Book Up!” to nowy magazyn o książkach, który swoją premierę miał 17 kwietnia. Pobrałem od razu, wrzuciłem na Kindle’a i zacząłem lekturę. Daleki jestem od rozczarowania, ale nie zbliżam się do zachwytu. „Book Up!” to ciekawa inicjatywa. Niestety, nie jest ona skierowana do mnie.

Podstawowym plusem tego magazynu jest lekkość i łatwość lektury. Wywiady oraz recenzje napisane są po prostu bardzo dobrze, jednak nie ma w nich ani krzty pragnienia problematyzacji tekstu. Z perspektywy krytyka literackiego „Book Up” to czasopismo koncentrujące się na wartościowaniu książek, a nie na opisywania interesujących zjawisk literackich. Dlatego wolę czytać „Książki. Magazyn do czytania”. Formuła tekstów zwartych w tym czasopiśmie jest bliższa mojemu sercu.

Zostawmy moje zainteresowanie – raczej zafiskowanie – krytyką literacką. „Book Up!” to zestaw prezentacji książek, coś pomiędzy magazynem reklamowym, a magazynem pretendującym do miana kulturalnego. W rękach miałem dopiero pierwszy numer, ale obawiam się, że te aspiracje bardzo szybko zostaną zdławione przez potrzeby marketingowe. Już teraz widać, że ta warstwa jest silna i błyskawicznie może zdominować całość czasopisma. Wtedy „Book Up!” stanie się kolejną reklamową tubą, po którą nie warto będzie sięgać.

Powinien przyklasnąć tej inicjatywie, ale nie potrafię. Pragnę czasopism literackich utrzymanych w tonie „Dwutygodnika” lub przynajmniej „Książek…”. Chcę nie tylko wartościujących recenzji, ale także szkiców krytycznoliterackich, w których autorzy będą próbowali zmierzyć się z różnymi warstwami tekstu. „Book Up!” tego nie robi i dla mnie jest, przynajmniej pierwszy numer, wyłącznie ciekawostką. Godną obserwowania, ale w dalszym ciągu tylko ciekawostką, z którą nie wiążę żadnych większych nadziei.