Tag: stranger things

Dziwne rzeczy. Po raz trzeci

Poprzedni weekend minął po znakiem Stranger Things. Trzeci sezon pojawił się na Netfliksie, nie było na co czekać. Trzeba obejrzeć! Szczególnie że poprzedni pozostawił po sobie trochę niedosytu, ale jednocześnie pokazał, że twórcy podchodzą do narracji z dużą konsekwencją. Zamykają wprowadzone wątki, pokazują, że nie trzeba setek cliffhangerów, aby podtrzymać zainteresowanie widza. Wystarczy przyciągający klimat.

W przypadku trzeciego sezonu spotkałem się ze stwierdzeniem, że serial stracił swoją magię. Nie jest już taki jak na początku. To prawda jest inny. Aktualnie Stranger Things funkcjonuje w zupełnie innym kontekście. Bracia Dufferowie oparli pierwszy sezon na nostalgii, na tęsknocie za światem nieprzesyconym technologią, w którym wciąż istotne są relacje międzyludzkie. Wystarczy spojrzeć na głównych bohaterów, spędzających czas na długiej rozgrywce w Dungeons & Dragons. Wieź między nimi jest analogowa i silna. Wyruszają na poszukiwania swojego przyjaciela, gotowi są stawić czoła największym zagrożeniom. Nie robią selfików, nie siedzą z nosami w ekranach. Pierwsze Stranger Things to wyraz tęsknoty za obecnością w świecie, a nie sztuczną obecnością świata. Bo w rękach mamy wszystko, ale w głowach i sercach jest pustawo. Bohaterowie w pierwszym sezonie byli zżyci ze światem.

Nie sądzę, aby ta formuła się zużyła. Podejrzewam, że my, jako odbiorcy, już do niej przywykliśmy. Popkultura kocha schematy, a Stranger Things jest doskonale ewoluującą formułą. Bohaterowie dorastają, pojawiają się nowe problemy, świat rośnie. Hawking w dalszym ciągu jest główną areną wydarzeń, ale zaczyna pojawią się coraz wyraźniejsze tło. Okazuje się, że jest jeszcze coś poza miasteczkiem. Inny świat, mniej oswojony. W trzecim sezonie widać to najmocniej. Do historii zostaje dodany wątek polityczny, na scenę wchodzą zła Armia Czerwona. Nieokrzesana w działaniach, barbarzyńska w przesłuchaniach. A jednak trzeba przyznać, że ich zachowanie i sposób myślenia niewiele różni się od tego, co zaprezentowała amerykańska agencja w pierwszym sezonie. Bracie Dufferowie najpierw straszyli złym człowiekiem w czarnym garniturze, a teraz postawili na złego Ruskiego. Zagrożenie przyszło z zewnątrz.

Trzeci sezon Stranger Things, to także sięgnięcie po konwencję horroru. Motywy wrzucone do serialu kojarzyły mi się z takimi filmami jak Coś lub Inwazją pożeraczy ciał. Zresztą to tylko wierzchołek góry lodowej. Miłośników kina strachu z lat 80. zachęcam do odszukania innych tropów. Jest ich całe mnóstwo. Właśnie dlatego nie uważam, aby Stranger Things traciło swój urok. W dalszym ciągu jest konglomeratem różnych tematów, doskonale opracowanych przez popkulturę. Bracia Dufferowie korzystają z tej bogactwa rozsądnie, inteligentnie łącząc różne wątki i tworząc ciekawą historię. Warto pamiętać o tym, że nie jest to postmodernistyczna papka. W Stranger Things jest sens, opowieść, serial ma klarowną linię narracji. To dobrze, bo wszyscy kochamy dobrze opowiedziane historie o ratowaniu świata. Nawet tego najmniejszego.

