Myślałem, że ten dzień niczym mnie nie zaskoczy. To miał być typowy piątek Literata. W pracy miałem kilka zadań dotyczących różnych poprawek, uporządkowanie RedMine’a, a potem nauka Pythona i analizy danych. Później zakupy i luz. Jakaś książka, giereczka, a może film? Coś na pewno trzeba napisać, bo kończy się miesiąc, a ja mam jeszcze trochę zaległości na DailyWeb. Nie planowałem klepania tekstu na bloga. Tym miałem zająć się dopiero jutro. Za sprawą pewnej giereczki postanowiłem to przyspieszyć.

Znacie gry sportowe? Takie serie jak FIFA, NBA i inne. Ja tylko z nazwy i gatunku. Nigdy nie byłem fanem takiej rozrywki. Najbardziej mnierziło mnie to, że kolejne edycje różniły się jedynie numerkiem w nazwie. Reszta w zasadzie pozostała taka sama. Mam trochę znajomych, którzy twierdzili, że tu i ówdzie poprawiono fizykę piłki, krążka czy innej rzeczy będącej przedmiotem uwielbienia w wirtualnych zmaganiach. Jednak od pewnego czasu do gier sportowych zaczęły się wkradać lootboksy. Pod postacią kart z zawodnikami. Przynosi to olbrzymie zyski wydawcom. Od razu zaznaczę, że wirtualne zbieractwo różni się od analogowego kolekcjonerstwa! Czym? A jedną rzeczą – papierowe karty możecie odsprzedać, mają określona wartość. Te cyfrowe możecie sobie wrzucić na dysk i wsadzić w wolne miejsce w komputerze. Wraz z nową edycją gry staną się całkowicie bezwartościowe. W przeciwnym razie ludzie nie kupowaliby nowych pakietów.

Myślicie, że takie postępowanie jest nieuczciwe? To skok na kasę? Tak, ale zobaczcie, co wycięło 2K w nadchodzącym wydaniu NBA 2K20.

Nie mam pojęcia, kto wpadł na to, żeby do symulatora kasyna dodać elementy koszykówki. Komuś całkowicie pomyliły się gatunki. Maszyny losujące, paczki z kartami oraz spadająca kulka. Brakuje jeszcze jakiegoś flippera. Nie dajcie się zwieść tym wspaniałym zdobyczom z trailera. To jest ustawione. Zresztą w Sieci krąży artykuł na temat podkręcania szans w skrzynkach. Specjalnie dla streamerów, aby w ten sposób zachęcać do ich kupowania. W przypadku NBA 2K20 problemem nie są same elementy wyraźnie inspirowane hazardem, ale rating. Według PEGI ta produkcja może być dostępna dla osób, które ukończyły 3. rok życia. Nawet tłumaczą się z tej decyzji. Okazuje się, że w samym trailerze są tylko wyobrażenia, inspiracje hazardem. Taka zabawa wcale nie uczy tego jak grać w kasynie. Dawno nie przeczytałem większej bzdury niż linkowane wcześniej oświadczenie.

Podstawowa rzecz – programowanie zachowań. Trudno ukryć, że najmłodsi są najbardziej plastyczni. Polegają procesowi intensywnej socjalizacji. Nagle w ich ręce wpada gra, która pokazuje, że różnego rodzaju formy hazardu są fajnie. Realną walutę, której nie zarabiają, mogą zamieniać w wirtualną… Zaraz, zaraz! Czy w ogóle rozumieją znacznie i pozycję pieniądza w kulturze? A może dla nich jest to dokładnie taki sam token, jak ten cyfrowy? W końcu, jak wiele znacie osób posługujących się gotówką? Spójrzcie na to z perspektywy dziecka. Czym różnią się nasze cyferki na kontach, od wartości, która wyświetla się na ekranie gry obok ikony z walutą premium? Dla nas jest to oczywiste, ponieważ zdajemy sobie sprawę – jedni bardziej, inni mniej – z istnienia czegoś takiego jak siła nabywcza. Za token z gry nikt nie opłaci rachunków, natomiast cyferki zgromadzone w banku, już mogą na to pozwolić.

Kluczowy jest tutaj trening różnego rodzaju umiejętności. Gry komputerowe to ważne dla współczesnej kultury medium i tak jak inne, ono również kreuje pewne postawy. Graczom może się to podobać lub nie, po prostu tak działają w społeczeństwie pozostałe teksty. Od tego nie uciekniemy, po prostu zastanowić się, jak odpowiednio sobie z tym radzić. Dla mnie, niezmiennie, jedyną odpowiedzią jest rzetelna edukacja, a nie setki regulacji, ostrzeżeń i obostrzeń.

Wiem, marzenie ściętej głowy.