Nie będzie o Kuchennych koszmarach Gordona Ramsay’a, ale o tym, co zaserwowały widzom dwie polskie stacje: Polsat oraz TVN. Sam, odznaczony gwiazdkami, szef kuchni pojawi się w polskiej edycji Masterchefa. To będzie drugi odcinek, który obejrzę, chociaż Gordon Ramsay pewnie nie będzie nawet w połowie tak wymagający, jaki jest w edycji amerykańskiej. Po prostu dostosuje się do tego, co zobaczy, bo poziom… Cóż… Wszyscy widzimy jaki jest.

Nowy sezon, nowa ramówka, a problemy stare. Magda Gessler, TVNozwańcza specjalistka od gastronomii, nie grzeszy kulturą. Traktuje właścicieli jak śmieci, którzy mają jej słuchać, bo przecież przyjechała, a dobra rewolucja potrzebuje krwi. Zresztą musi być show, bez tego program się nie sprzeda. Już prawie wyparłem ze świadomości Ugotowanych. Podtytuł powinien brzmieć: Studium polskich uprzedzeń, stereotypów, cebulactwa i buractwa. Podstawowym problemem tego programu są uczestnicy, wybierani na podstawie – konia z rzędem temu, kto odkryje jakie się kryteria! – castingów. Co trzeba było zrobić, aby się tam dostać? Rzecz strasząca z telewizora cztery raz w tygodniu! CZTERY! Ci z TVNu nie mają litości.

A co tam w Polsacie? Trochę lepiej. Nie ma Ugotowanych, ani Kuchennych rewolucji, za to kulinarną ramówką rządzi (nie)podzielnie Wojciech Modest Amaro. Pojawia się zarówno w Piekielnej kuchni, jak i w Top Chefie. W pierwszym przypadku łapałem się za głowę średnio, co 10 minut, a w przerwach na reklamy zastanawiałem się, co właściwie oglądam. Znowu uczestnicy – nie wiem jak są dobierani, wspólny mianownik dla nich ciągle mi umyka. Przerażeni, zaskoczeni, że się od nich czegokolwiek wymaga. Litości! Widzieli poprzedni sezon, mogli obejrzeć wydanie prowadzone przez Gordona Ramsaya i mogli wymyślić sobie mniej sztuczne komentarze. Po ilu cięciach powiedzieli coś śmiesznego? Reżyser bawi się w Kubricka programów o gotowaniu? 46 cięć i zgoda? Bo tak to wygląda.

Można oglądać Top Chefa. Mało historii, trochę więcej histerii, a na dodatek arogancja przepleciona z pokorą. Wszystko zależy od kucharza i jego podejścia do swojego fachu. Myślę, że taki program jest w stanie bardziej zmienić myślenie Polaków o gastronomii, niż jakikolwiek wymienny przeze mnie wcześniej. Wobec profesjonalistów postawiono wyższe wymagania, co nie dziwni, gdyż karmią oni nie tylko swoją rodzinę, ale także obcych im ludzi. Najważniejsze jest jednak to, że szanowne jury nie dostaje rozdwojenia jaźni i wszystkich traktuje w takim sam sposób. Coś czego nie można uświadczyć, w trakcie oglądania Masterchefa. Tamten może dodać to, co zostało mu na patelni, ale kolejna osoba już nie. Wszyscy zdani na łaskę Kulinarnej Trójcy. Tego nie ma w Top Chefie – albo potrafią, albo nie umieją, żadnych zbędnych dyskusji.

Nie dziwię się, że wiele osób załamuje ręce nad kondycją różnych polskich programów, Masterchef, Ugotowani, Kuchenne rewolucje oraz Piekielna kuchnia zdają się potwierdzać ten trend. Ale Top Chef odstaje. To dobrze, przynajmniej jest co oglądać.

PS. Gordon Ramsay nie kręci kolejnych odcinków Kuchennych koszmarów. Zaprzestał po 12 sezonach. Czekam na podobny ruch ze strony Magdy Gessler. Tylko – proszę! – wcześniej.

//Felieton został opublikowany na stronie rebelya.pl.