Polemika. Czy ktoś jeszcze o tym pamięta? Niby moi studenci polemizują ze mną i między sobą na tematy związane z kulturą popularną i masową. Niby politycy polemizują ze sobą na tematy istotne dla kraju. Niby blogerzy „lajfstajlowi” polemizują z aktualnym stanem kultury. Ale gdy tylko pojawi się coś interesującego, gdy tylko jakaś osoba faktycznie napisze ciekawy tekst traktujący o rzeczach, które ją denerwują – od razu pojawia się magiczne stwierdzenie „ból dupy”.

Zajmuję się krytyką literacką. Za wszelką cenę nie chcę być kojarzony wyłącznie jako recenzent, więc zdarza mi się prezentować własny program literacki. Bywa nawet, że tworzę go w wyniku wstrząsu związanego z innym przeczytanym tekstem. I wtedy polemizuję, przedstawiam swoje zdanie i popieram je określonymi argumentami. Dokładnie tego samego uczę studentów, gdy rozmawiamy o tekstach kultury popularnej i masowej. I mam wrażenie, że uprawiamy coś, co w Internecie nazywa się „bólem dupy”. Rozważamy, rozkładamy i wyrażamy swoje opinie. Często ktoś jest krytyczny wobec danego tekstu, ale nie ma w tym nic złego!

Bo, parafrazując słowa Karola Irzykowskiego, prawdziwa kultura rodzi się w dyskusji. Dlatego tak bardzo drażni mnie określanie każdej – absolutnie KAŻDEJ! – formy polemicznej „bólem dupy”. Najlepsze jest to, że ten tekst również, zapewne, może zostać zaklasyfikowany do tej kategorii. Ale, proszę zobaczyć jaka tutaj jest definicyjna akrobatyka, to ból dupy o bólu dupy. I niech tak będzie! Bo już mam powyżej uszu notorycznej obojętności wobec wszelkich zjawisk kultury!

Krytykujcie! Dyskutujcie! Inaczej wszystkich nas zaleje tsunami miałkości.