Słuchanie muzyki, to dla wielu z nas czynność bardzo ważna – truizm. Zauważyłem, że współcześni artyści nie traktują swoich odbiorców poważnie. Płyty składające się z samych singli, brak pomysłu na cały album, ważna jest tlko pozycja na playliście w radio i tłumy na koncertach. Na pewno zmienił się charakter słuchania muzyki i właśnie dlatego przemysł nagraniowy postawił na tworzenie hitów wydawanych razem ze średnimi – albo nawet kiepskimi – utworami. Dlatego bardzo męczą mnie współczesne rockowe i metalowe zespoły, które postępują właśnie w takim sposób. Rozumiem to w popie, przecież ten gatunek ma się przede wszystkim sprzedawać, nawet jeżeli będzie tylko słodkim i ładnie opakowanym cukierkiem. Ale nie potrafię ścierpieć tego, że moje ulubione gitarowe granie również poszło tą drogą.

Efekt jest prosty – znam na pamięć utwory taki zespołów jak Van der Graaf Generator, Pink Floyd, Led Zeppelin oraz Colosseum. Zapętlam płyty, słucham, aż do całkowite wycieńczenia swojego organizmu i przeskakuję do innego wykonawcy. Trudno przekonać mi się do współczesnych twórców. Oczywiście od tej reguły są wyjątki, ale nieliczne. Na pewno mogę do nich zaliczyć Radiohead, Pearl Jam oraz – ostatnio! – Foo Fighters. Właśnie najnowszą płytą Foo Fighters chciałbym się zająć.

Sonic Highways to album świetny. Dzięki Spotify mogłem przesłuchać tę płytę zaraz po premierze i byłem zachwycony! Bardzo zdziwił mnie interesujący układ utworów, ciekawe teksty oraz bardzo bogata warstwa muzyczna. Płyta pełna jest zmian rytmu, piekielnie dobrych solówek oraz przemyślanych kompozycji. Nie ma tam miejsca na jakikolwiek przypadek, każdy utwór jest zbudowany z idealnie pasujących do siebie elementów. Tym samym Foo Fighters kładzie kres powtarzanemu stereotypowemu stwierdzeniu, że zespół rockowy to nie orkiestra symfoniczna i nie wszystko się musi zgadzać. Dave’owi Grohlowi układa się absolutnie wszystko i bardzo możliwe, że to właśnie dlatego tak dobrze słucha mi się tej płyty. I na tym mógłbym skończyć pisanie o Sonic Highways – temat na krótki felieton albo recenzję. Ale HBO i lider Foo Fighters wyprodukowali serial Foo Fighters: Sonic Highways, który opowiada o nagrywaniu tytułowej płyt.

my guitar gently weeps (reprise) /  Art Ascii (CC BY-NC-SA)

my guitar gently weeps (reprise) / Art Ascii (CC BY-NC-SA)

Nie jest głupie reality show, gdzie widz obserwuje okładających się puszkami po piwie muzyków. Dave Grohl stworzył coś bardzo cennego, a najważniejsze jest to, że pokazała jedną istotną rzecz – całościowe myślenie o muzyce jeszcze nie zginęło, są osoby, dla których wciąż ważne jest nie tylko to jak nagrywają, ale również gdzie się znajdują.

Zakorzenienie w historii

Pomysł na nagranie płyty Sonic Highways był bardzo ekstrawagancki – zespół jeździł po Stanach Zjednoczonych i zatrzymywał się w określonym miejscu na tydzień. Potem ruszał dalej. Presja czasu mogła rozłożyć cały projekt, sprawić, że dźwięki będą przypadkowe, a cały album chaotyczny. Stało się odwrotnie, a jest to zasługa myślenia Dave’a Grohla.

Tym czynnikiem, który zadecydował o wybitności serialu oraz płyty jest świadomość miejsca oraz historii z nim związanych. Foo Fighters nie jeżdżą do przypadkowych miejsc, ta trasa jest precyzyjnie zaplanowania, a każdy odcinek opowiada o konkretnej scenie muzycznej oraz związanej z nią postaciami. Odwiedzili Nashville, Austin, Chicago, Seatlle, Los Angeles, Nowy Orlean, Nowy York oraz Waszyngton – jedno miejsce, jeden utwór, setki opowieści. Dlatego serial Foo Fighters: Sonic Highways można traktować jako tekst opowiadający o historii muzyki amerykańskiej. Każde z tych miast jest inne, z własną przeszłością oraz problemami. I to uchwycił Dave Grohl w swoich tekstach, które inspirowane są określonymi miejscami, a także wypowiedziami poszczególnych artystów.

Foo Fighters: Sonic Highways to genialny serial dokumentalny, z którego można dowiedzieć się nie tylko wielu anegdotek, ale także zrozumieć jak ważna jest dla muzyków świadomość własnego pochodzenia. Bo przecież jest to istotny czynnik wpływający na muzykę, którą tworzą. I to podejście Dave’a Grohla bardzo mnie zaskoczyło. Zwrócił on uwagę na zakorzenienie siebie w określonym miejscu oraz przestrzeni, na zrozumienie tego skąd się pochodzi. Nie odrzucanie tych wartości, ale ich integrowanie, nawet jeżeli związane są one z trudnymi wspomnieniami. Dopiero wtedy można stworzyć coś wielkiego, wyjątkowego i godnego wielokrotnego przesłuchania – właśnie w ten sposób można scharakteryzować płytę Sonic Highways.

To wszystko na chwilę

Cieszę się, że są jeszcze artyści, którzy dają opór tej otaczającej nas chwilowości. Zegarek na tydzień, telefon na rok, książka na dwa dni, a płyta na 15 minut. Trzeba poszukiwać tekstów kultury, które będą nam towarzyszyły znacznie dłużej, które będą wzruszały i wywoływały ciarki. Trzeba poszukiwać, ćwiczyć w sobie umiejętność przedzierania się przez warstwy śmieci, którymi jesteśmy zalewani.

Warto. Wciąż można odkryć prawdziwe perły.