Matthew Keefe / Microphone (CC BY 2.0)

Hymn upadku

To już oficjalne! “Anthem” zdechło. Miało być wspierane przez 10 lat, wytrzymało ledwo 2. Czy to oznacza, że kończy się złoty czas gier jako usług (GaaS)? Na początku chciałem tak poprowadzić ten materiał, ale potem przemyślałem sprawę.Myślę, że nie. GaaS jeszcze pokaże swój pokraczny uśmiech. W ramach giereczkowych subskrypcji!

Gwiezdna nostalgia

Jak dzieciak uwielbiałem Gwiezdne Wojny. Kasety ze starą trylogią po prostu zajechałem. Z wielkim skupieniem śledziłem losy Luke’a Skywalkera oraz z niepokojem patrzyłem na zło emanujące z Dartha Vadera. A potem się zestarzałem. Ciągle mierzę się z nowymi odsłonami tej kosmicznej sagi, ale coraz częściej mam wrażenie, że próbuję wzbudzić w sobie emocje, których już nie mam. Ze względu na inny kontekst, na to, że teraz lepiej rozumiem tropy w kulturze. Tak przynajmniej mi się wydaje. Z filmami dałem sobie już spokój, ale zostały jeszcze gry.

W ten weekend na mój dysk wyjechał tytuł Star Wars Jedi: Upadły Zakon. Wsiąkłem. Wirtualna forma świata Gwiezdnych Wojen wciąż do mnie przemawia. Nie przeszkadzają mi soulsowy charakter walki. Z chęcią uczę się ataków przeciwników oraz zastanawiam się, jak uniknąć obrażeń. Przypomniałem sobie, że kiedyś, dawno, dawno temu, ogrywałem wszystkie dostępne produkcje, które nawiązywały do tego uniwersum. Mam na myśli kultowy tytuł Star Wars: Knight of the Old Republic, a także nowsze, ale bardziej kontrowersyjne Star Wars: Battlefront 2. Zacząłem się zastanawiać, czego ja w zasadzie szukam w tym produkcjach?

Żadnym fanem Gwiezdnych Wojen nie jestem. Ba! Wiele razy pisałem i mówiłem, że nowe realizacje mnie nudzą, a do starej trylogii próbowałem wrócić i skończyło się to spektakularną klęską. Drażniła mnie, brakowało mi tych samych emocji, które odczuwałem jako dziecko. Przylepione do ekranu telewizora, słuchające szelesty kasety w odtwarzaczu.

A jednak te gry lubię. Myślę, że moim przypadku jest to zauroczenie science fiction. Mam słabość do fantastyki naukowej, nawet do tej, która wyznaczniki gatunku traktuje wyłącznie jako dekoracje. Zauważyłem, że brakuje mi dobrych realizacji czegoś, co funkcjonuje pod nazwą space opera. Cóż to jest? To taki twór składający się z bitew w kosmosie, romansu, mnóstwa przeciwności losu oraz – obowiązkowo! – szczypty melodramatu. W świecie gier komputerowych dobrym przykładem jest Mass Effect, cała seria, razem z Andromedą, która przez skrajnych fanów bywa traktowania jako apokryf. Tam też były romanse, przeciwności, trochę dramatów (zakończenie drugiej części!) oraz mnóstwo, ale to mnóstwo podróży w kosmosie.

A teraz, gdy znowu mogę sobie pomachać mieczem świetlnym oraz popatrzeć na wielkie statki sunące przez próżnię, czuję się dobrze. Nie wiem jeszcze w jakim stopniu Star Wars Jedi: Upadły Zakon realizuje założenia kosmicznej opery, ale chyba byłem na takim głodzie, że ucieszę się z każdego okruszka.

Najwyraźniej dla mnie Gwiezdne Wojny są tylko ciekawym kontekstem dla historii opowiadanych w różnych mediach. Filmowe realizacje, które pewnie dalej będę oglądał, głównie za sprawą mojej wrodzonej ciekawości, raczej mnie do siebie nie przekonają. Co innego gry. Interaktywna forma lepiej na mnie działa i jestem w stanie wybaczyć niektóre mniej interesujące narracje. Lub nawet żenujące zabiegi fabularne.

