Wiele, wiele lat temu zajmowałem się modelarstwem. Wycinałem z plastiku części statków, samolotów oraz czołgów. Spędzałem godziny w pomieszczeniu, w którym czuć było zapach kleju oraz farb do modeli. O ile oczyszczanie elementów oraz ich sklejanie szło mi nieźle, to w malowaniu nigdy nie byłem mocny. To był dramat. W efekcie moje modele były albo brzydko wykończone, albo trwały w szarości plastiku. Postanowiłem do tego wrócić, ale tym razem poszedłem za głosem serca. Składam mechy.

Być może kiedyś trafiliście na anime lub mangę z serii Gundam. Właśnie takie roboty można składać! Wspaniałe jest to, że nie potrzeba do tego kleju, same modele są z kolorowego plastiku i wystarczy je złożyć. Oczywiście wcześniej należy je ładnie wyciąć. Wyczyścić. Po złożeniu dwóch (trzeci jest w trakcie) zauważyłem, że Gundamy pozostawiają pewien margines błędu. Często minimalny, ale jednak istniejący. Bez dobrze oczyszczonych elementów mogą pojawić się problemy w dopasowaniu poszczególnych części. Dlatego warto zwracać uwagę na dystanse w odlewach oraz informacje w instrukcji. Bez tego można przez przypadek odciąć kawałek łączenia ręki z nadgarstkiem.

Fora amatorów plastikowych mechów pełne są takich tragedii. Z biegiem czasu człowiek się wyrabia. Ja, na swój modelarski powrót, wybrałem sobie mało szczegółowy model. Tylko po to, aby po jego złożeniu usiąść do Barbatosa (MG 1/100)!

W zasadzie inspiracją do napisania tego tekstu była świetna zabawa w dopasowywanie i wycinanie elementów mecha. Zaskoczyła mnie wysoka szczegółowość oraz świetnie wykonane elementy pancerza. Składanie Barbatosa wymaga najpierw połączenia szkieletu, na który potem wrzuca się fragmenty zbroi. Ku mojemu zdumieniu, okazało się, że na tą ramę również trzeba nałożyć kalkomanię! Ma to swoje podstawy w anime Iron-Blooded Orphans, w którym pojawia się składany przeze mnie mech. Szkielet jest ważny, jednak nie spodziewałem się, że model również będzie wymagał wrzucenia naklejek w mniej widoczne miejsca. Na pewno dla osób tworzących różnego rodzaju dioramy taki poziom detali jest istotny. Ja również go nie pominąłem.

Zawsze lubiłem swoje modele doprowadzać do zadowalającej mnie perfekcji. Dużo satysfakcji daje także dokładanie elementów pancerza. Krok po krok, kawałek po kawałku, naklejka po naklejce, Barbatos nabierał specyficznego, drapieżnego charakteru.

Jasne, nie wszystko udało mi się idealnie spiłować i doczyścić. Zawsze pozwalam sobie na odrobinę niedoskonałości, na rzecz pozostawienia niektórych elementów dobrej kondycji. Perfekcjoniści je potem malują, żeby ukryć wszystkie ślady wycinania. Ale dla mnie nie jest to rozwiązanie. Nie po drodze mi z wszelkimi farbami, zdecydowałem się tylko na wyszczególnienie wybranych konturów.

Można w ten sposób poprawić wygląd modelu, ale też łatwo go obrzydzić. Potrzebne jest wyczucie, widziałem wiele zestawów, które były po prostu przeciągnięte. Dlatego ja postawiłem na ostrożność!

Na pewno nie polecam Barbatosa osobom, które dopiero zaczynają przygodę z modelarstwem. Ten zestaw wymaga uwagi, głównie ze względu na dużą liczbę małych elementów i detali, na które trzeba uważać. To raczej zabawa dla ludzi mających już trochę doświadczenia z wycinaniem plastiku.

Barbatos MG 1/100