Rozrywkowe rozterki

Produkcje Netfliksa budzą we mnie skrajne emocje. Od trudnego do opanowania zachwytu, przez skrajne znudzenia, do zwykłej, pospolitej irytacji. Nie wszystko, co zostało pobłogosławione przez jeden z najpopularniejszych serwisów streamingowych, jest genialne. Po roku posiadania subskrypcji wyraźnie widzę, że wiele produktów mógłbym określić jako średnie. A to i tak już sporo, bo przynajmniej na nich nie zasypiam…

Blame mnie rozczarowało. Grząska nuda. Mgła to jakaś luźna interpretacja, luźnej interpretacji, dziewiąta woda po kisielu. Ostatnio mierzę się z serialem Star Trek: Discovery. Próbuję nie zasnąć, staram się dotrwać do końca odcinka. Najciekawsze było to, że pilot oglądałem trzy razy, w różnych momentach urywał mi się film. Death Note zasługuje na wyróżnienie – czegoś tak źle zbudowanego dawno nie widziałem. Rozwalająca się fabuła, dziwne wrażenie przypadkowości. Najgorsze w tym wszystkim było to, że postanowiono zabić interesującą historię opowiedzianą w mandze i w anime. Fani poczują nieprzyjemne ukłucie rozczarowania, a osoby, które nigdy nie widziały Ryuuka, mogą zrazić się do całej serii. Szkoda, bo to ciekawa opowieść, warto ją sprawdzić, jednak na pewno nie należy zaczynać od pełnometrażowej wersji z Netfliksa.

Skoncentrowanie się tylko na tym, co mnie rozczarowało, byłoby niesprawiedliwe. Dlatego muszę wspomnieć o genialnych Czarnym lustrze. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon. Klimat Stranger Things trafił w moje rozumienie grozy. Mam nadzieję, że kontynuacja będzie tak samo dobra, jak pierwszy sezon. Przyjemnym zaskoczeniem był także serial Ozark. Nie spodziewałem się, że tak mnie wciągnie, sezon udało się pochłonąć w ciągu jednego tygodnia. Naturalne jest to, że obok interesujących produkcji, pojawiają się także rzeczy średnie, takie zapychające cyfrową przestrzeń. Problem polega na tym, że coraz częściej odnoszę wrażenie, że tych drugich zaczyna coraz bardziej przybywać. W niektórych miesiącach nie jestem w stanie znaleźć nic dla siebie, a próby oglądania wielu zachwalanych produkcji Netfliksa, często kończą się szybkim zaśnięciem.

Czy planuję zrezygnować z subskrypcji Netfliksa? Nie, bo na chwilę obecną i tak korzystam z tego serwisu częściej, niż z usługi HBO Go. Zastanawiam się, czy opłacam dostęp dla nowych, oryginalnych produkcji. Może wolę serwisy streamingowe stały się dla mnie odpowiednikiem mojej biblioteczki – nie muszą mieć przerobionego wszystkich książek, wystarczy, że będą miał po co sięgnąć, gdy zechcę poczytać. Mam wrażenie, że podobnie działa u mnie Netfliks. Czasem odnajduję dobrze znany mi film, włączam go i dobrze się bawię. Jednocześnie śledzę nowe produkcje, ale nie oczekuję po nich olśnienia, zachwytów, arcydzieł. Wolę rozrywkę, na poziomie wyższym, niż Rekinado (tak złe, że aż dobre…), ale bez patosu z Sense8. Różnorodność gatunków i materiałów wykorzystywanych i produkowanych przez Netfliksa powinna mi to zapewnić, powinienem znaleźć coś dla siebie lub przynajmniej czekać na pojawienie się czegoś takiego. Przez ostatni miesiąc trwałem w zawieszeniu, co – mam nadzieję – wkrótce się zmieni.

Literat przegląda Internet #104

Piątek! Po tygodniu pełnym przeliczania szans na przedmioty, przebudowywania szablonów i pilnowania, aby jeden problem, nie był roztrząsany przez cały tydzień. Wszystko przez dwa okna, które miały stać się jednym. I w końcu są.

Dość! Na start zwiastun nowego sezonu Stranger Things.

Paradox dzieli się swoimi doświadczeniami w wydawaniu gier komputerowych.