Zderzenie

Mam psa, o czym zdarza mi się napisać. Od czasu do czasu. Bycie opiekunem Bestii wymusza spacery, całkowicie uzależnione od jej chęci do łażenia. Czasem dopada ją chęć na szybki patrol po południu, a innym razem przemierzam międzyblokowy asfalt w nocy. Unikam przy tym słuchania muzyki. Nie tyle dla bezpieczeństwa, ile z ciekawości. Moją słabością, z racji wykształcenia i niesłabnącej fascynacji, jest język. Ten literacki zwykł mi się kojarzyć z pewnym świadomym wyszlifowaniem, autorskim, redakcyjnym i/lub korektorskim okrzepnięciem. Natomiast ten codzienny… To zupełnie inna bajka.

Już spieszę z przykładem. Bestia stwierdziła, że czas na wieczorny patrol, więc poszliśmy tą samą trasą co zawsze. Mijamy bloki, uważamy na samochody, korzystamy z przejść dla pieszych. Słowem – codzienność wyprowadzacza psów. Zapomniałem o tym, że psy przecież węszą, że tak poznają świąt, więc Bestia często robi przystanki, aby zweryfikować dostrzeżone zapachy. W trakcie jednego minęły nas dwie osoby. Chłopak i dziewczyna, mężczyzna i kobieta, niezależnie od wybranych rzeczowników, zrodził się między nimi następujący dialog.

Rafał zimno mi.

Chuj w to zimno! Nigdy ci kuciapy nie przewiało?

Powinienem przestrzec osoby o większej wrażliwości językowej, niż moja, bo pojawiło się przekleństwo, które – o zgrozo! – po prostu napisałem. Ale stało się, trudno, można przestać czytać, nie jest to tematem tego tekstu. Mnie, w powyższym przykładzie, zaintrygowało specyficzne zderzenie kontekstów. Nie wiem, jaki był finał tej rozmowy, nie wiem, co łączyło dwojga przypadkowych bohaterów spaceru z bestią. Po prostu dostrzegam charakterystyczny dla rozmów w postnowoczesności potrzeb.

Może rozmowa miała doprowadzić do sceny rodem z romansów, gdzie odważny i nieczuły na zimno mężczyzna oferuje kurtkę? A ten osiedlowy, prawdziwy nie miał nawet ciepłego słowa.

Być może dorabiam kontekst, wkładam przygodnym bohaterom przypadkowe myśli w głowy. Po prostu do tego prowokują mnie podkradzione frazy i słowa. Zresztą wszyscy piszemy i mówimy z niewielką świadomością tego, jak coś może zabrzmieć w głowie innego. Jakie konstelacje skojarzeń uruchomi. Gdzie poniesie drugiego człowieka rytm zdania. Przytłoczy? Da nadzieję? Wróćmy do przykładu. Jak ten krótki dialog wpłynął na ich znajomość?

Nadał innej barwy? Mężczyzna, tym wulgarnym dobrem słów, dał się poznać jako łobuz, co kocha najbardziej? Ta podchwycona rozmowa, szczególnie cisza, która po niej nastąpiła, pozostawiła mnie z wrażeniem pomylonych kontekstów.

A to przecież mogła być ich zwykła rozmowa! Toczona na Messengerze, Instagramie, Telegramie lub innym komunikatorze. Tylko tym razem rozegrała się na chodniku, w przestrzeni innej, niż ta wirtualna, zamknięta w ekranie komputera albo telefonu. Tam też konteksty nie są do końca jasne, bo wielu informacji zawsze dostarczają nam komunikaty niewerbalne. Spojrzenia, oddechy, gestykulacje, uśmiechy i przewracanie oczami.

Nic to. Nieczęsto zdarzają mi się takie perełki, które rozpędzają moje skojarzenia. Dlatego to zderzenie uznałem z godne odnotowania.

Cyfrowe wypożyczalnie

Jak bardzo wygodna jest cyfrowa dystrybucja? Pewnie wielu z Was powie, że jest wręcz najwspanialszym wynalazkiem współczesności. Wystarczy mieć dostęp do Internetu i można dowolnie korzystać z rozrywki. Gier, muzyki, filmów, programów, a tym pragnieniom nie ma końca. Z przykrością stwierdzam, że w ostatnich dniach zatęskniłem za czasami, gdy mogłem sobie zainstalować grę z płyty CD. W obecnym laptopie tego nie zrobię i nie dlatego, że nie chcę. Po prostu nie mam czytnika i liczyłem na to, że wystarczy przenieść dane za pomocą zewnętrznego dysku twardego.

