Od jakiegoś czasu seriale komediowe stanowią dla mnie duży problem. Chciałbym poczuć mięte do Big Bang Theory, ale nie potrafię bo drażnią mnie żarty. Przy Community wytrzymałem ledwo trzy odcinki. A Jak poznałem waszą matkę? Również nie rozumiem fascynacji tą serią. Jak widzicie, od postnowoczesnych seriali komediowych odbijam się z prędkością piłeczki pingpongowej rzuconej na równiutki beton. Nie od wszystkich, zdarzają się wyjątki. Zaliczam do nich Siły kosmiczne. Interesujące obraz konfliktu pomiędzy naukowcami, a wojskowymi. Świadectwo tego, że te dwie rzeczywistości niekoniecznie zawsze są zgodne.

Oś narracji stanowi próba przerzucenia mostu pomiędzy potrzebami naukowymi a wojskowymi. W ramach badań kosmosu. Jedni widzą w tym przedsięwzięciu możliwość okazania dominacji nad innymi państwami, ale są także tacy, którzy wciąż wierzą w chęć współpracy ponad podziałami. Siły kosmiczne stawiają na próbę zweryfikowana obu postaw oraz pokazanie, że kompromis jest możliwy. Serial przechodzi interesującą przemianę, która jest związana ze zmianami w charakterach postaci. Najpierw wyraźnie widać, że dominują w nim żarty, potem pojawia się sarkazm oraz polityczna satyra, aż w końcu Siły kosmiczne zmierzają w kierunku komediodramatu, w którym jedną z płaszczyzn są skomplikowane relacje w rodzinie. To jest ciekawe! Dobrą opowieść trudno wykuć wyłącznie z samych mniej lub bardziej wybrednych żartów. Dużą sztuką jest ciekawe opisanie problemów, z jakimi muszą mierzyć się ludzie.

Polecam Siły kosmiczne właśnie z tego względu. Jeśli oczekujecie wyłącznie zabawy, nawet bez odrobiny refleksji, to obawiam się, że się rozczarujecie. Żebyśmy się źle nie zrozumieli! Nie uważam, że mam jakoś specjalnie wysublimowane poczucie humoru, po prostu cenię sobie dobry sarkazm oraz zajmujące komentowanie współczesności, czego w Siłach kosmicznych znalazłem bardzo dużo. Jednocześnie się nie oszukuję. Z historii kultury doskonale wiem, że na świecie zdecydowanie częściej pojawia się rubaszny śmiech ze sprośnych żartów, niż wysublimowany uśmiech z celnej ironii. Dlatego cenię sobie seriale komediowe, które nie boją się przemiany, włączenia elementów tragedii do fabuły. To wcale nie sprawia, że taki obraz od razu staje się dramatem! Po prostu zaczyna nabierać głębi, która przyciąga, pozwala zastanowić się nad poprowadzonymi wątkami i dostarczyć odrobiny rozrywki.

Wiem, że niektórych mogą drażnić wątki polityczne wplatane przez autorów Sił kosmicznych. Nie pojawiają się tam przez przypadek i są uzasadnione. W końcu akcja rozgrywa się w wojskowym ośrodku, finansowanym z kieszeni podatników oraz uzależnionym od decyzji różnych urzędników. Stąd biorą się przytyki w kierunku amerykańskiego rządu, a sami autorzy pozwalają sobie nawet na ironiczną prezentację przedstawicieli głównych nurtów politycznych. Siły kosmiczne nie są monotematyczne, zajmują się różnymi problemami i często czynią to w sposób zabawny. Jednak każdy żarty jest odpowiednio zrównoważony właściwą ilością powagi.