Jesień to zazwyczaj dość depresyjny okres roku. Powili zamieniamy się w krety – rano ciemno, powrót z pracy i jest jeszcze ciemniej. Dlatego zaskoczył mnie mój czytelniczy wybór. Sięgnąłem po książkę, której tytuł wyraźnie sugerował, że czeka mnie zderzenie ze smutną prawdą o człowieku. Wyjątkowo nie był to tekst Emila Ciorana, ale popularnonaukowa książka, w której zadaniem czytelnika jest skonfrontowanie się z mechanizmem wymierania gatunków na Ziemi.

Szóste wymieranie Elizabeth Kolbert nie jest lekturą lekka i przyjemną. To smutna książka, która udowadnia dwoistość ludzkiej natury. Z jednej strony z wielkim poświęceniem staramy się ocalić przedstawicieli ginących gatunków, ale z drugiej, nasza ciągła potrzeba eksploatowania zasobów, tylko przyspiesza ten proces. Na dodatek podróżujemy jak szaleni, co jeszcze bardziej przyczynia się do kolejnych problemów w poszczególnych miejscach. Elizabeth Kolbert stara się pokazać, że jest jeszcze odrobina nadziei, że szansa dla ziemskich gatunków leży w ludziach. Niestety, zakończenie książki, jej zamknięcie, może napełnić czytelnika wyłącznie jednym – poczucie beznadziei.

Podstawowym problemem ukazanym w Szóstym wymieraniu jest galopujący konsumpcjonizm. Spod ziemi wyrywamy wszelkie zakopane zasoby, maksymalnie eksploatujemy morza, zużywamy wodę, wpływamy na elementy składowe określonych środowisk. Część robimy świadomie, ale cześć nie. Problemem jest czas. Ze względu na stosunkowo krótki okres życia przedstawicieli naszego gatunku nie widzimy, że ciągle przyczyniamy się do wymierania. Jest ono dostrzegalne dopiero z perspektywy historycznej, jednak ta wiedza nie dociera do głównego nurtu informacji. Nic dziwnego, ponieważ na pytanie „ile to kosztuje” znacznie łatwiej jest odpowiedzieć za pomocą wybranej waluty. Książka Szóste wymieranie inaczej stawia ten problem. Pojawia się tutaj próba zrozumienia, ile nasz gatunek wniósł, a ile bezpowrotnie zniszczył.

Nasza obecność mocno wpływa na środowisku, ale mam wrażenie, że na co dzień tego nie dostrzegamy. W rutynie gubimy niektóre detale, dlatego warto sięgać po takie książki jak Szóste wymieranie Elizabeth Kolbert. Dla zwykłej zmiany perspektywy, dla innego spojrzenia. Jednak trzeba pamiętać, że Szóste wymieranie ma charakter popularnonaukowy i powinno stanowić wstęp do dalszego rozpoznania tematu. Mniej tutaj publicystyki, niż u Naomi Klein, ale to nie znaczy, że Szóste wymieranie nie ma absolutnie żadnej wartości. Wprost przeciwnie! Podstawowym plusem książki Elizabeth Kolbert jest odmienność. Zero śmieciowych informacji, indywidualne spojrzenie na świat i dodatek w postaci teorii naukowych, które tłumaczone są w sposób lekki i przejrzysty. Do samego końca nie odczuwa się grozy, widmo zagłady sprytnie przemyka pomiędzy akapitami. O wiele mocniej jest zaakcentowane w podsumowaniu, to właśnie te ostatnie akapity wyrywają z odrętwienia.

Szóste wymieranie jest książką opowiadającą o walce o przetrwanie na Ziemi, a także o tym, że człowiek nie potrafi dzielić się przestrzenią z innymi gatunkami.