Szalone rzeczy dzieją się na rynku gier komputerowych! Nagle okazuje się, że Anthem wcale nie powstało przez 6 lat. Premierowa wersja miała z 12 miesięcy. Wcześniej BioWare nie potrafiło zdecydować, czym w ogóle ma być ten tytuł. Zresztą, ten brak kierunku i tak przeniknął do wydanej wersji. A prezentacja na E3? Szopka. Kłamstwo. Nic więcej. W szumie, który pojawił się wokół Anthem, zgubiliśmy z horyzontu Artifact. Najnowszy tytuł wydany przez Valve.

To miała być rewolucyjna karcianka. Oparta na rozpoznawalnym świecie z gry Dota 2. Valve chciało wstrząsnąć rynkiem, Hearthstone miał stracić palmę pierwszeństwa. Artifact miał być czymś innym, niż Gwint. Ta produkcja wyrosła na fali popularności trzeciej części Wiedźmina. Nie porwała mnie, nawet na moment. W przeciwieństwie do Artifact. Do dziś lubię sobie zagrać kilka rozdań, ponieważ sama mechanika gry jest interesująca. Valve ciekawie przełożyło walki z Doty do karcianki. Są trzy ścieżki, są bohaterowie, są miniony. Trzeba rozwalać wieże. Smaku dodaje losowość, dawkowana odpowiednio, ponieważ nie zawsze jest pomocna. Zdarza się, że bezwzględnie wali w twarz.

Podobnie jak cały Articafct. Interesująca mechanika, ale otoczenie całkowicie nieadekwatne do warunków na współczesnych rynku. Istotnym elementem promocji tego tytułu było ciągłe podkreślanie współpracy z twórcą legendarnego Magic: The Gathering Richardem Garfieldem. Być może chęć przeniesienia analogowych reguł bilansowania kart do cyfrowego świata nie było takim doskonałym pomysłem? Artifact miał nie zmieniać siły karty. Szybko okazało się, że to ślepa uliczka. Niektóre kombinacje są znacznie silniejsze od innych, potrzebne są zmiany, osłabianie poszczególnych kart. Tak samo jak dzieje się to w Hearthstonie. Tutaj zaczynają się schody. Artifact miał się opierać na społecznościowym rynku Steama, te karty miały być formą inwestycji i brak zmian w ich sile miał być gwarantem wartości. Tej stałości nie udało się utrzymać, a więc szybko legł w gruzach jeden z fundamentów gry.

Artifact był także pozbawiony sensownego systemu nagradzającego gracza za udział w zabawie. To, co zostało wprowadzone później, trudno nawet nazwać protezą. Moim zdaniem tutaj najmocniej objawił się brak dostosowania produkcji do współczesnych warunków. Nie widzę problemu w tym, aby Artifact był dystrybuowany w modelu „zapłać, aby grać”. Tak samo jest w przypadku analogowych karcianek, w których trzeba kupować zestawy startowe. Niestety, Valve zapomniało o jednej sprawie – skoro chcecie pieniędzy za produkt, to musi być on solidnie dopracowany. Nie tylko pod kątem mechaniki, sprzedaży i wymiany kart (tego elementu wciąż nie ma…), ale także zaangażowania gracza. Porażki są bolesne, a zwycięstwa dawały niewiele poza smakiem satysfakcji. Brak możliwości darmowego zdobywania pakietów lub chociaż waluty koniecznej do brania udziału w specjalnym trybie z lepszymi nagrodami. Jeżeli za te elementy odpowiadał Richard Garfield, to faktycznie przespał wiele zmian na rynku gier komputerowych.

Valve postanowiło wstrzymać aktualizacje Artifactu. Tytuł wraca na deskę kreślarską. W jakiem formie wróci? Nie wiem, ale mam nadzieję, że będzie wystarczająco ciekawy, aby porwać wielu odbiorców i zapewnić im przyjemną rozrywkę.