Nie samą popkulturą człowiek żyje! Od czasu do czasu należy udać się do teatru, aby skonfrontować siebie ze sztuką wysoką. Najlepiej, aby był to spektakl przez duże eS, prezentacja emocji oraz idei, pełną meandrów ścieżka wiodąca do katharsis. Chciałbym napisać, że coś takiego przeżyłem, ale tak się nie stało. Dwa tygodnie temu wraz z Żoną udaliśmy się do Teatru Zagłębia. Wybraliśmy premierowy pokaz Cesarza. Tytuł nie przez przypadek nawiązuje do jednego z najbardziej rozpoznawanych dzieł Ryszarda Kapuścińskiego. Sztuka była wyraźnie inspirowana i osadzona w atmosferze książki.

Jeżeli ktoś mieszka w pobliżu Teatru Zagłębia, to na Cesarza warto się wybrać. Interesująca, do bólu minimalistyczna scenografia, świetna gra aktorska oraz doskonałe wykorzystanie światła. Na dodatek Cesarz Ryszarda Kapuścińskiego został w sztuce wykorzystany jako inspiracja, jako motyw, jako pomysł. Adaptacja Tomasza Mana opowiada o konfrontacji służących z cesarzem, o ich małym, wewnętrznym świecie, który jest zupełnie inaczej poukładany, niż rzeczywistość poza pałacem. Sztuka zrobiła na mnie wrażenie, jednak zabrakło jej tego „czegoś”, co sprawiłoby, że poczułbym dreszcze. Zobaczenie Cesarza skłoniło mnie do refleksji nad potrzebą opowiadania o polityce w sztuce wysokiej.

Obserwując różnych dziennikarzy, a także artystów pióra wyraźnie dostrzegam postępujące zezwierzęcenie obyczajów. Chamstwo, brak argumentacji, potężne zacietrzewienie i konieczność udowodnienia, że racja leży wyłącznie po ich stronie. Ten świat, szczególnie bliskich władcom, został w interesujący sposób ukazany w Cesarzu. Wyraźnie widoczne jest ograniczone postrzeganie rzeczywistości, nawet nie próba jej charakterystyki, ale walka przed tym, co przychodzi z zewnątrz. Jednocześnie Cesarz pokazany na deskach Teatru Zagłębia jest bardzo zachowawczy w krytyce polityki. Znacznie bardziej koncentruje się na świcie otaczającej władcę, zamiast rozszerzyć narrację o elementy zewnętrzne, pokazać ich nacisk, mocną potrzebę odrzucenia oraz jednoznaczną niechęć wynikająca z chęci utrzymania własnego statusu. Takim elementem są studenci, którzy podkreślają hermeneutyczne myślenie osób żyjących u boku Cesarza. Jednak to zdecydowanie za mało.

W Cesarzu zabrakło mi odwagi, chęci zrobienia teatru wyraźnie politycznego, który podejmie dyskusję z aktualnie panujących sposobem wymiany poglądów. Mocnej konfrontacji z rzeczywistością. Z przykrością stwierdzam, że w Cesarzu jest mnóstwo elementów, które aż proszą się o to, aby je odnieść do otaczającej nasz rzeczywistości. Tego zabrakło. Dlatego jest to dobra sztuka, ale nie wybitna. Warto ją zobaczyć i o niej podyskutować, ale należy pamiętać o tym, że przez swój uniwersalizm traci wiele wartości. Gdzieś zginęła potrzeba uderzenia we współczesną polityczną rzeczywistości. A szkoda, bo wtedy Cesarz mógłby w pełni rozwinąć skrzydła.