Częściowo się udało, ale miałem kilka przypadków, gdy okazało się to niemożliwe. Cała moja biblioteka zainstalowanych gier z Xbox Game Pass for PC została na starym komputerze. Nie znalazłem sposobu, aby ją przenieść, a muszę przyznać, że w ostatnich miesiącach często korzystam z tej usługi. Efekt? Cóż, musiałem je ponownie pobrać. Co może się wydawać bzdurą, bo przecież mamy XXI wiek i wystarczy mieć względnie stabilny dostęp do Internetu, żeby zaradzić tej sytuacji. Mnie po prostu uderzyło to, jak wiele rzeczy wynajmuję na czas określony chęcią płacenia za daną usługę. Niby nie muszę tego robić, często szukam otwartoźródłowych alternatyw, ale w przypadku gier coraz częściej czuję się skazany na konieczność korzystania z subskrypcji.

Dlaczego? Ze względu na ceny. Czasem odnoszę wrażenie, że obecny koszt gier coraz częściej jest dostosowywany tak, aby bardziej opłacalna była subskrypcja. Dlaczego mam płacić 299 złotych za “Gears Tactics” skoro mogę mieć ten produkt w ramach abonamentu?

Zresztą cena to dopiero wierzchołek góry lodowej. Od dawna piszę na DailyWeb, że system subskrypcji, wynajmowania gier, jest tylko naturalnym przedłużeniem cyfrowej dystrybucji. Mam pełną świadomość tego, że żaden z kupionych przeze mnie tytułów w ostatnich 5 latach nie należy do mnie. Tylko go “wypożyczam” w ramach usługi, jaką jest platforma dystrybucyjna. Nie ma znaczenia, czy to jest Steam, uPlay czy Origin. To tylko olbrzymie wypożyczalnie miejsce. Skąd we mnie takie przekonanie? Bo nie mogę sobie zainstalować “Anno 1800” bez konieczności autoryzowania zakupu za pomocą mojego konta na uPlay. Nie mam tej gry na fizycznym nośniku, niby ją kupiłem, ale tak jakby zawsze muszę potwierdzać, że mam ją z legalnego źródła.

Uważam, że historia zatoczy koło. Torrenty powrócą do głównego nurtu, znowu każdy będzie miał zainstalowanego klienta, żeby seedować Linuksa. A tak na poważnie. Niby wszyscy pożegnali cyfrową zatokę piratów, bo przecież nowoczesne formy dystrybucji sprawiły, że nie jest nam potrzebna, ale dużo wskazuje na to, że wielu znowu do niej wróci.

Często dla materiałów, które mają blokady regionalne. Takie pośrednie, przez brak dostępności danej usługi w kraju. Sądzę, że znajdą się tacy, którzy usprawiedliwią piractwo wygodą. Bez problemu będą przenosili gry, filmy, seriale i muzykę pomiędzy komputerami. Bez konieczności ciągłego utrzymywania połączenia z Internetem i logowania się do różnych kont, aby potwierdzić, że jednak nie jest się złodziejem. Tylko grzecznym i legalnym wynajmujących kawałek cyfrowej przestrzeni.

Na koniec grafika prezentująca przychody ze sprzedaży muzyki w Stanach Zjednoczonych. Warto zwrócić uwagę na to, jak popularne były płyty CD.

Infographic: From Tape Deck to Tidal: 30 Years of U.S. Music Sales | Statista You will find more infographics at Statista

Gry edukacyjne po polsku

Nie spodziewałem się, że informacja o wydaniu interaktywnej lekcji może tak wstrząsnąć moją bańką. Przez mój feed przetoczyła się fala recenzji, prób uchwycenia najgorszych elementów zaprezentowanej produkcji. Ale czy to ma sens? Zerknij na ogłoszenie przetargu, w którym jasno zostały doprecyzowane elementy projektu. W ich świetle został on poprawnie zrealizowany. Dlatego może warto spojrzeć na szerszy kontekst i zastanowić się, w jakim stopniu da się pogodzić zabawę z edukacją.

Page 1 of 145

Powered by WordPress & Theme by Anders Norén