Skończyły mi się seriale. Do tej pory oglądałem Dom grozy, Dolinę Krzemową oraz drugi sezon Detektywa. Ponownie spróbowałem wciągnąć się w Daredevila i to akurat idzie mi średnio. Przeglądając ofertę HBO, trafiłem na Graczy. Czasem trzeba spróbować czego, co jest poza swoimi zainteresowaniami, a w przypadku tego serialu tak właśnie było. Ze sportem, nawet tym cyfrowym, jestem całkowicie na bakier. Zacząłem oglądać i okazało się, że jest znośnie.

To dobre słowo określające ten serial – Gracze są znośni. Nic szczególnie wybitnego. Opowieść o sportowcu, który zakończył karierę (w tej roli Dwayne „Rock” Johnson) i próbuje odnaleźć się w szarej rzeczywistości. Zmaga się z przeszłością, pomaga swoim, wciąż zawodowo uprawiającym sport, kolegom poukładać sobie sensownie życie i karierę. Wychodzi różnie. Gracze czasem bawią, jednak serial ten ogląda się jak taką lekką obyczajówkę. Nie telenowelę, ale coś próbującego wniknąć w psychikę były zawodowych sportowców. Mnie ten serial natchnął do zastanowienia się nad tym, jak wyglądałaby produkcja opowiadająca o esportowcach na emeryturze. Jestem przekonany, że wkrótce takie powstaną. Muszą. Wirtualne rywalizacje przyciągają coraz więcej widzów oraz zawodników, to jedna z fiksacji współczesnej kultury.

Czy taki emerytowany esportowiec miałby dość komputerów? A może tak mocno siedziałby w świecie wirtualnym, że nie potrafiłby go opuścić? Mógłby trenować młodszych, pławić się w swojej legendzie, prowadzi programy śniadaniowe i tak dalej, i tak dalej. Ciekaw jestem na jaki gatunek zdecydowaliby się potencjalni twórcy. Komediowe perypetie geeków w Dolinie Krzemowej sprawdziły się znakomicie, jednak ja wolałby, aby opowieść o esportowcach taka nie była. Plusem Graczy jest zrywanie ze stereotypem nieczułego gladiatora, któremu zależy wyłącznie na rywalizacji. To poszukiwanie normalnego człowieka walczącego z codziennością, sprawia, że ten serial da się oglądać. Opowieść o emerytowanych esportowach musiałaby powalczyć ze stereotypem chudego i pryszczatego okularnika, który nieczęsto opuszczał piwnicę. To widać nawet teraz, przecież ci zawodnicy wygrzewają się w światłach jupiterów, a nie gniją w maleńkich kantorkach.

Z niecierpliwością czekam na – mniej lub bardziej – artystyczne wizje tego problemu. Można w ten sposób omówić wiele interesujących aspektów esportu, których się nie zauważa lub o nich milczy. Pokazanie tej aktywności z perspektywy zawodnika, a nie przemysłu na pewno byłoby cenne. Szczególnie gdy zostałoby zrobione z dystansu, aby było spojrzeniem kogoś, kto kiedyś aktywnie brał udział w igrzyskach, a dzisiaj siedzi i ogląda relacje. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko czekać, aż ktoś postanowi zrealizować właśnie taki serial.

//Obrazek wyróżniający: Riccardo Cuppini Gladiator Rest (CC BY-NC-ND 2.0)