Najwyraźniej ktoś w NSA wziął sobie home office

Skrzynki w grach, to nie hazard?

Loot boksy są wszechobecne! Może twórcy powinni trochę przystopować?

Dziwne rzeczy

Aktywnie obserwuję to, co dzieje się w popkulturze. Czytam powieści popularne, przeglądam newsy oraz gram. Trudno ukryć, że najwięcej czasu poświęcam na ostatnią aktywność, ale od zawsze miałem słabość do komputerowej rozrywki. Z przykrością stwierdzam, że nieczęsto oglądam seriale. Od czasu do czasu moja Żona przyniesie jakiegoś odcinkowca, którego potem męczymy do samego końca. Tak było z Bates Motel, Domem grozy i z Salem. Jeżeli chodzi o Stranger Things, to historia była zupełnie inna.

Ze względu na to, że w tym roku przeprowadziliśmy się aż dwa razy, zostaliśmy pozbawieni dostępu do telewizji. Pod Będzinem, na wsi, trudno o dobrą kablówkę, dlatego pozostały nam usługi internetowe. Postanowiliśmy, że weźmiemy HBO GO, a Netfliksa tylko wypróbujemy. Cóż, muszę przyznać, że testy trwają już drugi miesiąc, udało nam się znaleźć kilka rzeczy, które chcemy obejrzeć. A zaczęło się od Stranger Things. Zachęceni pozytywnymi recenzjami odtworzyliśmy pierwszy odcinek. Muszę przyznać, że serial ma wyjątkowo klimat, specyficzną atmosferę, którą coraz rzadziej spotykam w telewizyjnych produkcjach. Twórcy Stranger Things doskonale grają napięciem.

Serial składa się z ośmiu odcinków. Jeżeli człowiek się uprze, to wystarczy jeden dzień, aby zapoznać się ze wszystkimi. Absolutnie każda z mniejszych części jest zakończona wspaniałym cliffhangerem. Jest to celowe zawieszenie bohaterów w trudnej sytuacji, ma ono pobudzić chęć do rozpoczęcia kolejnego odcinka lub sprawić, że odbiorca chętniej rozpocznie lekturę kolejnego tomu. Stranger Things może służyć za doskonały przykład wciągających cliffhangerów. Każdy odcinek kończył się świetnym zawieszeniem, zmianą rytmu. Właśnie to sprawiło, że z wielkim zainteresowaniem śledziłem losy postaci, a już ostatni odcinek, który wyraźnie zapowiada drugi sezon to absolutne cliffhangerowe mistrzostwo! Jeżeli ktoś jeszcze nie widział, to warto się skusić na darmowy miesiąc w Netfliksie i nadrobić zaległości. A potem koniecznie należy zobaczyć, jak fani radzą sobie z wyciąganiem wątków oraz przetwarzaniem serialu.

Interesujące jest to, jak szybko Stranger Things stało się zbiorową fascynacją. Ktoś przerobił niektóre lokacje na przestrzeń w grze komputerowej, a inna osoba odtworzyła najważniejsze wątki w 8bitowej animacji. To wierzchołek góry lodowej fanartów! Stranger Things samo stanowi wyraźny ukłon dla Obcego, Z Archiwum X oraz twórczości Stephena Kinga. Ten serial należy obejrzeć przynajmniej dwa razy – dla fabuły oraz w poszukiwaniu inspiracji. Właśnie te delikatne odniesienia budują wyjątkową atmosferę świata przedstawionego w Stranger Things. Z każdy kolejnym odcinkiem rozbudowywane są poszczególne wątki, które zaczynają przypominać koszmarny sen. Świat bohaterów powoli się rozpada i najciekawsze jest to, że nie dochodzi do jego odnowienia. Ostatni odcinek wyraźnie pokazuje, że na widzów czeka coś jeszcze, że to nie koniec dziwnych wydarzeń oraz jeszcze dziwniejszych rzeczy. Dlatego z niecierpliwością czekam na drugi sezon i liczę na to, że będę nim równie zafascynowany.

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén