sposób prezentacji świata przedstawionego, Warszawy oraz jej nocnego życia, przytłaczał. Był gęsty we wrażenia, często skrajne, wyniszczające nerwy. Konfrontacje pomiędzy bohaterami oraz ich język były jak kowadła, które ktoś mi zrzucał na głowę.Siedziałem oczarowany, oglądałem, brnąłem i czekałem na kolejne uderzenie. Dla mnie Ślepnąc od świateł nie jest obrazem, który można obejrzeć w ciągu jednego dnia.Potrzebny jest dystans. Chwila na przetrawienie tego, co przed chwilą się zobaczyło.

Jednak to nie główny bohater przykuł moją uwagę. Znacznie bardziej zainteresowała mnie kreacja Daria, w którego wcielił się Jan Frycz. Postać ta już w książce była przerażająca. W serialu to czyste Zło, uosobienie siły,której jedynym celem jest destrukcja. Z Dariem zderza się każdy.Nawet Warszawa. Nikt z tych strać, nie wychodzi cało. Dario idzie po trupach, nagina świat do swojego sposobu widzenia. Działa bez najmniejszego wahania. Chwilami traktowałem go jako potop, o który modli się główny bohater. Jednak ta siła nie przynosi oczyszczenia, wprost przeciwnie! Ściąga na dno, zmienia kierunki prądów, jest gotowa w dowolnym momencie pozbawić indywidualnego życia i wlać w bohatera swój własny sens. Dario to metodyczne szaleństwo. Obłęd sterowany przez silną wolę. We wszystkich decyzjach widać Zło działające w sposób celowy i pozbawiony przypadku. A jego omnipotencja sprawia, że jest jeszcze bardziej przerażający.

Temat Zła w kulturze jest fascynujący. Poruszony został w obu częściach Detektywa.Zło w Ślepnąć od świateł ma wymiar metafizyczny. Przenika, rozdziera, powoli wkrada się do głów bohaterów. Nadanie mu ludzkiej postaci, często demonicznej, sprawia, że staje się ono jeszcze bardziej namacalne. To nie jest jakiś tam demon z piekła rodem, tylko siła, której nikt nie może powstrzymać. Człowiek, zły do szpiku kości. Znający tylko własną moralność. Osoba traktująca świat jako wroga, którego należy zniszczyć. A najlepiej zrobić to krok po kroku. Metodycznie. Boleśnie.

Ślepnąć od świateł to opowieść o potopie, który następuje w najmniej oczekiwanym momencie. Nie zmywa syfu. Po prostu niszczy znany świat, a w zamian daje pustkę.