Od czasu do czasu trafiam na kolejny tekst, którego celem jest udowodnienie, że gry komputerowe są częścią kultury. Autorzy tych artykułów, a raczej nieudolnych prób publicystycznych, wspinają się na wyżyny pojęciowej ekwilibrystyki, aby uwodnić, że cyfrowa rozrywka stanowi część kultury. Za każdym razem niezwykle mnie to bawi. Dziwię się, że żaden z tych autorów nie zauważył, że za wyważa otwarte drzwi. Wszystkie te teksty mają jeden wspólny problem: pojęcie kultury.

Nie będę linkował do tekstu, który stał się inspiracją do napisania tego felietonu. Powody są dwa: po pierwsze nie mam ochoty robić autorowi dodatkowej reklamy, jeżeli redaktor prowadzący dział „Kultura cyfrowa” przepuszcza takie rzeczy, to znaczy, że brakuje mu wiedzy; po drugie zgubiłem link. Przepadł. Niby przesyłałem go koledze z pracy, ale wsiąkł gdzieś w odmętach Slacka i nie mogę go wydobyć. Pozostały jedynie notatki i to właśnie dzięki nim mogę odrobinę ponarzekać się na brak zdrowego rozsądku u osób piszących o kulturze. Po prostu śmieszą mnie te próby, porównywanie gry komputerowej do literatury, filmy lub teatru, przy jednoczesnym popisywaniu się brakiem zrozumienia tematu. Tak trudno poszukać czegoś w Goolgle’u? Ciężko sięgnąć po książkę?

Gdy autor przeczytał coś więcej, niż własnego bloga i te kilka przypadkowych książek, którymi się chwalił, to dowiedziałby się czegoś przerażającego! Uwaga, uwaga! Osoby o delikatnych nerwach proszone są o zaprzestanie lektury i podjęcie mniej szokujących działań. Zaczynam. Wszystko, co powstaje w kulturze, staje się jej częścią. Nie ma znaczenia, czy rozmawiamy tutaj o stole lub o grach komputerowych – obie te rzeczy są częścią kultury. Mało tego! Zarówno w kształcie stołu, jak i w narracji gry możemy dostrzec inspiracje innymi tekstami kultury, a także wpływ określonych norm warunkujących daną kulturę. Z tego prostego faktu biorą się wszelkie irytacje, których doświadczam w trakcie lektury tekstów dotyczących literatury, muzyki, film lub gier komputerowych. Recenzenci mają przykry zwyczaj atomizowania sensów, za wszelką cenę próbują uniknąć nawiązań do innych elementów kultury, nie potrafią wskazać inspiracji, a co za tym idzie osadzić danego tekstu kultury w szerszym kontekście.

Pisanie wymaga wcześniejszego przygotowania się. Współcześnie mówi się na to „research”. Po prostu trzeba poszukać informacji, stworzyć sensowny kontekst i ustalić istotne problemy dla swojego tekstu. Jeżeli ktoś usilnie próbuje udowodnić, że gry komputerowe stanowią ważny element kultury, to najwyraźniej oznacza, że przespał ostatnie 10 lat. Nikt tego nie podważa, ponieważ ich twórcy działają w obrębie kultury oraz mocno wpływają na świadomość odbiorców. Natomiast problem klasyfikacji gier komputerowych, oceny ich wartości społecznej oraz artystycznej, są interesującymi zagadnieniami. Z przykrością muszą przyznać, że niewiele osób próbuje w ten sposób ugryźć gry komputerowe. A można to zrobić, co wielokrotnie udowodniła Marzena Falkowska, która prowadzi bloga „Altergranie”. Do tego grona warto zaliczyć także Kamila Szewczyka z „Gier dla dorosłych”. Zapewniam, że tam nie znajdziecie żadnych tekstów próbujących wyważyć otwarte drzwi.