Firma Activision-Blizzard postanowiła ponownie przetrzepać kieszenie fanów i wydała grę Warcraft 3: Reforged. Nie jest to nowa odsłona kultowej serii, ale najzwyklejszy remaster legendarnej i cudownej trzeciej części. Zapowiedzi były obiecujące. Miały być nowe przerywniki filmowe, interfejs miał zostać gruntownie przebudowany, w ogóle gra miała być lepsza. Cóż, nie udało się. Internet obiegły zrzuty ekranu prezentujące minimalne zmiany, czasem nawet ich brak. Jedynym sukcesem jest ocena na Metacriticu. Zawrotne 0,6 na 10 od użytkowników. Jedna z najgorzej ocenionych gier w historii tego serwisu.

Kiepsko wykonane odświeżenie gry, to nie jedyny problem WarCraft 3: Reforged. Gracze krytykują także nowe regulacje dotyczące tworzenie własnych gier. O co chodzi? „Custom game” to takie cudo, które w historii cyfrowej rozrywki wciąż ma dużo do powiedzenia. Odbiorcy, za pomocą zasobów danej produkcji, są w stanie tworzyć własne minigry. Bywa, że czasem się one rozrastają. Takim przykładem jest „DOTA 2”, której fundamentem była modyfikacja — nomen omen — trzeciej części WarCrafta. A dla produkcji nawiązujących do szachów automatycznych, protoplastą jest modyfikacja gry DOTA 2. Historia zatoczyła koło. W obu przypadkach kluczowym problemem były kwestie praw autorskich. Twórcy modyfikacji musieli dogadać się z firmą, do której należały zasoby gry, na której zbudowali swoją produkcję. Blizzard i Valve musiały obejść się smakiem i pozwolić innym zarabiać na pomysłach powstałych na bazie ich własności intelektualnej.

WarCraft 3: Reforged niweluje ten problem. Acitivision-Blizzard postanowiło, że użytkownicy będą przekazywali pełne prawa do stworzonych przez siebie modyfikacji. Mało tego! Tych pomysłów nie będą mogli wykorzystać także w swoich prywatnych projektach. Po prostu Acitivision-Blizzard nie chce stracić kolejnej kury znoszącej złote jajka, jak było to w przypadku modyfikacji „Defence of the Ancients”. Można powiedzieć, że próbują zabezpieczyć swoje interesy i nie widzieć w tym nic złego. Jednak uważam, że tę sprawę można było rozwiązać inaczej. Tak jak zrobiło to Valve i firma Drodo, która obecnie odpowiada za rozwój gry Auto Chess powstałej za sprawą niezwykle popularnej modyfikacji tytułu DOTA 2. Obie firmy porozmawiały, znalazły wspólny grunt. Valve zrobiło swoją wersję szachów automatycznych, czyli Underlords. Najwyraźniej nie trzeba od razu wymuszać pełnego przekazania praw i zabraniać wykorzystywania własnych pomysłów użytych w modyfikacji we własnym projekcie.

Dla mnie ta sytuacja jest swoistą cezurą. Pokazuje, że Acitvision-Blizzard niewiele ma wspólnego z firmą, która dała graczom takie kultowe seria jak StarCraft i WarCraft. Wszystkie bon moty wyryte na kamieniach przed główną siedzibą firmy nic dzisiaj nie znaczą. Liczą się dobre wyniki finansowe, liczy się sprzedawanie kiepsko podrasowanej nostalgii. Activision-Blizzard to zwykła fabryka pieniędzy. Nie gier, nie rozrywki, nawet wciągających historii. Jedynym godnym uwagi zwrotem akcji, jest wzrost przychodu.